CAELAN STAŁ Z BOKU, a jego kłykcie zbielały z napięcia, gdy obserwował zuchwałe zachowanie Vaelith. Rwało go, by skoczyć naprzód i wyciągnąć ją z sali, ale ryzykowanie gniewu Króla Alfy to była zupełnie inna bajka.
– Co ona sobie myślała? – mruknął, desperacko próbując wymyślić, jak położyć kres jej impulsywnym wybrykom i przemówić jej do rozsądku w kwestii zostania Luną Króla Alfy.
– Tato – Caela
















