Odwróciłam się gwałtownie, jakbym została porażona prądem, a serce podeszło mi prosto do gardła.
W pomieszczeniu ktoś był.
Ktoś, kto nie należał do personelu.
Skórzane spodnie. Zapięta puchowa kurtka. Rękawiczki na dłoniach.
Coś ciężkiego i mdłego zwaliło mi się w sam dołek podsercowy. Przypełzło w górę klatki piersiowej, zatkało gardło i wyrwało się z moich ust mrożącym krew w żyłach krzykiem.
Ze
















