A przynajmniej spróbowałam. Cios trafił, ale to było jak rzucanie watą w czołg. Nawet nie drgnął.
Zastygł tylko na sekundę, a kiedy spróbowałam wykorzystać tę krótką chwilę, by uwolnić nogę, zdałam sobie sprawę, że wciąż trzyma je mocno w dłoniach.
Jego siła była nie do pojęcia. Ledwo mogłam poruszyć kończyną.
„Proszę, nie mów mi, że tak właśnie walczysz”, spojrzał na mnie, jakby był szczerze zani
















