— Puść mnie! — Drapałam jego wielkie dłonie, ale to było bezużyteczne.
Pomyśleć, że jeszcze kilka minut temu ten skurwysyn całował mnie, jakbym była kimś ważnym.
Łza spłynęła mi po policzku, niszcząc makijaż. Boże, co za palant.
— Nie uczysz się, co? — Pochylił się tak blisko, że jego oddech tańczył na moim policzku. — Jeszcze, kurwa, nie pojęłaś, że jesteś moja?
Nigdy nie będę twoja — chciałam mu
















