Connor wyszedł w takim pośpiechu, że jego portfel zsunął się na podłogę. Prawie bez zastanowienia Xylia schyliła się i podniosła go.
Kiedy pobrali się po raz pierwszy, Xylia zauważyła, że ten, który Connor wtedy nosił, był cały zniszczony. Oszczędzała miesiącami i w końcu kupiła mu nowy za własne pieniądze.
Connor nadal zachowywał ten chłodny, zdystansowany wyraz twarzy, ale powiedział: „To pierwszy prezent, jaki dałaś mi od naszego ślubu. Będę go nosił przy sobie na zawsze”.
Ale ten, który trzymała teraz, nie był tym, który mu podarowała. Zawsze nosił ten stary portfel.
Xylia otworzyła go, a tam było zdjęcie Tessy i Connora. Wyglądali młodziej, jakby zrobiono je lata temu.
Tessa obejmowała go, ubrana w suknię ślubną, uśmiechając się szeroko do kamery, jakby nie miała żadnych zmartwień. A Connor, on naprawdę miał na twarzy łagodny uśmiech.
Dokładnie pośrodku Xylia widziała miejsce, gdzie zdjęcie zostało przecięte i sklejone. Connor wyciął Tessę z jej własnego zdjęcia ślubnego i przykleił ją tuż obok siebie.
Fala ciężaru osiadła na piersi Xylii. Uśmiech na twarzy Connora na tym zdjęciu był jak nóż. Przez te wszystkie lata, ani jednego porządnego portretu ślubnego z nią.
Connor zwykł mawiać Xylii, że miłość nie potrzebuje być na pokaz. Teraz w końcu zobaczyła to takim, jakim było naprawdę. Po prostu nigdy nie uważał, że zasługuje, by stać obok niego w sukni ślubnej. Dla niego, tylko Tessa tam pasowała.
W dolnym rogu Connor napisał „Moja Jedyna Prawdziwa Miłość”, a obok datę. Nie była przypadkowa. To był ten sam dzień, w którym on i Xylia wzięli ślub, ten sam dzień, w którym Tessa wyjechała z kraju.
Wszystkie rozsypane elementy ułożyły się w jej głowie. Leżąc w łóżku, Xylia wydała z siebie bezgłośny śmiech.
Dla świata zewnętrznego była szczęściarą, kobietą, która zdobyła idealnego męża. Ale prawda była taka, że przez ten cały czas serce Connora należało gdzie indziej.
Do zmierzchu Connor i Sonny wciąż nie wrócili. Ciężar w piersi Xylii stawał się coraz większy. To smutne, małe małżeństwo, które utrzymywała przez lata, już się skończyło.
Obserwując, jak resztki słońca toną za horyzontem, wykonała telefon. – Podjęłam decyzję. Wracam do domu.
Rok temu odebrała telefon, który zmienił wszystko. To był moment, w którym dowiedziała się, że wcale nie jest sierotą.
Xylia zawahała się chwilę, po czym dodała: – Ale dopiero za trzy miesiące.
Za trzy miesiące przypadała rocznica śmierci jej babci, Laurel Schultz.
Ze wszystkich członków rodziny Schultzów, Laurel była jedyną, która traktowała ją z życzliwością. Zanim opuści to miasto, Xylia chciała stanąć nad grobem Laurel ten ostatni raz.
Trzy miesiące to wystarczająco długo, by odzyskać siły, zakończyć małżeństwo z Connorem i odejść.
Tymczasem w Posiadłości Mandé za oceanem – rozległej rezydencji rodziny Sadlerów, najbogatszej rodziny na świecie – pewien mężczyzna odłożył słuchawkę.
Nienagannie ubrany, zadbany w każdym szczególe, wpatrywał się w szoku przez sekundę, zanim zwrócił się do swoich trzech równie uderzająco przystojnych braci. W jego głosie brzmiał rzadki rodzaj ekscytacji. – Nasza mała siostrzyczka w końcu się zgodziła. Wraca do domu.
*****
Gdy zdrowie Xylii uległo poprawie, została wypisana. Oczy Connora znów zaczerwieniły się, gdy patrzył, jak wspiera się na kuli.
Pomógł jej wejść do domu Fordów, posadził na kanapie i przyciągnął w ramiona. – To wszystko już za nami, Xylio. Od teraz jesteśmy szczęśliwą rodziną.
W głowie Xylii rozbrzmiało prychnięcie. „Szczęśliwą? Po tym, jak kłamałeś mi tak długo, naprawdę oczekujesz, że to kupię?”.
Sonny podbiegł, praktycznie podskakując. – Mamo, wszystkiego najlepszego z okazji wypisu. – Wylądował prosto na rannej ręce Xylii, sprawiając, że skrzywiła się z bólu.
Sonny zerwał się z powrotem, a jego twarz nie okazywała zbytniego poczucia winy. – Przepraszam, mamo, wszystko w porządku?
Xylia pokręciła głową bez słowa. Nie chciała wszczynać kłótni, ale miała też dość udawania.
Podczas gdy Connor i Sonny zostali w salonie oglądając telewizję, Xylia wymknęła się do swojego pokoju.
Chciała spakować wszystko, co należało do niej – albo spalić, jeśli będzie musiała. Tyle że, gdy rozejrzała się dookoła, tak naprawdę niewiele rzeczy należało do niej od początku.
Xylia uśmiechnęła się półgębkiem. Żadna niespodzianka. W tym domu ledwo zostawiła ślad, tak samo jak miejsce, które zajmowała w sercach Connora i Sonny'ego. Jednorazowa.
Ale wtedy zauważyła, że czegoś brakuje. Wisiorek, który wręczyła Connorowi przed pójściem do więzienia, zniknął. Wisiorek Laurel. Jedyna rzecz, którą babcia zostawiła jej przed śmiercią i jedyny przedmiot w tym domu wart zabrania ze sobą.
– Mamo, Tessa przyszła cię odwiedzić. – Głos Sonny'ego dobiegł z korytarza, wyrywając ją z zamyślenia.
W salonie Tessa już tam siedziała, z pudełkiem prezentowym w dłoni, uśmiechając się szeroko. Wyglądała na zbyt swobodną, rozparta na kanapie, gawędząc, jakby była u siebie. Cały pokój wydawał się jaśniejszy z nią w środku.
Ale w momencie, gdy Xylia weszła, głos Tessy urwał się. Atmosfera zgęstniała błyskawicznie.
Gdy Xylia milczała, Tessa zrobiła pokazowe odsunięcie się nieco od Connora. – Xylio, nie zrozum mnie źle, okej? Connor i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nie bądź zazdrosna.
Na twarzy Connora przemknęło zniecierpliwienie. – Tessa przyszła, bo słyszała, że wyszłaś ze szpitala. To wszystko.
Xylia opuściła głowę, zignorowała ich oboje i usiadła na stołku po drugiej stronie pokoju. Nie zamierzała się kłócić. Udawanie ślepej wydawało się łatwiejsze.
– Xylio, to dla ciebie. – Tessa podeszła bliżej, trzymając pudełko. – Pamiętam, że uwielbiałaś ten styl. – Otworzyła je. W środku był strój do tańca – dokładnie taki, jaki Xylia kiedyś uwielbiała.
Oddech Xylii uwiązł w gardle. Jej nogi już nigdy nie zatańczą. – Panno Schultz, nie mogę już z tego korzystać. – Jej ton pozostał płaski.
Tessa zakryła usta dłonią, zerkając na nogi Xylii. – Przepraszam, zapomniałam. Mój błąd, Xylio. Jestem trochę szorstka, nie tak troskliwa jak wy, dziewczyny. Nie gniewaj się, dobrze?
Xylia posłała cienki uśmiech i w końcu podniosła wzrok. Patrząc prosto w złośliwość w oczach Tessy, czuła tylko, jak gorzko ironiczne to było.
Jej głos pozostał spokojny. – Nie ma znaczenia. Rzuciłam taniec dawno temu. Zatrzymaj to dla siebie. – Prezent nie znaczył nic. Tak samo jak syn i mąż, których już nie chciała.
Tessa zaśmiała się i w końcu odstawiła pudełko. Wtedy Xylia zauważyła wisiorek wiszący na jej szyi, kołyszący się przy każdym ruchu.
Żołądek Xylii ścisnął się. Jej pięść zacisnęła się mocno. To był wisiorek Laurel.
















