Wróciłem, a teraz drżą

Wróciłem, a teraz drżą

Autor: Avelon Thorne

Rozdział 6 Minęło dużo czasu, Xylia
Autor: Avelon Thorne
3 mar 2026
Dłoń Xylii zacisnęła się na lasce, zanim w ogóle zdążyła to zauważyć. Przez dłuższą chwilę taksowała wzrokiem mężczyznę, aż w końcu zmusiła się do uśmiechu. „Joshua?” Twarz stojącego przed nią człowieka nałożyła się na wspomnienie tego zakrwawionego, wrogo nastawionego dzieciaka, który kiedyś groził jej nożem. W porównaniu z tamtym czasem Joshua Garcia wydawał się teraz spokojniejszy, a nawet łagodniejszy. Biła jednak od niego aura kogoś, kto przywykł do sprawowania władzy. – Nie sądziłem, że wciąż będziesz mnie pamiętać. – Joshua zawiesił głos, a w jego oczach zamigotał delikatny, nikły uśmiech, unosząc kąciki powiek. A w myślach dodał z nutą ciepła: „Dawno się nie widzieliśmy, Xylio”. Xylia zupełnie się tego nie spodziewała. Zanim wyszła za mąż, spędziła trochę czasu za granicą, studiując medycynę. To właśnie wtedy natknęła się na Joshuę, który został postrzelony. Ponieważ oboje pochodzili z Daton, uratowała go. Nie spodziewała się jednak, że pierwszą rzeczą, jaką zrobi po przebudzeniu, będzie przyłożenie jej noża do gardła. Joshua miał tę absurdalnie przystojną twarz, ale był zimny, wściekły i niebezpieczny. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że czuje do niego litość, jakby był jakimś zagubionym, młodszym bratem. Ale kiedy Tessa wróciła i wszystko się zmieniło, ta litość odeszła w niepamięć. Wkrótce potem Xylia pośpiesznie wróciła do domu, a niedługo później wyszła za mąż. Wciąż pamiętała maila od Joshuy z życzeniami z okazji ślubu. Nigdy by nie pomyślała, że przy następnym spotkaniu będzie stał przed nią spokojny i wyrafinowany, jak zupełnie inny człowiek. – Wsiądziesz? – Głos Joshuy był niski i gładki. Choć zabrzmiało to jak pytanie, kryło się w nim coś, co sugerowało, że Xylia nie może odmówić. Dopiero wtedy zauważyła samochód. Rolls-Royce. Zamarła na sekundę, po czym spuściła głowę i wsiadła. Kiedy spotkała Joshuę za granicą, był tylko spłukanym studentem błąkającym się po ulicach z oczami jak bezpański pies. Przygarnęła go ze współczucia. Teraz miała wrażenie, że role się odwróciły. Xylia usiadła na tylnym siedzeniu, zaśmiała się krótko i zażartowała: – Wygląda na to, że całkiem nieźle ci się powodzi. Co, zbiłeś fortunę? Oczy Joshuy błysnęły. Zachichotał i odparł: – Wynajęty. To zaskoczyło Xylię. – Jestem w Jupiton dla kilku klientów – wyjaśnił lekko Joshua. – Oczywiście musiałem wynająć samochód i zegarek. Trzeba wyglądać odpowiednio do roli. – Powiedział to tak naturalnie, że w jego tonie nie było ani cienia zażenowania. Xylia prawie się roześmiała. Siedząc z tyłu, przyglądała się Joshui. Garnitur, zegarek – wszystko leżało idealnie. Jasne, rzeczy były wypożyczone, ale sposób, w jaki się nosił, krzyczał pieniędzmi i klasą. Świetnie to ogrywał. Wciąż go oceniała, gdy ich spojrzenia skrzyżowały się w wstecznym lusterku. Xylię ścisnęło w piersi i szybko uciekła wzrokiem, by uniknąć jego oczu. Głos Joshuy dobiegł do niej, swobodny, lecz delikatny. – A ty, Xylio... te obrażenia. – Jego wzrok prześlizgnął się po śladach na ciele Xylii, lądując na jej bladej twarzy. – Bolą? – Tylko się poślizgnęłam – mruknęła Xylia z słabym, gorzkim uśmiechem. Pewnie wyglądała teraz okropnie. Ale ona i Joshua nie byli blisko. Nie było potrzeby się otwierać. W samochodzie było ciepło, ogrzewanie cicho szumiało. Po chwili, nie mając nic więcej do powiedzenia, Xylia zapadła w drzemkę. Joshua zerknął na nią. Nawet we śnie jej brwi były ściągnięte, choć nie ujmowało to niczego jej uderzającej urodzie. Pomyślał o rzeczach, które o niej wygrzebał, i gniew wezbrał w jego piersi. Jego oczy zwęziły się, a cienie przemknęły po twarzy. Po długiej pauzie wyraz twarzy Joshuy znów złagodniał. Cichy uśmiech pociągnął kąciki jego ust, a głos zniżył się do szeptu, jakby bał się obudzić Xylię. – Xylio, jeśli on nie potrafi o ciebie zadbać... to nie wiń mnie, że wkroczę do akcji. Samochód zatrzymał się przed apartamentowcem. Kiedy Xylia się obudziła, zamrugała kilka razy i zmarszczyła brwi. – Gdzie jesteśmy? Głos Joshuy był gładki, niemal zbyt swobodny, jakby chciał ją skusić. – Nie byłem pewien, gdzie chcesz jechać. Ale pomyślałem, że pewnie potrzebujesz miejsca, żeby się zatrzymać. Mój kumpel od wieków próbuje to wynająć. Chcesz rzucić okiem? Mieszkanie miało wszystko – meble, dobre oświetlenie, wyglądało nawet na świeżo posprzątane. Xylia zawahała się, stojąc w progu bez ruchu. Takie miejsce było daleko poza jej zasięgiem. Czuła się niemal żałośnie. Harowała do upadłego dla Fordów. Biegała, gasząc pożary w ich firmie, nawet osobiście obsługiwała klientów. A każdy grosz lądował w kieszeni Connora. Nawet jej karta kredytowa nie należała do niej – była to dodatkowa karta do jego konta. Gdyby miał taki kaprys, mógłby ją po prostu zablokować. A Connor nie miał problemu z przelewaniem pieniędzy Tessie, kiedy tylko o to poprosiła, pod pretekstem „pomocy rodzinie”. Gorzki uśmiech wykrzywił usta Xylii. Potrząsnęła głową. – Dzięki, ale ja... Joshua przerwał jej, zanim zdążyła dokończyć. Mówił powoli, jakby już wiedział, czym się martwi. – Jeśli chodzi o czynsz, nie stresuj się. Zostań najpierw kilka dni. Resztę ustalimy później. Jego ton był łagodny, ale było w nim coś ważącego, jakby to nie była prośba. Xylia wciąż tkwiła we własnym wahaniu, gdy Joshua wręczył jej klucze. – Jest tanio – dodał, rzucając jakąś kwotę. Xylia wpatrywała się w niego zaskoczona. Ta cena to było praktycznie za darmo. Wdzięczność rozgrzała jej pierś i zdobyła się na mały uśmiech. – Dziękuję. – Nie ma o czym mówić. – Wyraz twarzy Joshuy złagodniał, po czym dodał niemal od niechcenia: – Swoją drogą, mam przyjaciela w Jupiton. Jest dość znanym prawnikiem rozwodowym. Pomyślałem, że może ci się przydać, więc... chcesz mój numer? – Jego głos zabrzmiał niespodziewanie delikatnie. Te słowa uderzyły mocniej, niż Xylia się spodziewała. Joshua widział jej siniaki. Wiedział. Gardło jej się ścisnęło, a głos zadrżał, gdy szepnęła: – Dzięki. Prawda była taka, że gdyby mogła przeprowadzić rozwód czysto, zgodziłaby się bez wahania. Więc nie odrzuciła jego propozycji. Po ślubie Xylia zmieniła telefon i numer, przez co stracili kontakt. Teraz wpisała swój nowy numer do telefonu Joshuy. – Jasna sprawa. – Joshua zerknął na nią, po czym dodał tonem, który wybrzmiewał nieco zbyt długo: – Xylio, mam nadzieję, że wkrótce odzyskasz wolność. Po tych słowach wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Xylia patrzyła na jego plecy, gdy odchodził, a w jej piersi poruszyło się dziwne uczucie. Coś w nim wydawało się zbyt gorliwe. Ale to nie miało sensu. Nie znał Connora. Był po prostu jakimś facetem. Nie było tu żadnego powiązania. Xylia odpuściła. Odwracając się w stronę mieszkania, jej spojrzenie wyostrzyło się z nowym rodzajem determinacji. Bez względu na wszystko, to małżeństwo było skończone. Na zewnątrz drzwi kliknęły, zamykając się, a uśmiech zniknął z twarzy Joshuy. Zastąpiło go coś mroczniejszego, cięższego. Srebrne włosy opadły mu na czoło, wyostrzając linię szczęki. Bawił się pierścieniem na palcu, a jego głos, niski i niebezpieczny, zawisł w powietrzu. – Xylio, tym razem nie pozwolę ci odejść. A w głowie Joshuy myśl była ostrzejsza, zimniejsza: „Gdyby nie ten wypadek, już dawno byłabyś moja. A co do Connora... zapłaci za to, co zrobił”.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 Minęło dużo czasu, Xylia – Wróciłem, a teraz drżą | Czytaj powieści online na beletrystyka