Gardło Xylii zacisnęło się, gdy utkwiła wzrok w Tessie. Jej głos był ledwo słyszalny. – Dlaczego masz na sobie ten wisiorek?
Tessa zamarła na sekundę, po czym instynktownie zacisnęła go w dłoni. – Och, to? Connor mi go dał. Dlaczego pytasz?
Jej ton brzmiał idealnie swobodnie, ale dla Xylii ciął jak szkło. – Wiedziałeś, ile ten wisiorek dla mnie znaczył. – Zwróciła się w stronę Connora, a jej głos był surowy. – Zanim poszłam do więzienia, sama ci go wręczyłam.
Xylia powierzyła go Connorowi, bo panicznie bała się, że coś się z nim stanie za kratkami. Ten wisiorek był wiele wart, a co więcej, był niezastąpiony. W swojej głowie nie mogła tego pojąć. „Naprawdę oddał go Tessie?”.
Connor zmarszczył brwi, rzucił jej obojętne spojrzenie i powiedział spokojnie: – To tylko wisiorek, Xylio. Kiedyś nie byłaś tak nierozsądna.
Xylia poczuła, jak lód pełznie przez jej klatkę piersiową. Pomyślała: „Tylko wisiorek? On wie, że należał do babci”.
Xylia przypomniała sobie tamtą zimę, kiedy uderzyła śnieżyca. Łańcuszek pękł, a wisiorek wpadł w zaspy. Spędziła całą noc na kolanach, przekopując śnieg, aż jej dłonie popękały i krwawiły.
Connor widział to wszystko. A teraz mówił: „To tylko wisiorek”.
Xylia opuściła głowę, jej głos drżał. – To jedyna rzecz, którą zostawiła mi babcia.
– Och, o to chodzi. – Tessa zaśmiała się, szczerząc zęby, jakby powiedziała coś błyskotliwego. – Nie bierz tego do siebie, ale nie jesteś nawet prawdziwą Schultz.
– Babcia była moją babcią. Czasami za nią tęsknię, więc oczywiście chciałabym zachować coś po niej.
Oczy Xylii stały się zimne. – Czy nie dostałaś już jej spadku? Ten wisiorek był jedyną rzeczą, którą dała mi osobiście.
Laurel powiedziała: „Możesz nie być moja z krwi, ale jesteś moja z serca”. Wręczyła wisiorek tak, jakby to była obietnica. Spadek, wisiorek, wszystko miało być dla niej.
A ostatecznie Tessa wzięła spadek. Connor kazał jej nie walczyć, więc odeszła tylko z wisiorkiem. Teraz Tessa miała i to.
– Daj spokój, nie rób scen. Kupię ci inny – mruknął Connor, marszcząc brwi jeszcze mocniej. W jego głosie nie było ciepła. – Tessa jest twoją siostrą. A Laurel była jej babcią od samego początku. To tylko naszyjnik. Dlaczego jesteś o to taka małostkowa?
Jego słowa wydrążyły Xylię od środka. Jej ciało drżało, głos wibrował. – Chcę tylko tego, co należy do mnie. W jaki sposób czyni mnie to małostkową?
– Mamo, przemawia przez ciebie zazdrość – wtrącił Sonny, marszcząc brwi. – To niefajne. Zawsze, gdy chodzi o Tessę, uwzięłaś się na nią.
A w swojej głowie dodał: „Mama zawsze była dla mnie taka surowa. Ale Tessa? To ona podkradała dla mnie smakołyki, pozwalała mi się bawić. Tessa mówiła, że chodzi o bycie wolnym.
Ale kiedy mama przyłapywała ją na zabieraniu mnie ze sobą, wybuchała. To jest zazdrość. Nie rozumiem tego. Co jest złego w chęci bycia wolnym?”.
Ciągnął dalej, a jego głosik był ostry jak noże. – Tata i ja rozumiemy. Wyszłaś z więzienia zraniona i niepewna siebie. Ale to nie znaczy, że powinnaś wyżywać się na Tessie.
– Bycie niepełnosprawnym nie jest problemem. Problemem jest, gdy twoje serce jest całe powykręcane. Powinnaś naprawdę porzucić urazę i nauczyć się od Tessy, jak wygląda dobroć.
Jego dziecinne słowa uderzały jak ostrza, dźgając Xylię, aż niemal czuła, że krwawi w środku.
Zawsze wiedziała, że Sonny lubi Tessę. Ale patrzenie, jak faceci, którzy zrujnowali jej życie, stoją tam na jakimś moralnym piedestale, wydawało się najokrutniejszym żartem.
Poświęciła wszystko dla tej rodziny przez lata. A na koniec i tak nie dorównywało to jednemu uśmiechowi Tessy.
Tessa nagle wcięła się: – Czemu tak poważnie? – Zerknęła na twarz Xylii i wybuchnęła śmiechem. – Wyluzuj, droczyłam się z tobą. Wy, dziewczyny, zawsze robicie wielkie halo z niczego.
Zsunęła wisiorek z szyi. – Masz, weź go z powrotem, zanim zaczniesz myśleć, że romansuję z Connorem na boku. Szczerze mówiąc, gdyby coś było na rzeczy, stałoby się to wieki temu.
Twarz Connora zmieniła się, tylko na mgnienie oka, ale jednak.
Xylia zmarszczyła brwi, z oczami utkwionymi w wisiorku. Właśnie gdy wyciągnęła rękę, Tessa wykrzywiła usta w uśmieszku i puściła go. Wisiorek prześlizgnął się przez jej palce, uderzył o podłogę i roztrzaskał się na kawałki.
Oczy Xylii rozszerzyły się. Jej dłonie drżały, gdy próbowała wstać, nawet nie sięgając po kulę.
W momencie, gdy oparła ciężar na nogach, ból przeszył ją na wskroś, pozbawiając równowagi. Poleciała do przodu, a Tessa pozwoliła sobie upaść na bok, lądując z hukiem obok niej.
Zarówno Connor, jak i Sonny wykrzyknęli imię Tessy i rzucili się, by nad nią skakać. Ani jedno spojrzenie nie powędrowało w stronę Xylii.
Connor podciągnął Tessę, a jego głos był zimny, gdy patrzył z góry na Xylię. – Oddała ci go. Dlaczego ją popchnęłaś? Z każdym dniem robisz się coraz bardziej nierozsądna.
Xylia nawet go nie słyszała. Jej dłonie trzęsły się, gdy zbierała kawałki jeden po drugim. Nieważne jak próbowała, wisiorek nie chciał się złożyć z powrotem. Ostatni prezent Laurel przepadł na dobre.
Connor obserwował ją, z głową pochyloną nad potłuczonymi fragmentami, jej krew smużyła metal dokładnie tak, jak tej zimowej nocy, gdy przeszukiwała śnieg, aż jej dłonie popękały.
Coś błysnęło w jego oczach. Prawie litość. Connor powiedział cicho: – Xylio, po prostu przeproś Tessę i zapomnimy o tym.
Ramiona Xylii zadrżały i nagle zaśmiała się. Śmiała się tak mocno, że łzy spływały jej po policzkach. W głowie pomyślała: „Przeprosić? Tą, która powinna przeprosić, jestem ja?”.
Siedem lat małżeństwa przebiegało tak samo. Tessa musiała tylko zamieszać kilkoma słowami, a Connor zawsze stawał po jej stronie. Kiedyś „sam wpakował się w bagno”, tylko po to, by chronić Tessę.
A Xylia była głupcem, wciąż błagającym o ochłap jego uczucia.
Nawet wiedząc, że tak to się skończy, jej klatka piersiowa wciąż była ciężka, całe ciało bolało, jakby każdy nerw był rozrywany. Kiedy ból zelżał, zostało tylko wyczerpanie.
– Przepraszam – szepnęła Xylia. Jej głos był wyprany z emocji, płaski, nie niosący ze sobą zupełnie niczego. – Myliłam się.
Coś niespokojnego przemknęło przez twarz Connora, zbyt szybko, by nawet on to zauważył. Mimo to zmarszczył brwi.
– Dobrze. Przynajmniej to przyznajesz. – Podtrzymał Xylię, pochylił się blisko i mruknął tak, by tylko ona usłyszała: – Tessa jest twoją siostrą. Nie utrudniaj jej życia. Przeszła wystarczająco dużo.
Głos Connora złagodniał. – Jesteśmy rodziną. To tylko wisiorek. Każę asystentowi kupić ci inny na aukcji.
– Wiem, że się myliłam. – Ton Xylii pozostał płaski, nieczytelny. Spojrzała Connorowi prosto w oczy, po czym odepchnęła go, a jej wzrok był wystarczająco zimny, by sprawić, że się wzdrygnął.
– Byłam w wielkim błędzie – powiedziała. – Błędem było pomylenie wzruszenia z miłością. Błędem było wzięcie zdradzającego mężczyzny za porządnego męża. Błędem było poślubienie ciebie!
















