Wróciłem, a teraz drżą

Wróciłem, a teraz drżą

Autor: Avelon Thorne

Rozdział 5 Rozwód
Autor: Avelon Thorne
2 mar 2026
Twarz Connora stężała, gdy patrzył, jak Xylia znów opiera się na kuli, kulejąc kilka kroków od niego. Jakaś irytacja wezbrała wewnątrz Connora. Odkąd wyszła z więzienia, stawała się tylko coraz bardziej niepokorna. A on wciąż wmawiał sobie, że chce z nią przyzwoitego życia. – Xylio, co ty wyprawiasz? – Brwi Connora ściągnęły się, głos był ostry i wywyższający się. – To tylko wisiorek. Postradałaś zmysły. Xylia odwzajemniła zimne spojrzenie. Chłód rozlał się po jej klatce piersiowej. Zawsze wiedział, co ten wisiorek dla niej znaczył, a mimo to zachowywał się, jakby to było nic. Na koniec dnia, tym właśnie była dla niego – niczym. Ale dobrze. I tak wyjeżdżała za trzy miesiące. To, co czuł, lub czego nie czuł, nie miało znaczenia. – Mamo, mogłabyś przestać tak dramatyzować? – Sonny naśladował grymas Connora. – Zachowujesz się jak wariatka. W ogóle nie wyglądasz jak mama. To faktycznie sprawiło, że Xylia zaśmiała się, ostro i gorzko. Odparła: – Więc bycie mamą oznacza, że nigdy nie mogę stracić panowania nad sobą? Bycie mamą oznacza, że nie mam prawa mieć uczuć? Sonny zamarł na sekundę, po czym uniósł podbródek. W jego oczach nie było ciepła, tylko podejrzenie i dystans. – Jeśli będziesz tak dalej robić, to nie jesteś już moją mamą. – Prychnął, ciągnąc Tessę za rękę, jakby mówił poważnie. – Po prostu pozwolę Tessie być moją mamą. Ona jest wykształcona; ma klasę. Nie jest taka jak ty, po prostu jakaś kura domowa. Wzrok Xylii stwardniał. W duchu pomyślała: „Gdybym nie wyszła za Connora, gdybym nie miała Sonny'ego, kończyłabym teraz doktorat. Zrezygnowałam z tego, by dobrze wychować Sonny'ego. A teraz on stał tam, mówiąc, że nie nadaję się na matkę, tylko dlatego, że nie kontynuowałam nauki?”. To wszystko wydawało się jednym wielkim, chorym żartem. Syn, którego nosiła przez dziesięć miesięcy, syn, któremu oddała całą siebie, okazał się taki sam jak Connor – zimny i okrutny. Gorzki uśmiech wykrzywił usta Xylii. – Masz rację. Nie nadaję się na twoją mamę. Twarz Connora pociemniała. – Co to ma znaczyć? Błysk walki przemknął przez oczy Xylii, ale wciąż mówiła spokojnie do Sonny'ego. – Nie będę już twoją mamą. Możesz wybrać kogo chcesz. Posłała mu ostatnie spojrzenie, jej głos był cichy. – Tylko tego nie żałuj. I dbaj o siebie. Twoje zdrowie nie jest najlepsze, więc się nie przemęczaj... – I tak nigdy nie chciałem cię za matkę – warknął Sonny, a jego twarz poczerwieniała ze wściekłości. – Gdybym mógł wybierać, za każdym razem wybrałbym Tessę! Chwycił model Lego z półki i roztrzaskał go o podłogę. Kawałki rozsypały się wszędzie. – Nikt cię nie potrzebuje. Zrzędzisz jak jakaś stara baba. Powiedziałaś, że nie jesteś moją mamą, więc nie zachowuj się, jakbyś mogła mną rządzić! Rozbite Lego leżało w nieładzie na podłodze. Klatka piersiowa Xylii bolała, gdy na nie patrzyła. To był prezent urodzinowy Sonny'ego, coś, co zbudowali razem, kawałek po kawałku. Xylia zamknęła usta, szybko i stanowczo. Jeśli jej nie chciał, to nie miała już nic do powiedzenia. Chciał Tessę za matkę? Dobrze. Pozwoli mu ją mieć. Tessa zakryła usta. – To wszystko moja wina. Tak mi przykro, Xylio. Gdybym wiedziała, jak bardzo masz mi za złe, nigdy bym tu nie została. Cierpliwość Connora pękła. Jego wyraz twarzy stał się lodowaty, gdy chwycił nadgarstek Xylii, ściskając go aż do bólu. – Co jest z tobą nie tak, do cholery? Uśmiech Xylii wykrzywił się drwiną. – Co ze mną nie tak? Moim największym błędem było poślubienie ciebie. Connor, chcę rozwodu. – Jej głos nie był głośny, ale niósł się wyraźnie, docierając do każdego kąta salonu. Dla swojej tak zwanej prawdziwej miłości, Connor ją zrujnował. Teraz skończyła z tym. Da jemu i Sonny'emu wolność. Brwi Connora ściągnęły się jeszcze bardziej. Ostry śmiech wyrwał mu się z gardła. – Postradałaś cholerne zmysły w tym więzieniu, co? – Jego ton był zimny, uścisk na jej nadgarstku nieustępliwy, gdy piorunował ją wzrokiem. Jego oczy były obwiedzione lodem. Connor zawsze był zdystansowany, ale przez wszystkie lata bycia razem, Xylia nigdy nie widziała go tak wściekłego. – Xylio, myślisz, że dasz sobie radę beze mnie? – Jego ton był wystarczająco ostry, by ją zmrozić. – Zablokuję każdą twoją kartę, dopóki nie przyznasz, że się myliłaś. Xylia prawie uznała to za zabawne. Otworzyła usta, gotowa powiedzieć mu, że wyjeżdża za trzy miesiące, ale zanim zdążyła, Tessa wydała z siebie cichy okrzyk bólu. Connor natychmiast puścił nadgarstek Xylii i pospieszył w stronę Tessy. Siła tego pchnięcia niemal zwaliła Xylię z nóg i musiała chwycić się kanapy, by utrzymać równowagę. Kiedy podniosła głowę, zobaczyła Tessę opierającą się o Connora, jej głos był słaby. – Connor, noga tak strasznie mnie boli. Co jeśli nie będę mogła już tańczyć? Niepokój w oczach Connora zabolał Xylię bardziej niż uścisk na nadgarstku kiedykolwiek mógł. Wydała z siebie ciche westchnienie, usta wykrzywiły się w gorzkim uśmiechu. Może tak po prostu miało być. Wymknie się z tego domu bezszelestnie, nie mając nawet szansy na właściwe pożegnanie. – Każę komuś przygotować papiery rozwodowe. Connor, spotkaj się ze mną w urzędzie miasta, żeby je podpisać. – Głos Xylii był płaski i ani razu na nich nie spojrzała. Wspierając się na kuli, wyszła, a jej sylwetka była drobna i chwiejna. Błysk emocji przemknął w oczach Connora, ale stłumił go równie szybko. – O rany, co za bałagan – powiedziała Tessa, a jej oczy błysnęły przez ułamek sekundy, zanim przykryła to słodkim uśmiechem. – Szczerze, kobiety potrafią być takie dramatyczne. Wszyscy wiedzą, że ty i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przecież ja już jestem mężatką. – Może pójdziesz załagodzić z nią sprawę? Popchnęła mnie, ale przeżyję. Nie jestem w połowie tak krucha jak ona. Connor poczuł, jak ta niespokojna irytacja znów narasta. Spuścił wzrok, a w jego tonie brzmiało zniecierpliwienie. – Nie ma potrzeby. Niech robi swoje sceny. Nie ma dokąd pójść w Jupiton; nie narobi zbyt wielu kłopotów. Ty, z drugiej strony... twoje nogi są warte ochrony. To nie był pierwszy raz, kiedy Xylia złościła się o Tessę. Zazwyczaj prezent lub dwa łagodziły sprawę. Nie miała prawdziwej rodziny w Jupiton, a teraz, gdy ciało odmawiało jej posłuszeństwa, nie miała do kogo się zwrócić. To był po prostu jej sposób na wymuszenie odrobiny więcej troski od niego. W końcu to on ją wrobił. Najmniej, co mógł zrobić, to spróbować to wynagrodzić. Sonny podszedł i objął Tessę ramieniem. – Dokładnie. Ona po prostu taka jest. Tata i ja ją rozpieściliśmy. Uspokoi się za kilka dni i wróci. Zerknął na połamane kawałki Lego rozrzucone na podłodze i poczuł ukłucie w piersi. Wtedy powiedział sobie: „Kocha mnie i tatę za bardzo, żeby naprawdę odejść. Musi mówić to wszystko ze złości, jak zwykle”. Kiedy Xylia wyszła z domu Fordów, dotarło do niej – nie wzięła ze sobą niczego, nawet gotówki. Connor miał rację. Jeśli zablokował jej karty, była na lodzie. W Jupiton naprawdę nie miała dokąd pójść. Xylia stała przy krawężniku, wspierając się na kuli, z myślami błądzącymi daleko, gdy dobiegł ją gładki, męski głos z tyłu. – Xylio. Serce jej zamarło. Odwróciła się. Mężczyzna opierał się o drzwi swojego samochodu, a czarny lakier sprawiał, że jego opalona skóra wyróżniała się jeszcze bardziej. Jego srebrne włosy, zaczesane do tyłu, ale z kilkoma pasmami opadającymi na czoło, łapały światło. Jego oczy miały to przyciąganie, ten niebezpieczny rodzaj uroku. Wyglądał na nonszalancko wyrafinowanego, usta wykrzywione w cieniu uśmiechu. Jego wzrok padł na chwilę na zranioną nogę Xylii, zatrzymując się tylko na moment, zanim zapytał, niemal od niechcenia: – Podrzucić cię?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 Rozwód – Wróciłem, a teraz drżą | Czytaj powieści online na beletrystyka