Jeśli sądziłam, że wesele było luksusowe, to co mogłam powiedzieć o miejscu, do którego zabrał mnie potem Gideon?
Absurdalny penthouse na szczycie The Royal Grand, z panoramicznym widokiem na miasto, prywatnym basenem i wystrojem, który krzyczał: „Jestem bogaty i nawet nie patrzę na ceny w menu”.
A ja… cóż, byłam całkowicie olśniona. Ale też oszołomiona, jakby cała ta noc była filmem, w którym nie pasowałam do głównej obsady.
— Niebiosy… — odetchnęłam, kręcąc się na środku salonu i chłonąc każdy szczegół. Ogromny minibar, sofa większa niż cała moja sypialnia i żyrandol, który prawdopodobnie kosztował więcej niż mój samochód. No dobrze, nie miałam nawet samochodu. Ale gdybym miała, i tak byłby wart mniej niż ten żyrandol.
I oczywiście podświetlany basen typu infinity, który wyglądał jak wyjęty prosto z filmu.
— To szaleństwo! Jak cię na to stać? Jeśli tyle wydajesz na każdą klientkę, to chyba działasz ze stratą, wiesz?
Gideon zaśmiał się tym swoim głębokim, rozbawionym śmiechem, który na chwilę pozwolił mi zapomnieć o pustce dławiącej moją klatkę piersiową, odkąd zobaczyłam Chase'a i Sloane razem.
— Znam kogoś, kto pożyczył mi ten apartament — powiedział po prostu.
Natychmiast zmrużyłam oczy, podejrzliwie. Żigolo z dostępem do penthouse'u w najdroższym hotelu w mieście? Czy on naprawdę wciąż ciągnął to przedstawienie?
— O, jasne. „Znasz kogoś”. — Zrobiłam cudzysłów palcami w powietrzu, przewracając oczami. — Wciąż grasz rolę faceta z kontaktami, nawet gdy jesteśmy sami? Naprawdę angażujesz się w swoją pracę, co?
On tylko posłał mi tajemniczy uśmiech, nic nie mówiąc, co tylko pogłębiło moją niepewność. Zaczęłam się zastanawiać, jaki żigolo czuje się tak swobodnie w takim luksusie.
Intrygowało mnie to przez ułamek sekundy. Ale szczerze? Tuż obok był prywatny basen, a ja desperacko potrzebowałam czegoś — czegokolwiek — co odgoniłoby dręczące mnie myśli. Obrazy Chase'a całującego Sloane, wspomnienia tych wszystkich złamanych obietnic.
Nie zastanawiałam się ani chwili.
Zsunęłam szpilki, rozpięłam zamek sukienki i pozwoliłam jej opaść na podłogę, czując na skórze nocną bryzę. Czarna koronkowa bielizna, teraz w pełnej okazałości, pięknie odcinała się od błękitnej poświaty basenu.
Gideon cicho gwizdnął, a jego wzrok powoli przesuwał się po każdym centymetrze mojego ciała.
— Wow.
Posłałam mu spojrzenie, które miało brzmieć zalotnie, choć pewnie nie zdołało ukryć szalejącej we mnie burzy.
— Co?
Lekko przekrzywił głowę, a w jego oczach lśnił podziw wymieszany z czymś jeszcze… zrozumieniem?
— Zaczynam myśleć, że to ja dokonałem tu prawdziwej inwestycji.
Przewróciłam oczami, ale mimo wszystko się uśmiechnęłam. Uśmiechem, który nie sięgał oczu.
A potem, bez wahania, wskoczyłam do wody. Jakbym mogła utonąć na kilka sekund, jakby woda mogła zmyć ból.
Uderzenie było łagodne, temperatura idealna. Ciepła woda obmyła moje ciało niczym luksusowy uścisk, rozluźniając każdy mięsień. Okręciłam się, pozwalając sobie na chwilę dryfowania, zanim wypłynęłam na powierzchnię.
Z miejsca, w którym byłam, światło gwiazd odbijało się w tafli, malując wizję prosto ze snu.
— Jest niesamowicie! — zawołałam, wymuszając śmiech i przeczesując dłońmi wodę.
Ale prawda? Wcale nie czułam się niesamowicie.
Ciepło otulało moje ciało jak uścisk, ale nie potrafiło rozpuścić lodowatego węzła w mojej piersi.
Bo nawet tutaj, w tej idealnej scenerii, otoczona luksusem i z mężczyzną, który wyglądał, jakby został wyrzeźbiony do grzechu… wciąż o nim myślałam.
Chase stojący przy ołtarzu. Sloane u jego boku, promieniejąca w sukni, którą sama jej sprzedałam.
Sposób, w jaki patrzył na mnie na tym weselu. Zaskoczenie. Niepewność.
Spodziewał się, że będę w rozsypce. Że się schowam. Że wciąż będę przez niego płakać.
I prawda była taka, że płakałam. Nie publicznie, nie tam, gdzie ktokolwiek mógłby to zobaczyć. Ale w samotności, w moim starym nastoletnim pokoju w domu rodziców, do którego musiałam się wrócić po tym, jak przyłapałam Chase'a i Sloane. Co noc płakałam do poduszki, czując się taką przegraną, za jaką oni mnie uważali.
Kochałam tego człowieka. Ufałam mu. Planowałam z nim całe życie.
A ostatecznie zostałam odrzucona, jakbym nic nie znaczyła. „Zawsze byłaś taka nudna”. Słowa Sloane odbijały się w mojej głowie jak okrutna mantra. Byłam nudna. Byłam zwyczajna. Byłam zastępowalna.
Najgorsza część? Gdyby dzisiaj przeprosił, gdyby powiedział, że to wszystko było pomyłką i chce mnie z powrotem…
Prawdopodobnie pobiegłabym prosto w jego ramiona. I nienawidziłam się za to.
Gardło mi się ścisnęło, a pod powiekami poczułam pieczenie innego rodzaju ciepła. Tym razem nie mogłam go powstrzymać. Jedna łza spłynęła, mieszając się z wodą w basenie. Potem kolejna. I jeszcze jedna.
Zanurkowałam głęboko, pozwalając wodzie ukryć moją słabość. Gdy wypłynęłam, wzięłam głęboki oddech, próbując się pozbierać.
Kiedy spojrzałam na Gideona, mając nadzieję, że nie zauważył mojej chwili słabości, zobaczyłam, że wciąż siedzi na leżaku, obserwując mnie z poważnym, niemal zatroskanym wyrazem twarzy.
— Co? — zapytałam, podpływając do krawędzi i starając się brzmieć swobodnie. — Nigdy nie widziałeś kobiety cieszącej się życiem?
Uśmiechnął się krzywo, choć jego oczy pozostały poważne.
— Po prostu zabawnie jest patrzeć na kogoś tak podekscytowanego penthouse'em.
Zmrużyłam oczy.
— Co masz na myśli, mówiąc „podekscytowanego”?
Wzruszył ramionami; miał już rozpiętą koszulę, która ukazywała zarys jego twardej, idealnie wyrzeźbionej klatki piersiowej.
— Zachowujesz się, jakbyś nigdy wcześniej nie widziała czegoś takiego.
Prychnęłam, chlapiąc wodą w jego stronę i chowając ból pod maską irytacji.
— Bo nie widziałam. Nie wiem, z jakimi bogatymi, znudzonymi kobietami zwykle masz do czynienia, ale tam, skąd pochodzę, jedyną rzeczą, która lśni w moim domu, jest zaległy rachunek za prąd. — Przerwałam, przyglądając mu się. — Ale dobrze grasz swoją rolę. Prawie uwierzyłam, że naprawdę jesteś dziedzicem. Jak żigolo uczy się tak naturalnie rozmawiać o inwestycjach i winnicach?
„I jak sprawiasz, że chociaż na krótko zapominam, że co noc płaczę do poduszki?” — niemal dodałam, ale ugryzłam się w język.
Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, jakby widział na wylot całą tę fasadę, którą tak bardzo starałam się utrzymać.
— Wiesz, Tessa, podoba mi się to, jaka jesteś.
— A komu nie? — odparłam, ale pod koniec głos mi zadrżał, zdradzając mnie. Chase'owi się nie podobało. Sloane się nie podobało. Nikomu tak naprawdę się nie podobało.
Gideon uśmiechnął się krzywo, przekrzywiając głowę, jakby analizował moją odpowiedź.
— Skromność to chyba też jeden z twoich talentów. — Przerwał, po czym dodał: — Ale zastanawiam się, co próbujesz udowodnić. Albo o czym zapomnieć.
Jego słowa uderzyły we mnie jak policzek. Przez sekundę rozważałam wyjście z basenu, zabranie rzeczy i ucieczkę. Ale dokąd? Z powrotem do tego pokoju u rodziców? Żeby słuchać pełnych litości westchnień matki za każdym razem, gdy wychodzę z łazienki z czerwonymi oczami?
— Niczego nie próbuję udowodnić — skłamałam, ciszej niż zamierzałam.
Gideon studiował moją twarz przez kolejną długą chwilę, jakby decydował, czy mi uwierzyć. Potem, bez słowa, zaczął odpinać guziki koszuli.
I, o mój Boże.
Jeśli myślałam, że dobrze wyglądał w garniturze, to bez koszuli było jeszcze gorzej. Złocista skóra lśniła w delikatnym świetle tarasu, każdy mięsień był idealnie zarysowany, a tatuaże rozsiane na ramionach i torsie stanowiły ostry kontrast dla wypolerowanego, wyrafinowanego wizerunku, który zwykle nosił.
Moje ciało zareagowało, zanim zdążyłam to sobie uświadomić. Panie, wybacz mi, ale ten mężczyzna był chodzącym grzechem. I być może… on mógł sprawić, że choć na jedną noc zapomnę o tym, jak pusta i nieznacząca się czułam.
Podwinął mankiety, rzucił koszulę na krzesło i zaczął odpinać pasek.
— Czekaj… — Uniosłam brew, próbując odzyskać choć odrobinę kontroli. — Wchodzisz?
— Czy nie chciałaś towarzystwa? — W jego oczach było coś, jakaś miękkość, która nie pasowała do jego zawodu ani do roli, którą mieliśmy grać.
— Myślałam, że jesteś typem, który udaje, że nie może zamoczyć włosów.
— A ja myślałem, że jesteś typem, który już dawno mnie do siebie zaprosił.
„Bo desperacko pragnę jakiejkolwiek bliskości, czegokolwiek, co sprawi, że znów poczuję się pożądana” — pomyślałam, ale powiedziałam tylko: — Więc wchodź. — Zaprosiłam go, będąc w pełni świadoma tego, co się zaraz wydarzy. Jedna noc z nieznajomym, by zagłuszyć samotność, która pożerała mnie żywcem, odkąd straciłam wszystko.
















