Szpitalne oświetlenie było bezlitosne – to biało-niebieskie światło, które zdawało się wysysać z ludzi życie i kolory. Szłam sterylnym korytarzem, niosąc małą torbę termiczną ze starannie zapakowaną kanapką i termosem, który ciążył mi w dłoni.
Godziny, które upłynęły od odjazdu karetki, były jak zamazany obraz. Po początkowym szoku mój umysł przeszedł w tryb autopilota. Zadzwoniłam do recepcji szp
















