Piątkowy poranek świtał pod idealnie błękitnym niebem, jakby sama natura chciała pobłogosławić przyjazd rodziny Thorne’ów do posiadłości Vandermere’ów. Obserwowałam z okna sypialni, jak ich samochód pnie się po krętej drodze, a moje serce biło mocno z mieszanki zdenerwowania i ulgi. Po tak chaotycznym tygodniu widok bliskich twarzy był kojący.
Gideon stał obok mnie przy głównym wejściu, elegancki
















