Chodziłam tam i z powrotem po pokoju, czując, jak resztki moich zmysłów ulatują wraz z resztkami godności. Wiadomość od Gideona migała na ekranie mojego telefonu niczym ostrzeżenie przed nadchodzącą katastrofą: „Nasza rozmowa jeszcze się nie skończyła, kochanie”.
— Dobrze, jest w porządku — wymamrotałam do siebie, pocierając twarz obiema dłońmi. — Po prostu pomyliłam prezesa-miliardera z żigolakie
















