Wielki hol wejściowy posiadłości Vandermere przywitał nas dyskretnym luksusem, a marmurowe podłogi odbijały nasze sylwetki niczym milczące zwierciadła. Gideon trzymał dłoń na moich plecach w geście wsparcia, który w ciągu ostatnich kilku godzin stał się niemal instynktowny.
— Infekcja wirusowa — powiedział, powtarzając diagnozę doktora Arisa, jakby wciąż ją przetrawiał. — Przynajmniej teraz wiemy,
















