Nasz ostatni dzień w Kordynie upłynął pod znakiem pożegnań. Pożegnania z willą, jej malowanymi sufitami i oknami oprawiającymi widoki jak z pocztówki. Pożegnania z Gretą, która uścisnęła mnie, jakbym od lat była częścią rodziny, szepcząc błogosławieństwa po kordyńsku i wciskając mi w ręce małe zawiniątko – później odkryłam, że zawierało zestaw eldoriańskich przypraw „na czas, gdy zatęsknisz za dom
















