Popołudnie powoli osiadało nad posiadłością Vandermere, malując winnice odcieniami złota i pomarańczu. Po całym dniu przymusowego odpoczynku, podczas którego Gideon osobiście nadzorował moje przyjmowanie płynów i lekarstw z niemal komiczną intensywnością, w końcu poczułam się na tyle silna, by opuścić sypialnię.
Spacerowałam po ogrodach, wdychając świeże powietrze, za którym tak bardzo tęskniłam.
















