Świętowanie weselne przeciągnęło się aż do zapadnięcia zmroku, kiedy to opróżniono ostatnie kieliszki szampana, a goście w końcu zaczęli się żegnać. Stopy bolały mnie od szpilek, które nosiłam przez wiele godzin, a policzki rwały od uśmiechania się do niezliczonych zdjęć.
— Chyba przetrwaliśmy — zauważył Gideon, gdy wchodziliśmy po reprezentacyjnych schodach rezydencji.
— Trudno w to uwierzyć — od
















