Serce biło mi coraz mocniej.
Rozpiął pasek, otworzył spodnie i pozwolił im opaść, odsłaniając obcisłe czarne bokserki opinające jego ciało. Przysięgam, niemal zapomniałam o oddychaniu. Każdy mięsień, każda linia jego ciała wyglądały, jakby zostały stworzone do grzechu. I on o tym wiedział.
Podpłynął do mnie powoli, jakby miał cały czas tego świata. Ale jego oczy mówiły coś innego. Był głodny. Mnie.
Przez moment się wahałam. Nieznajomy udający bogacza za dnia, teraz patrzący na mnie, jakbym była kimś wyjątkowym. Co ja w ogóle robiłam? Ale wtedy przypomniałam sobie Chase'a, to jak patrzył na mnie na ślubie, uśmiech pełen litości Sloane, sugerujący, że jestem zbyt żałosna, by kiedykolwiek samej znaleźć kogoś takiego jak Gideon. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam poczuć się znów pożądana, nawet jeśli przez faceta, któremu płaciłam.
Kiedy był już wystarczająco blisko, jego dłonie pod wodą oplotły moją talię, a palce kreśliły powolne ścieżki na mojej mrowiącej skórze.
— Drżysz — wymruczał, a jego usta znalazły się niebezpiecznie blisko moich.
— Wcale nie.
Uśmiechnął się. Tym swoim cholernym, uwodzicielskim uśmiechem.
— Zobaczymy.
Jego dłonie zjechały niżej, przesuwając się po moich plecach, po krzywiźnie biodra, aż zatrzymały się między moimi udami.
I wtedy mnie dotknął.
Głośno wciągnęłam powietrze, chwytając go za ramiona.
Jego dotyk nie był niecierpliwy. Był torturą.
Poruszał opuszkami palców, jakby rysował moją mapę, studiując moją skórę, smakując każdą małą reakcję. Jakby chciał przedłużyć każdą sekundę.
I drżałam.
Wiedział o tym.
Ale nie dał mi czasu na myślenie.
Podniósł mnie bez wysiłku, a moje nogi bez zastanowienia oplotły jego talię. I wtedy poczułam jego podniecenie mocno przyciśnięte do mnie, twarde, gorące, pulsujące. Był duży. Bardzo duży.
Część mnie, ta racjonalna, krzyczała, że on tylko wykonuje swoją pracę. Że każdy wyrachowany dotyk, każde intensywne spojrzenie, każdy prowokujący szept to tylko część jego roli. Ale w tamtej chwili nic mnie to nie obchodziło. Musiałam czuć się pożądana. Musiałam zagłuszyć te okrutne słowa, które wciąż odbijały się echem w mojej głowie: „Zawsze byłaś taka nudna”.
— Lubisz, kiedy cię dręczę, prawda? — mruknął, wodząc ustami po mojej szyi.
Moje paznokcie wbiły się w jego ramiona, gdy poczułam, jak jego ciepły język kreśli powolną ścieżkę na mojej skórze.
— Gideon…
Wydał z siebie niski śmiech, a dźwięk ten zawibrował we mnie, sprawiając, że głośno westchnęłam.
— Lepiej się trzymaj.
I wtedy naprawdę mnie pocałował. To nie był delikatny pocałunek. Był głęboki, zachłanny, gorący.
Jego dłonie przesuwały się po moim mokrym ciele, badając, chwytając, zawłaszczając. Każdy dotyk wydawał się celowy, jakby dokładnie wiedział, gdzie położyć palce, jak nacisnąć skórę pod odpowiednim kątem, by sprawić, bym straciła kontrolę.
I straciłam.
Straciłam kontrolę, straciłam poczucie czasu, straciłam wspomnienie bólu, który mnie prześladował. W tamtych chwilach istnieliśmy tylko on i ja, oraz elektryzujące doznania przeszywające moje ciało za każdym razem, gdy mnie dotykał.
Moje palce wplątały się w jego mokre włosy, szarpiąc, prowadząc, żądając więcej.
Przycisnął mnie mocniej do siebie i poruszył się, płynąc ze mną do krawędzi basenu, gdzie przyparł mnie do ściany, a jego silne, rozgrzane ciało naparło na moje.
— Teraz nie masz już dokąd uciec — szepnął przy moich ustach.
Wydałam z siebie krótki, urywany śmiech.
— A kto powiedział, że chcę uciekać?
Uśmiechnął się z satysfakcją.
Mokry stanik zniknął, zanim zdążyłam to zauważyć — jego palce były zdecydowanie zbyt sprawne. A potem poczułam tam jego usta. Gorąco. Język. Muśnięcia zębami. Szarpnęłam go za włosy, gdy jego język zatoczył koło wokół sutka, a on mocno go zassał.
— Gideon…
— Tak słodko wymawiasz moje imię.
„O ile to w ogóle twoje prawdziwe imię” — pomyślałam przez ułamek sekundy. Ile razy grał już tę rolę? Ile kobiet jęczało imię, które nawet nie należało do niego?
Jego palce prześlizgnęły się po krawędzi moich przemoczonych majtek, szarpnęły — i po chwili ich też już nie było.
Woda wokół nas falowała przy każdym ruchu, a kiedy ustawił mnie dokładnie tak, jak chciał, nie było już odwrotu.
Trzymał mnie mocno, unieruchamiając jedną ręką, podczas gdy druga prowadziła go ku mnie.
I wtedy we mnie wszedł.
Westchnęłam głośno.
Moje ciało wygięło się ku niemu.
— Chryste, Tessa… — wycedził przez zęby, a jego głos był chrapliwy i ociekający pożądaniem.
Coś w jego tonie brzmiało zbyt prawdziwie, by mogło być grą. Jakby choć na chwilę zapomniał, że jestem tylko kolejną klientką.
Na początku poruszał się powoli, nie odrywając wzroku od moich oczu i studiując każdą moją reakcję.
Czułam wszystko. Ciepła woda wokół nas wydawała się lodowata w porównaniu z żarem między nami.
Moje palce wbiły się w jego ramiona, a nogi zacisnęły się wokół jego talii.
Chciałam więcej. Potrzebowałam więcej. Musiałam zapomnieć o wszystkim poza tym basenem, poza tą chwilą.
I on o tym wiedział. Jego uścisk na mojej talii się zacieśnił. A potem wziął mnie całkowicie. Każde pchnięcie było pewne, głębokie, celowe.
Rozkosz narastała uderzającymi falami, obezwładniając mnie, a moje ciało dostosowało się do jego rytmu, lgnąc do niego, desperacko łaknąc więcej.
Świat przestał istnieć.
Liczył się tylko on.
To, jak mnie trzymał, jak zdawał się dokładnie wiedzieć, co robić, by popchnąć mnie do krawędzi.
Jego chrapliwe jęki mieszające się z moimi.
Dźwięk wody chlapiącej wokół nas.
Uderzenia naszych ciał, coraz mocniejsze, szybsze, bardziej naglące przy każdym pchnięciu.
Oddech uwiązł mi w gardle, gdy napięcie wewnątrz mnie skręcało się coraz mocniej, przekraczając punkt powrotu.
Byłam blisko.
Tak blisko.
— Gideon…
— Dojdź dla mnie, Tessa — szepnął mi do ucha, a jego głos był gęsty od rozkoszy.
Ta prośba stała się moim końcem.
Wstrząs orgazmu rozdarł mnie niczym błyskawica, rozrywając od środka, druzgocząc każdą resztkę kontroli.
Rozpadłam się całkowicie w jego ramionach, każdy mięsień mojego ciała drżał, targany siłą skurczów.
A w następnej chwili on dołączył do mnie.
Przy ostatnim, potężnym pchnięciu jego ciało napięło się, a on wyjęczał moje imię przez zaciśnięte zęby, chowając twarz w mojej szyi, gdy w pełni się poddał.
Ciszę, która nastąpiła potem, mącił tylko dźwięk naszych rzężących oddechów.
Czułam, że jego ramiona wciąż mnie trzymają, pewnie, niemal tak, jakby odmawiał wypuszczenia mnie.
Pocałował mnie powoli w ramię, a jego usta były ciepłe i miękkie na mojej skórze.
Kiedy uniósł twarz, ten cholerny uśmiech znów tam był.
— Najlepszy interes, jaki w życiu zrobiłam — mruknęłam, zanim zdołałam się powstrzymać.
Ale w momencie, gdy te słowa opuściły moje usta, pustka zaczęła wracać. Interes. Tym właśnie to było. Układem finansowym. Transakcją.
Przez chwilę zapomniałam, że nic z tego nie jest prawdziwe. Że on tylko podąża za scenariuszem, za który mu zapłaciłam. Że jutro wrócę do tego ciasnego pokoju u rodziców, do sprzedawania sukien ślubnych kobietom takim jak Sloane, do płakania w nocy nad wszystkimi obietnicami, które złamał Chase.
Ale tej nocy, przez kilka godzin, nie byłam zdradzoną i porzuconą kobietą. Nie byłam sfrustrowaną zawodowo osobą. Nie byłam tą żałosną dziewczyną, która w wieku dwudziestu sześciu lat musiała wrócić do rodziców.
Byłam kobietą, która ma kontrolę.
A Gideon?
Gideon był wart każdego grosza.
Problem w tym…
Że właśnie miałam się dowiedzieć, ile naprawdę przyjdzie mi za ten rachunek zapłacić.
















