Kamienne korytarze zdawały się nie mieć końca, gdy Gideon prowadził mnie przez część posiadłości, której nigdy wcześniej nie widziałam. Z każdym krokiem powietrze stawało się chłodniejsze, a cisza głębsza. Mój oddech wrócił do normy, choć na twarzy wciąż czułam ślady zaschniętych łez.
— Dokąd idziemy? — zapytała w końcu, a mój głos odbił się lekkim echem od kamiennych ścian.
— Do mojego ulubionego
















