Victor Vandermere stał zaledwie kilka kroków ode mnie, a jego elegancka sylwetka wyróżniała się na tle gości. Z wyliczonym uśmiechem, który nigdy nie sięgał oczu, wyciągnął w moją stronę jeden z dwóch kieliszków szampana, które trzymał.
— Taka kobieta jak ty nie powinna być sama na takim przyjęciu — zauważył głosem gładkim jak aksamit, lecz z nutą, która przyprawiła mnie o nieprzyjemny dreszcz.
—
















