Serena zamrugała, powstrzymując łzy szczypiące ją w oczy. Wpatrywała się w sufit, próbując uspokoić oddech. Właśnie wtedy jej telefon zabrzęczał cicho na szafce nocnej. Ekran rozjaśnił ciemną przestrzeń. Wyciągnęła rękę i chwyciła go. To był nowy e-mail od nieznanego nadawcy. Stuknęła powiadomienie, by je otworzyć, a całe jej ciało zamarło w całkowitym niedowierzaniu.
Do wiadomości dołączone były dziesiątki zdjęć w wysokiej rozdzielczości. Każde z nich uchwyciło Declana z Lylą.
Serena przesuwała palcem po obrazach, a w jej klatce piersiowej narastał ucisk przyprawiającego o mdłości przerażenia. Pierwsze zdjęcie pokazywało Lylę w pierwszym trymestrze. Siedziała w poczekalni kliniki, a Declan był tuż obok niej. Kolejne zdjęcie zrobiono miesiące później. Lyla miała widoczny, nabrzmiały brzuch. Ona i Declan spacerowali po zalanym słońcem parku. Ich dłonie były splecione, a jego palce bezpiecznie łączyły się z jej palcami.
Potem pojawiły się zdjęcia ze szpitala. Declan kroczący nerwowo przed salą porodową, przeczesujący dłońmi włosy, z napięciem bijącym z jego postawy. Na każdym zdjęciu widniał wyraźny znacznik czasu. Wszystkie pochodziły z dokładnie tego samego roku, w którym Lyla urodziła dziecko.
Elementy układanki połączyły się w jedną całość. Przez cały tamten rok Declan nieustannie pakował walizki, wymigując się pilnymi podróżami służbowymi, gwałtownym spadkiem cen akcji i finansowymi następstwami śmierci swojego starszego brata, Nolana. Ale nigdy nie był w pracy. Przebywał u boku Lyly, grając rolę oddanego partnera przez całą jej ciążę.
Rozdzierający serce ból przeszył pierś Sereny. Łzy, które powstrzymywała, w końcu spłynęły z rzęs, znacząc gorące ścieżki na jej policzkach. Spojrzała w dół na mężczyznę leżącego obok niej. Jego ciężkie, muskularne ramię wciąż spoczywało na jej talii, a jego uścisk był mocny. Więził ją w swoich ramionach, udając lojalnego męża.
*Osiem lat razem,* pomyślała, a to świadomość przekręciła się niczym nóż w jej trzewiach. *Czy on w ogóle kiedykolwiek naprawdę mnie kochał?*
Ciężki, duszący ciężar jego muskularnego ramienia owiniętego wokół jej talii stał się nie do zniesienia. Druzgocąca zdrada przerodziła się w niestabilną, oślepiającą furię. Serena gwałtownie usiadła, wyrywając się z jego zaborczego uścisku. Skręciła ciało, podniosła rękę i spoliczkowała Declana z całą surową siłą, na jaką mogła się zdobyć.
Ostry trzask odbił się głośnym echem w cichej sypialni.
Declan obudził się gwałtownie. Zaskoczony otworzył oczy, a na jego ostrych rysach twarzy mignęła dzika wściekłość. Dźwignął się, gotowy zaatakować każdego, kto go uderzył. Ale w chwili, gdy jego wzrok padł na zapłakaną twarz Sereny, wrogość zniknęła z jego wyrazu.
Potarł czerwieniejący policzek, marszcząc czoło z zaniepokojeniem. "Sereno" – szepnął. Jego ton opadł, przechodząc w ten znajomy, łagodny rytm. Przysunął się bliżej, wyciągając ręce, by chwycić jej nagie ramiona. "Co się stało? Miałaś koszmar?"
Jego dotyk był jak palący kwas. Serena gwałtownie się odsunęła, tworząc między nimi fizyczną barierę dystansu. Spojrzała na niego gniewnie, a jej głos spadł do mrożącej temperatury. "Declanie, chcę rozwodu."
Declan opuścił ręce. Wypuścił powoli powietrze, a jego głos stał się jeszcze łagodniejszy. Spojrzał na nią tak, jakby była kruchym dzieckiem rzucającym się w napadzie złości. "Sereno, co się stało? Dlaczego nagle jesteś taka? Z nami wszystko w porządku, prawda? Nie mów tak."
Łzy Sereny ustały. Chłód w jego manipulacyjnym tonie całkowicie je osuszył. Uniosła podbródek i spojrzała prosto w jego ciemne oczy. "Myślisz, że jestem po prostu irracjonalna?"
Declan zacisnął wargi w wąską linię. Nic nie powiedział. Jego milczenie mówiło same za siebie.
W tej samej chwili Serena poczuła falę miażdżącej bezsilności. To było jak uderzanie w powietrze. *Zignoruje mnie, uznając za zazdrosną,* pomyślała gorzko. *Myśli, że jeśli tylko pogładzi mnie po głowie i ukoi mój gniew, wszystko w cudowny sposób wróci do normy. Będzie dalej biegał między mną a Lylą, jakby nic się nie stało.*
Chwyciła telefon ze splątanej pościeli, rzucając urządzeniem prosto w jego szeroką klatkę piersiową. Odbił się od niego i wylądował ekranem do góry na łóżku.
"Declanie, przez cały tamten rok karmiłeś mnie wymówkami" – warknęła, a jej ton był upiornie opanowany. "Śmierć Nolana, gwałtowny spadek wartości akcji, pilne wyjazdy służbowe. Ale ty wcale nie pracowałeś. Byłeś z Lylą w czasie jej ciąży."
Declan spuścił wzrok na świecący ekran. Jego oczy nieznacznie się rozszerzyły, gdy rozpoznał zdjęcia, ale nie sięgnął po telefon.
"Kim ona dla ciebie jest?" – zażądała Serena, pochylając się do przodu. "Czy jej własna rodzina nie potrafi się nią zaopiekować? Dlaczego ty? Dlaczego ty, jej szwagier, musiałeś być przy każdym badaniu prenatalnym? Powiedz mi."
Myślała, że zacznie krzyczeć. A jednak utrzymała sztywną postawę, podczas gdy jej oczy błyszczały chłodnym sarkazmem. "Czy to może jakaś chora tradycja w twojej rodzinie? Kiedy starszy brat umiera, młodszy zajmuje jego miejsce i żeni się z wdową? Traktujesz ją jak żonę zastępczą."
"Sereno!" – krzyknął Declan. Jego twarz pociemniała niebezpiecznie, a łagodna fasada rozsypała się w drobny mak. Spojrzał na nią wściekle, a jego szczęka drżała.
Wypuścił ciężkie westchnienie, zmieniając pozę i spoglądając na nią w dół z surowym, rozdartym grymasem. "Nolan odszedł tak nagle. Moi rodzice mieli zbyt złamane serca, by się nią zająć."
Przerwał, a jego oczy zwęziły się, gdy przerzucił winę z powrotem na nią. "A jeśli chodzi o jej rodziców... ty zawsze za nią nie przepadałaś. Trzymałaś ją z dala od swoich rodziców i reszty rodziny. Przez ciebie była odizolowana. Nie odważyła się nikomu powiedzieć, przez co przechodziła."
Serena wpatrywała się w niego, oszołomiona czystą bezczelnością jego słów. Używał swojego martwego brata jako wygodnej tarczy i obwiniał jej nastawienie za własną zdradę.
"W porządku, przestań" – nakazał Declan, a jego ton był stanowczy i lekceważący. "Opiekowałem się nią i Leo wyłącznie ze względu na Nolana. Nie pozwól, by poniosła cię wyobraźnia."
















