Wyraźny, celowy rytm drogich szpilek Sereny przecinał pijacki śmiech wypełniający wystawną imprezę urodzinową Cartera. Każdy krok odbijał się echem niczym uderzenie sędziowskiego młotka o drewno, bezlitośnie przebijając się przez dudniący bas i brzęk kryształowych kieliszków. Hałaśliwa energia wewnątrz ekskluzywnego klubu umierała niewygodną, duszną śmiercią. Rozmowy urywały się w połowie zdania.
















