Ciężkie mahoniowe drzwi gabinetu zamknęły się z trzaskiem, odcinając Declana i zostawiając Serenę samą w rozległym, wielkim salonie posiadłości Briarcliff. Przytłaczająca cisza zniszczyła coś głęboko w niej. Tłumione cierpienie, które od dni wrzało pod jej skórą, w końcu eksplodowało. Wyskoczyła z pluszowej kanapy, jej kontuzjowane kolano zaprotestowało ostrym wybuchem bólu, ale fizyczne cierpieni
















