Lyla wydała z siebie zduszony okrzyk. – O mój Boże. Declanie, nic ci nie jest?
Jego szczęka zacisnęła się, a oczy utkwiły w czerwonych światłach cofania, które malały w oddali. Kiedy w końcu zniknęły, odwrócił wzrok, a jego twarz pozostała nieodgadniona.
Lyla odezwała się, a do jej głosu zakradło się poczucie winy: – Gdybym tylko poczekała, moglibyśmy razem pojechać do Leo. Wtedy nie odebrałaby te
















