Związana krwią z Władcą Otchłani

Związana krwią z Władcą Otchłani

Autor: Aeliana Moreau

Dział Ksiąg Zakazanych
Autor: Aeliana Moreau
24 lip 2026
Zimny kamień świętej wieży wbijał się w bose stopy Sary, gdy przemykała przez spowite w absolutnych ciemnościach korytarze. Chodzenie boso było absolutną koniecznością, aby wyciszyć kroki, ale rozległa pustka opustoszałych holi zdawała się potęgować dźwięk jej własnego oddechu. Cienie kładły się długo na nierównych ścianach, sprawiając, że zastanawiała się, czy to strach nie płata jej umysłowi figli. Wiedziała, że nie ma prawa tu być. Jeśli zostanie złapana, kara będzie szybka i bezlitosna. A jednak obok pełzającego przerażenia, w jej żyłach buzował dziwny przypływ adrenaliny. To było nieznane terytorium. Przez siedemnaście lat racjonalny głos dyktował jej każdy ruch, żądając posłuszeństwa. Nawet teraz krzyczał do niej, by zawróciła. Ale nowszy, cichszy głos odpierał strach. To była ekscytująca iskra buntu, o której posiadaniu nigdy nie zdawała sobie sprawy. Szeptał jej, że jeśli chce odpowiedzi, musi je sama wydrzeć. Spędziła życie egzystując jako duch, zapomniany byt nawiedzający obrzeża żyć innych ludzi. Kiedy była mała, próbowała zwrócić na siebie uwagę, błagając starszych mieszkańców wieży, by z nią porozmawiali lub w ogóle dostrzegli. Odpowiedzią była zawsze chłodna obojętność. Z czasem nauczyła się gorzkiej lekcji i wślizgnęła się w rolę, którą dla niej przygotowali: idealnej, milczącej dziewczynki. Jej ojciec chwalił jej potulną naturę, ale ta uległość sprawiła, że światu łatwo było zapomnieć o jej istnieniu. Jej świat skurczył się do pustego okręgu. Zanikała w wieży zamieszkanej przez ascetycznych kapłanów. Dla nich nie była osobą. Była chodzącym grzechem, haniebną tajemnicą. Patrzyli na nią tak, jakby nosiła w sobie zarazę, upewniając się, że zna swoje miejsce w ich sprawiedliwej hierarchii. Sara naciągnęła szorstki materiał szarego kaptura niżej na twarz. Upewniła się, że jej uderzająco srebrne włosy i blade rysy są ukryte pod ciężkim materiałem. Ta szorstka szata kapłana była jej zbroją. Po raz pierwszy łamała zasady ze względu na samą siebie. Miała pełne prawo wiedzieć, czyja krew płynie w jej żyłach, i zamierzała wyrwać tę prawdę z ciemności. Ten przelotny uśmiech losu zawdzięczała Ojcu Patrickowi. Przeszmuglował przebranie do jej pokoju i celowo zostawił odryglowane drzwi. Gdy trzymała się wilgotnych ścian, wchodząc głębiej w mrok, wyciszone instrukcje kapłana zapętlały się w jej pędzącym umyśle. *„Słuchaj uważnie, panienko. Istnieje powód, dla którego ten dział jest zakazany. Nie każda wiedza jest przeznaczona do dzielenia się nią. Niektóra przynosi tylko zniszczenie. Właśnie w dziale ksiąg zakazanych znajdziesz tysiące książek i zwojów. Ale co najważniejsze, znajdziesz królewskie rejestry. Śledzą one wszystkie dzieci Yorenów, wyszczególniając ich rodzica spoza rodu. Tożsamość twojej matki musi być tam zapisana. Jednakże…”* To przeciągłe, złowieszcze *jednakże* wisiało dziś w powietrzu. Sara w końcu dotarła do najgłębszego, najciemniejszego skrzydła wielkiej biblioteki. Dział ksiąg zakazanych był odcięty potężną barierą z grubych żelaznych prętów i ciężkich, zardzewiałych łańcuchów. Jej jedyną opcją była wąska szczelina w pobliżu rogu. Musiała przecisnąć swoją smukłą sylwetkę bez wydania najmniejszego dźwięku. Na zewnątrz burza szalała z nieustępliwą wściekłością. Wiatr wył o witraże, a ulewny deszcz chłostał starożytny kamień. Sara czekała, ściskając lodowate metalowe pręty. Potrzebowała idealnego momentu. Oślepiający błysk błyskawicy rozświetlił bibliotekę, a ułamek sekundy później nastąpił ogłuszający trzask pioruna. Używając ryku burzy jako tarczy, Sara wepchnęła się w szczelinę. Zardzewiały metal zadrapał jej szatę, wydając ostry brzęk zagłuszony przez grzmoty w górze. Żelazo wbiło się w jej żebra, ale jej naturalnie szczupła budowa dała jej przewagę, której potrzebowała. Jednym ostatnim pchnięciem przetoczyła się przez pręty, lądując miękko na zakurzonych deskach podłogi wewnątrz. Sara wyciągnęła z kieszeni małą, niezapalona świecę i potarła zapałkę. Malutki, migoczący płomień rozkwitł, przebijając duszącą ciemność. Podniosła światło wysoko. To, co zobaczyła, sprawiło, że oddech uwiązł jej w gardle. Rozciągały się przed nią nieskończone, wysokie regały zakazanej wiedzy. Rząd po rzędzie masywnych dębowych półek jęczał pod ciężarem rozpadających się ksiąg, kruchych zwojów i oprawionych manuskryptów. Patrick nie ostrzegł jej, że dział ksiąg zakazanych jest aż tak rozległy. Gdzie miała zacząć? Królewskie rejestry, których szukała, miały zaledwie siedemnaście lat, co oznaczało, że nie wyglądały na starożytne. Poruszając się cicho środkową nawą, Sara wiodła wzrokiem po popękanych grzbietach. Wiele książek rozpadało się na kawałki. Podjęła skalkulowaną decyzję, by zignorować zniszczone działy i skupić się na regałach, które wyglądały na nowsze. Zadanie było niezwykle zniechęcające. Niektóre oprawy zawierały dziwne, ostre znaki, których nie potrafiła rozszyfrować. Czas uciekał. Nie mogła pozwolić sobie na wahanie. Sara zaczęła skanować czytelne tytuły jeden po drugim, wodząc wolną ręką po krawędzi półek. Jej skupienie było tak intensywne, że pozostała nieświadoma subtelnej zmiany w ciemnościach bezpośrednio za nią. Wysoki, górujący cień oderwał się od mroku sąsiedniej nawy. Stał nieruchomo, obserwując każdy jej ruch. Złowieszczy uśmiech wykrzywił jego usta w ciemności, czekając na swój czas. Sara przeszła do następnego wysokiego regału. Światło świecy tańczyło na drewnie, zatrzymując się na osobliwym widoku, który sprawił, że zamarła w bezruchu. Na samym środku regału leżał samotnie potężny wolumin. Domagał się natychmiastowej uwagi. W przeciwieństwie do każdego innego przedmiotu w tym zaniedbanym dziale, ta konkretna księga była nieskazitelna. Na jej powierzchni nie spoczywało ani jedno ziarenko kurzu. Podeszła bliżej, urzeczona. Oprawa była gruba, wykonana z najciemniejszej, najbardziej miękkiej skóry, jaką kiedykolwiek widziała. Kiedy przechyliła głowę, zauważyła krawędzie stron. Nie były pożółkłe ani białe, jak normalny pergamin. Były czarne jak smoła, idealnie dopasowane do okładki. Księga promieniowała dziwnym, magnetycznym przyciąganiem. Nie wyglądała jak standardowy królewski rejestr, ale wrodzona ciekawość wzięła górę nad jej desperacką misją. Musiała wiedzieć, co jest w środku. Sara powoli wyciągnęła bladą dłoń, a jej opuszki palców drżały, gdy sięgały po gładką, ciemną, skórzaną oprawę. „Na twoim miejscu bym tego nie dotykał, panienko...” Przerażający szept przeciął martwą ciszę, rozbrzmiewając tuż za jej ramieniem. Sara niemal wyskoczyła ze skóry. Ostre westchnienie wyrwało się z jej gardła, gdy czyste przerażenie zalało jej ciało. Okręciła się gwałtownie, a jej serce waliło o żebra jak uwięziony ptak, po czym pchnęła świecę do przodu, by odeprzeć napierające cienie. Słabe żółte światło padło na znajomą twarz. Ojciec Patrick spokojnie wyłonił się z głębokich ciemności, a ciężkie fałdy jego kapłańskiej szaty przesuwały się bezszelestnie po kamiennej podłodze. Przez ułamek sekundy zalała ją fala głębokiej ulgi. To był tylko Patrick. Mężczyzna, który pomógł jej dojść tak daleko. Ale kiedy na niego spojrzała, ta ulotna ulga prysła, zastąpiona przez zimne, paraliżujące podejrzenie. Coś było strasznie nie tak. Przyjazne, ojcowskie ciepło, które zazwyczaj łagodziło jego rysy, zniknęło. Jego ramiona układały się w sztywną linię. Oczy, zazwyczaj pełne dobroci, wbijały się w nią z mroczną, obcą intensywnością, sprawiając, że włoski na jej karku stanęły dęba. Mężczyzna stojący przed nią nosił twarz Patricka, ale czuła, jakby patrzyła na zupełnie obcego człowieka. Sara z trudem przełknęła ślinę, a jej ręka trzęsła się tak bardzo, że gorący wosk ze świecy kapał na jej bose knykcie. „Ojcze Patricku...” szepnęła głosem przypominającym ledwie tchnienie. Zrobiła ostrożny półkrok do tyłu, a jej łopatki nacisnęły na drewniany regał. „Co ty tu robisz?” Cisza przeciągała się, napięta i krucha. Wtedy, z jego piersi wyrwał się niski, złowieszczy chichot. Był to mroczny, zgrzytliwy dźwięk, który nie należał do łagodnego kapłana, jakiego znała. Patrick nie odpowiedział. Zamiast tego zaczął się poruszać. Ruszył w jej stronę, a jego kroki były miarowe, ciche i wyrachowane. Miały w sobie celową grację dzikiego drapieżnika osaczającego bezradną ofiarę. Zmniejszył dystans, zamykając ją w pułapce między regałami. Wykrzywiony, kpiący uśmiech rozciągnął się na jego twarzy, pozbawiony ciepła czy litości. Przechylił głowę, a jego oczy błysnęły w świetle świec, gdy odezwał się z przerażającą dosadnością. „Przyszedłem cię zabić.”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Dział Ksiąg Zakazanych – Związana krwią z Władcą Otchłani | Czytaj powieści online na beletrystyka