Sara przejechała palcem po poszarpanym pęknięciu biegnącym przez środek jej małego lustra, a opuszki jej palców musnęły chłodne, nierówne szkło. Przechyliła głowę, celowo pozwalając swoim długim, srebrnym włosom swobodnie spłynąć na plecy. Przeczesała dłońmi jedwabiste pasma, decydując się zostawić je tego dnia niezwiązane. Pogoda na zewnątrz chaty była piękna, oferując umiarkowaną równowagę międz
















