Sara zanurzyła palce w rwącej wodzie rzeki, a lodowaty prąd posłał ostre ukłucie wzdłuż jej ramienia. Cofała ociekającą dłoń, opierając ją na krawędzi plecionego kosza, który spoczywał wygodnie na jej podołku. Szorstka wiklina lekko drapała ją w dłonie. Kosz przepełniały świeżo zebrane żurawiny, a ich lśniące, czerwone skórki ostro odcinały się od wilgotnego drewna. Wpatrywała się bezcelowo w bież
















