Związana krwią z Władcą Otchłani

Związana krwią z Władcą Otchłani

Autor: Aeliana Moreau

Święta Wieża
Autor: Aeliana Moreau
24 lip 2026
Deszcz bębnił w grube szkło. Uderzenia posyłały wibracje przez kamienne ściany, nie pozwalając jej zasnąć. Siedemnastoletnia Sara otworzyła oczy. Na strychu panowała ciemność. Wypuściła z siebie westchnienie i odrzuciła kołdry. Przerzucając bose stopy przez krawędź materaca, napotkała lodowate deski podłogi. Nie potknęła się. Nie potrzebowała świecy, żeby poruszać się po tym pomieszczeniu. Znała każdą kamienną płytę, każdy dywan i każdy dębowy mebel na pamięć. To był jej cały świat przez ostatnie dwanaście lat. Pozłacana klatka. Podeszła do okna i przyłożyła dłonie do lodowatej szyby. Szkło było grube i mętne, mozaika przygaszonych kolorów, która zniekształcała świat na zewnątrz w błotniste kształty. Krople wody kreśliły gorączkowe ścieżki po drugiej stronie, ale nie mogła zobaczyć burzy. Mogła tylko słyszeć ulewę kpiącą z jej uwięzienia. Nienawidziła tego okna. Gardziła nim z cichą intensywnością. Niezliczoną ilość razy prosiła ojca, by wymienił je na przezroczyste szkło, żeby mogła chociaż obserwować ptaki albo zobaczyć miasto w dole. Zawsze odmawiał. Spełniał jej materialne prośby – aksamitne suknie, wysadzane klejnotami grzebienie, oprawione w skórę księgi – ale uparcie odmawiał jej prawa do spojrzenia poza własną klatkę. Mroczna fala myśli zalała jej umysł. Oparła czoło o zimną szybę, zamykając oczy. Po co w ogóle zawracała sobie głowę proszeniem o normalne rzeczy? Wewnętrzny głos szydził z niej z cieni jej umysłu. Nie miała prawa domagać się normalnego życia. Była nieślubną córką Króla Yorena. Była żywą hańbą. Książki historyczne rzadko wspominały o królewskich bękartach, a jeśli już, to nie szczędziły im okrucieństwa. Dynastia Yorenów szczyciła się byciem świętymi wojownikami Bogów. Kreowali wizerunek nieskazitelnej cnoty i surowej czystości. Dziecko urodzone poza małżeństwem było lubieżnym pogwałceniem tego uświęcenia. Była skandalem, który jej ojciec musiał ukryć. Aby chronić swoje nieskazitelne rządy, ukrył ją na najwyższym poddaszu świętej wieży, z dala od oczu, z dala od serca. Sara odepchnęła się od okna. Stanie w ciemności karmiło tylko jej użalanie się nad sobą. Potarła zapałkę i zapaliła samotną świecę na swoim dębowym biurku. Złoty płomień przegonił cienie, oświetlając stos rejestrów podatkowych. Jej ojciec przynosił je podczas swoich wizyt. Było to prozaiczne zadanie, zwykłe dodawanie liczb i sprawdzanie, czy nie ma fałszerstw lub malwersacji. A jednak ceniła tę pracę. Odsunęła drewniane krzesło i usiadła, otwierając górną księgę. Umoczyła pióro w kałamarzu i rozpoczęła obliczenia. Drapanie stalówki o pergamin sprowadzało ją na ziemię. Znajdowanie błędów dawało jej krótką iluzję bycia użyteczną. Sprawiało, że czuła się połączona z królestwem, do którego wstęp miała wzbroniony. Sprawiało, że czuła się jak córka pomagająca ojcu, a nie jak tajemnica, którą trzeba zarządzać. Zmusiła się do skupienia na kolumnach cyfr. Powtarzała sobie, żeby doceniać to, co ma, zamiast liczyć swoje smutki. Rozejrzyj się, pomyślała. Strych był przestronny i luksusowy. Jej łóżko było masywne, zasłane poduszkami z gęsiego puchu i grubymi kołdrami. Jej szafa pękała w szwach od jedwabnych sukni i zimowych płaszczy tkanych z wełny. Małe, drewniane szkatułki przepełnione były perłami i złotymi łańcuszkami. Solidny regał mieścił jej prywatną kolekcję powieści, obok opasłych tomów, które wypożyczała z archiwów wieży. Miała nawet stare porcelanowe lalki ustawione na gzymsie kominka – relikty dzieciństwa spędzonego w izolacji. Miała solidny dach nad głową, gorące posiłki dostarczane pod drzwi, a co najważniejsze, ojca, który ją kochał. Mógł nie przyznawać się do niej przed królestwem, ale robił to prywatnie. Odwiedzał ją dwa razy w miesiącu. Czasami częściej, gdy pozwalały na to sprawy państwowe. Wiele bękartów wyrzucano na ulice lub mordowano w kołyskach. Ona żyła. Troszczono się o nią. Musiała po prostu znieść to zamknięcie. Zanim świeca wypaliła się do połowy, zamknęła ostatnią księgę rachunkową. Potarła zmęczone oczy. Zadanie było wykonane. Spojrzała na mosiężny zegar na gzymsie. Do świtu została jeszcze godzina. Drewniane drzwi do jej pokoju pozostaną zamknięte z zewnątrz jeszcze przez długi czas. Nie mogła wyjść po nową książkę. Nie mogła wrócić do snu przy deszczu walącym w szyby. Sara nienawidziła deszczu. Pory deszczowe zawsze były najtrudniejsze, bo to były tygodnie, w których jej ojciec odwiedzał ją rzadziej, jeśli w ogóle. Cisza w pokoju przeciągała się, gęsta i dusząca. Samotność jej egzystencji wpełzła do jej klatki piersiowej. Ściskała jej płuca. Potrzebowała rozproszenia uwagi. Potrzebowała ciepła, by wygonić chłód z kości. Sara wstała od biurka i dostrzegła małą porcelanową balię w kącie łazienki. Odkręciła mosiężne krany, pozwalając, by wrzątek wlał się do zbiornika. Sięgnęła po szklaną fiolkę z półki i pozwoliła kilku kroplom esencji jaśminowej spaść w unoszącą się parę. Kwiatowy zapach, jej absolutnie ulubiony, rozkwitł w powietrzu. Podczas gdy balia się napełniała, rozwiązała wstążki swojej różowej, bawełnianej koszuli nocnej i pozwoliła materiałowi opaść wokół jej kostek. Stanęła przed wysokim lustrem zamontowanym na drzwiach szafy. Migoczące światło świec rzucało ciepły blask na jej skórę. Obserwowała swoje odbicie w przyćmionym świetle. Miała porcelanową cerę, nieskalaną słońcem, którego rzadko widywała. Jej ciało zmieniało się z prostej, dziewczęcej sylwetki w kobiece krągłości. Jej piersi były krągłe i jędrne, w sam raz, by zmieścić się w jej małych dłoniach. Jej biodra łagodnie rozszerzały się nad smukłymi nogami i krągłymi pośladkami. Ale to jej włosy i oczy przykuwały jej własną uwagę. Jej srebrne włosy spływały kaskadą po plecach jak płynne światło księżyca. Były jedwabiste i gęste. Z lustra spoglądały na nią jej oczy – w unikalnym odcieniu, który jej ojciec wychwalał za każdym razem, gdy ją widział. Zawsze powtarzał jej, jak czyste są jej oczy. Nigdy nie widziała nikogo innego o takim ubarwieniu. Z drugiej strony, rzadko spotykała kogokolwiek. Odwróciła się od lustra. Rozłożyła na krześle ciepłą fioletową suknię i pasującą do niej bieliznę na nadchodzący ranek. Następnie weszła do balii. Gorąca woda wbiła się w jej skórę, posyłając falę gorąca przez jej mięśnie. Osuwała się w dół, aż woda sięgnęła jej obojczyków. Zamknęła oczy i wypuściła z siebie westchnienie zachwytu. Surowy niepokój jej codziennej rutyny zaczął topnieć w pachnącej parze. Życie tutaj było nienaturalne. Święta wieża była sakralną instytucją zbudowaną w celu nauczania i szkolenia młodych mężczyzn na pobożnych kapłanów. Nie było to miejsce dla nastoletniej dziewczyny. Kapłani byli niezwykle ważni dla królestwa, działając jako ludzie Bogów. Szerzyli mądrość i doradzali

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Święta Wieża – Związana krwią z Władcą Otchłani | Czytaj powieści online na beletrystyka