"Cassian, potrzebuję cię... och..." Kaelar zatrzymał się w pół kroku na ten widok.
Cassian podniósł gwałtownie głowę z zagłębienia szyi Sorena i spojrzał na ojca. Po chwili opuścił ją z powrotem i wypuścił ciężkie westchnienie. "Co?" mruknął.
"Musisz wstać i spotkać się z nami w sali konferencyjnej." Kaelar uniósł brew, patrząc na niego. "Użyliście zabezpieczenia?"
"Tato, rany boskie, wyjdź stąd!"
















