Bezwilcza Królowa Diabła

Bezwilcza Królowa Diabła

Autor: Valerian Thorne

Rozdział dziesiąty
Autor: Valerian Thorne
9 lip 2026
– Nie mogę uwierzyć, że oni naprawdę są swoimi pieprzonymi przeznaczonymi! To jakieś pieprzone bzdury! To ja byłem przy niej od samego początku! To ja starałem się zapewnić jej bezpieczeństwo! A nie ten bezwartościowy, pieprzony wysysacz dusz! – Corbin odchodził od zmysłów od tamtej sceny w szkole. To on powinien był przyjść jej na ratunek, to on powinien ją pocieszać! A nie ta przeklęta bestia! – Musisz się uspokoić. Nie będziesz w stanie trzeźwo myśleć, jeśli tego nie zrobisz. – Sienna próbowała uspokoić tego wariata. Początkowo chciała Corbina. Miał zostać ich przyszłym alfą, a ona pragnęła tej pozycji luny. Sama nie znalazła jeszcze swojego przeznaczonego i w ogóle tego nie chciała. Odrzuciłaby go na miejscu, gdyby nie był kimś obdarzonym władzą. Przyszła do Corbina, próbując go uwieść, by się z nią złączył i naznaczył ją, ale jej plan spalił na panewce, kiedy zastała Corbina dewastującego swój pokój. Nie spodziewała się, że tak łatwo wyzna jej swoje uczucia do Freyi, i była jeszcze bardziej zszokowana, gdy dowiedziała się, że ta została przeznaczoną Obsydianowego Króla. To właśnie wtedy powiedziała Corbinowi, że pomoże mu zdobyć Freyę, a potem sama weźmie sobie Kaelara. – Wiem, że uważasz to za misję niemożliwą, i taką właśnie się stanie, jeśli do cholery nie wyluzujesz! – Powoli traciła cierpliwość do tego głupca. – Po prostu nie mogę znieść myśli, że ten facet choćby dotyka mojej Freyi! Wiem na pewno, że zatrzymał się u niej i założę się, że pewnie wyleguje się z nią w łóżku! To odrażające. Wiem, że jest dla niego zbyt czysta i nigdy dobrowolnie nie oddałaby mu się z taką łatwością. A co, jeśli zmusza ją do robienia czegoś, na co ona nie ma ochoty? Jak miałbym jej wtedy pomóc??? – Corbin w tym momencie po prostu plótł bez sensu. Sienna mogła tylko przewrócić oczami. Ten facet popadł w całkowite urojenia. – Cóż, podczas gdy ty użalasz się nad sobą, ja idę zrobić sobie paznokcie. Nie mogę sobie teraz z tobą poradzić. Pa, pa! – Sienna była aż nazbyt podekscytowana, by móc wyjść. Corbin tylko wpatrywał się w drzwi. *Nie mogę uwierzyć, że ty naprawdę chcesz jej pomocy. Ona jest bezwartościowa.* Wewnętrzny wilk Corbina szczerze nienawidził tej kobiety. *Ona nam nie pomoże zdobyć naszej Freyi. Chce tylko zostać królową Kaelara, co zresztą nigdy się nie wydarzy. Czuję to, ona będzie próbowała pozbyć się Freyi.* Jego wilk był niespokojny. Bardzo dbał o Freyę i pragnął jej równie mocno jak jego ludzka część. *Uspokój się. Nie dopuszczę jej w ogóle do Freyi. Pozwolę jej tylko myśleć, że nam pomaga. Jest tylko pionkiem w tej grze. Niczym więcej i niczym mniej.* Corbin próbował uspokoić swojego wilka. Nie potrzebował dwóch szalonych umysłów, by wprowadzić plan w życie. *To ona weźmie na siebie winę. Kiedy zdobędziemy Freyę i zabierzemy ją stąd, sprawię, by wyglądało na to, że to ona ją porwała. W końcu wszyscy wiedzą, jak bardzo ma obsesję na punkcie władzy, więc nie zastanowią się nad tym dwa razy, a kiedy Kaelar nie zdoła wyciągnąć z niej żadnych informacji, zabije ją. W tym czasie my będziemy rościć sobie prawa do Freyi jako do naszej własności i będziemy już cholernie daleko stąd.* Corbin potrzebował tylko idealnego momentu, by jego plan się ziścił. ~ ~ ~ – Co myślisz o tym miejscu? – zapytał Valerius Kellana, gdy ruszyli w stronę domu Kaelara i Freyi. Postanowili wstrzymać się z upijaniem do nieprzytomności i nękaniem Dariusa. Kaelar musiał wiedzieć, że sytuacja z Vance'em była gigantycznym nieporozumieniem. Obaj obawiali się, że gdy tylko Freya uśnie tej nocy, Balor ruszy po niego, a oni nie chcieli rozpoczynać całkowicie niepotrzebnej wojny. – Jest w porządku, chociaż to nie jest dom. Nie zrozum mnie źle, las jest oszałamiający. Uwielbiam te ich małe stawy i strumyki. Jest tam tak spokojnie, to dobre miejsce, by oczyścić umysł, ale to po prostu nie jest dom. Tęsknię za naszym królestwem, ale wiem, że od teraz musimy stworzyć tu nasz nowy dom. Jest mi z tym dobrze, dopóki mam was i zdołam odnaleźć moją przeznaczoną. – Powiedział Kellan z delikatnym uśmiechem. Miał nadzieję, że Valerius nie zacznie się z niego droczyć za ten sentymentalizm. – Dom jest tam, gdzie moi bracia. – Tylko tyle powiedział Valerius, po czym położył dłoń na ramieniu Kellana i lekko je ścisnął. Valerius może i bywał czasem gnojkiem, ale wiedział, kiedy jego rodzina go potrzebuje. – Cóż, to jest dom naszej królowej, Kellanie. – Valerius zerknął na niego i zobaczył marszczące się na jego twarzy brwi. Jemu również to nie odpowiadało, ale co do diabła mogli z tym zrobić? Skoro Freya chciała tu zostać, niech tak będzie. – Czekaj! – rzucił głośnym szeptem Kellan do Valeriusa. – A co, jeśli akurat robią tam dzieci? Balor by nas zamordował, gdybyśmy nakryli go wsadzonego po same kule w swoją przeznaczoną, a tak szczerze, Val, chciałbym jeszcze pożyć. – Kellan wyrzucał z siebie słowa w pośpiechu; wiedział, że Kaelar nigdy by ich nie skrzywdził, ale Balor bywał nieprzewidywalny. Właśnie dlatego wszyscy tak bardzo się go bali. – O mój Boże, hahahah, jesteś niemożliwy! – Valerius nie potrafił powstrzymać śmiechu. – Nie sądzę, żeby ten garaż był dźwiękoszczelny, aaaaa ja nie słyszę żadnego uprawiania miłości, więc wyluzuj, świrze. – Valerius zapukał i czekał na odpowiedź. – Kto to do cholery znowu! – Valerius usłyszał Balora po drugiej stronie i już z samego tonu wywnioskował, że tamten jest wkurzony. *Świetnie.* Pomyślał sobie. Drzwi otworzyły się na oścież, ukazując poirytowanego pluszowego misia. – Val! Kellan! Wejdźcie i dołączcie do zabawy. – powiedział Balor z sarkazmem. Valerius i Kellan wymienili spojrzenia i ostrożnie weszli do środka. Kellan po prostu uśmiechnął się do Freyi i poszedł zająć miejsce na kanapie, podczas gdy Valerius zamarł w bezruchu. Nie wierzył własnym oczom! – Co ty tu, kurwa, robisz!? – wypluł Valerius, wpatrując się w Branta. Jak on w ogóle śmiał myśleć, że może się zjawić, kiedy tylko do cholery zapragnie! – Val... Ja... – Zanim Brant zdążył cokolwiek wyjaśnić, Valerius już siedział na nim okrakiem, zadając cios za ciosem. – Zamknij się! – *cios* – Nie masz prawa nazywać mnie Val! – *cios* – Jesteś śmieciem! – *cios* – Nienawidzę cię! – *cios* – Zostawiłeś nas i myślisz, że możesz po prostu wrócić do naszego życia, jakby nic się nigdy nie stało?!? – *dwa kolejne ciosy* – Pierdol się! – Valerius po prostu bił dalej. Miał w sobie tyle nagromadzonego gniewu do tego człowieka. Nadszedł najwyższy czas, by dać temu upust! Balor natychmiast chwycił Freyę w tej samej sekundzie, w której Valerius rzucił się na Branta. Wiedział, że to nie skończy się dobrze, i nie chciał, by znalazła się na linii ognia. Freya po prostu ukryła twarz w jego brzuchu, nie chcąc na to patrzeć. Kellan był w całkowitym szoku; próbował oderwać Valeriusa od biednego mężczyzny, ale za każdym razem ponosił sromotną porażkę. Brant ani razu nie próbował powstrzymać Valeriusa; wiedział, że zasłużył na to wszystko. Porzucił dwóch najlepszych przyjaciół z własnych, samolubnych pobudek. Kaelar zaproponował mu stanowisko kapitana swojej Elity. Owszem, wiązało się to z ogromną odpowiedzialnością, ale samo zaoferowanie mu miejsca u boku króla było wielkim zaszczytem. Ale co zrobił Brant? Uciekł. Wyruszył w środku nocy i nigdy nie wrócił. Początkowo Kaelar i Valerius myśleli, że może poczuł, iż musiał przyjąć tę posadę; nigdy nie zamierzali go do tego zmuszać. Brant był najlepszym wojownikiem w ich królestwie. Wydawało się czymś zupełnie naturalnym, by zaproponować mu to stanowisko, ale co dostali w zamian? Zostali porzuceni przez własnego, najlepszego przyjaciela. Brant nie zniknął zaledwie na kilka dni, o nie; nie było go przez ponad osiem tysięcy lat. Po bardzo długim czasie Kaelar w końcu znalazł kogoś innego godnego dowodzenia jego Elitą i zafundował mu najsurowszy trening, jakiego kiedykolwiek doświadczył którykolwiek z jego wojowników. Kellan ani razu się nie wycofał; przeszedł wszystkie testy, całe szkolenie i, co najważniejsze, nigdy, przenigdy nie opuścił Kaelara ani Valeriusa. Kiedy Kellan został kapitanem Kaelara, ta trójka bardzo się do siebie zbliżyła. Valerius i Kaelar nawet nie wiedzieliby, co począć bez Kellana. Był przy nich przez ostatnie pięć tysięcy lat i nigdzie się nie wybierał. Po przyglądaniu się, jak Valerius spuszcza Brantowi potężny łomot, Balor uznał, że musi go od niego odciągnąć – a właściwie to Kaelar zdecydował za niego. Balor pozwoliłby Valeriusowi bić go tak długo, aż ten zaspokoiłby swój gniew, ale Kaelar zawsze był tym rozsądniejszym z ich dwojga. – Jesteś już usatysfakcjonowany? – zapytał Balor. – Nawet w pieprzonym ułamku – syknął Valerius. – Nieważne – Balora to nie obchodziło. Zwrócił się do Freyi i zamknął ją w ciasnym uścisku. – Kochanie, na razie muszę iść. Kaelar i Val mają z Brantem wiele do obgadania, a wszyscy wiemy, że nie jestem najlepszy w pokojowym rozwiązywaniu spraw. Ale zawsze jestem tu na każde twoje zawołanie, jeśli byś mnie potrzebowała albo po prostu chciała porozmawiać. Po prostu mnie zawołaj, dobrze, skarbie? – Balor przesuwał nosem w górę i w dół wzdłuż jej szyi, wdychając tyle jej słodkiego zapachu, ile tylko zdołał. Pachniała tak cholernie słodko. Z cichym, wibrującym mruczeniem w piersi dodał: – Kocham cię, do zobaczenia, maleńka. – Balor spojrzał na swoją uroczą małą przeznaczoną. – Ja ciebie też kocham. – Freya uśmiechnęła się i złożyła na jego policzku delikatny pocałunek. Kiedy się odsunęła, zobaczyła, jak oczy Balora wracają do koloru ciemnobrązowych tęczówek Kaelara; po prostu posłała mu promienny uśmiech. – Cześć. – Kaelar uśmiechnął się do niej szeroko. – Hej, ty. – odpowiedziała Freya. Sposób, w jaki na nią patrzył, jakby była jedyną osobą na świecie, kimś najcenniejszym pod słońcem, sprawiał, że za każdym razem nie potrafiła powstrzymać rumieńców. – Więc jednak mnie zastąpiłeś, co? – Brant powoli podniósł się z ziemi. – To nie takie proste, Brant. – Valerius przeszedł do rzeczy i wyjaśnił mu wszystko. Opowiedział, co się z nimi działo po jego odejściu, jak długo zajęło im znalezienie Kellana, jak wiele Kellan dla nich znaczy, i jak nigdy nie pogodzili się z faktem, że ich porzucił. Spędzili kilka godzin rozmawiając o tym wszystkim i o tym, co zrobią dalej. Kaelar dał jasno do zrozumienia, że Kellan jest i pozostanie kapitanem bez względu na wszystko, a jeśli Brant naprawdę pragnie wrócić do domu, będzie musiał im się udowodnić. Valerius próbował poruszyć sprawę Vance'a, ale Kaelar natychmiast ją zbył. Będzie się o to martwił jutro. Freya była tam przez cały czas, przyswajając wszystkie zrzucane na nią informacje. Robiła się bardzo senna. Z jej ust wyrwało się ciche ziewnięcie, więc przesunęła się na kanapie i oparła głowę na kolanach Kaelara. Kaelar momentalnie się spiął; jego przeznaczona leżała na jego kolanach z twarzą wciśniętą wprost w jego krocze. Tylko się na nią gapił, a jego myśli zaczęły mimowolnie błądzić. *Spójrz na te pełne, puszyste, wydęte wargi; ciekawe, jak smakują i jak czulibyśmy je na naszych i wokół naszego...* Drażnienie Balora zostało przerwane, gdy Kaelar gwałtownie wstał i niemal krzyknął: – Wszyscy wychodzą, natychmiast! – Kellan i Brant spojrzeli na niego z dezorientacją, ale Valerius zauważył wybrzuszenie w jego dżinsach, więc złapał obu idiotów i wyciągnął ich na zewnątrz. Freya, lekko oszołomiona z powodu tak gwałtownego poruszenia, zapytała z troską: – Co się stało? Coś nie tak? Wszystko w porządku? – Freyu, kochanie, spójrz, co ze mną robisz... – Kaelar odwrócił się w stronę Freyi i patrzył, jak jej zdezorientowana mała buzia robi się czerwieńsza od pomidora.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział dziesiąty – Bezwilcza Królowa Diabła | Czytaj powieści online na beletrystyka