Bezwilcza Królowa Diabła

Bezwilcza Królowa Diabła

Autor: Valerian Thorne

Rozdział pierwszy
Autor: Valerian Thorne
9 lip 2026
"Nie wierzę, że naprawdę tu jesteśmy." – powiedział z nienawiścią Valerius. Nie cieszył się z przybycia na Ziemię, a już na pewno nie po to, by pomagać zjednoczyć swoje królestwo z *ziemianami*, jak to z upodobaniem określał. "Wiesz, że Ziemia drastycznie się zmieniła, odkąd byliśmy tu ostatnio. Jesteś w stanie poradzić sobie ze wszystkim, Val, a poza tym, kto odważyłby się spaść ci choćby włos z głowy, mając mnie za brata?" Kaelar nie mógł powstrzymać się od wywrócenia oczami na swojego młodszego braciszka. "Ta, jasne, jesteś wielki i straszny, uuu." – powiedział kpiącym tonem Valerius, a na jego ustach błąkał się uśmieszek. Niezależnie od tego, ile mieli lat, wciąż uwielbiał droczyć się z bratem i grać mu na nerwach. Kaelar jedynie sapnął i po raz setny w trakcie tej podróży przewrócił oczami. Rozumiał, że Val po prostu się z nim droczy, ale nie mógł nic poradzić na to, że jego bestię momentami frustrowały te dziecinne zabawy. Kaelar był jedynym demonem z wewnętrzną bestią, Balorem. Większość demonów stanowiła jedność ze swoją ludzką stroną – żadnego wewnętrznego głosu, tylko jeden umysł i dwa ciała. Kaelar natomiast dysponował zarówno dwoma umysłami, jak i dwoma ciałami. Kaelar i Balor stanowili idealny duet, Piekło funkcjonowało bezbłędnie pod ich rządami; nie żeby ktokolwiek inny mógł nim rządzić. Piekłem była nie kto inny, jak matka Kaelara. Piekło zrodziło Kaelara i pobłogosławiło go Balorem, by mógł zostać Obsydianowym Królem. Matka Kaelara zakochała się w człowieku i nie pragnęła niczego więcej, jak tylko ustatkować się i spędzić z nim życie. I tak Kaelar przez ostatnie dziesięć tysięcy lat rządził Obsydianowym Królestwem, a jego brat Valerius stał tuż u jego boku. Valeriusa nie było tam jednak od początku. Kaelar nie wiedział, że jego ojciec miał inne dziecko, dopóki pewnego dnia nie poczuł silnego przyciągania do Ziemi. Kaelar nie był pewien, czym mogło być to przyciąganie, więc udał się do rodziców po pomoc, mając nadzieję, że będą w stanie wyjaśnić mu to dziwne uczucie, które jedynie przyprawiało go o mdłości i którego pragnął się pozbyć. (***ponad dziesięć tysięcy lat temu***) Siedząc w całkowitym oszołomieniu, Kaelar nie mógł uwierzyć w to, co właśnie powiedzieli mu rodzice. Ziemia była pełna innych stworzeń takich jak on? Żył na tym świecie już trzydzieści lat, a oni ani razu nie wspomnieli mu o istnieniu innych nadprzyrodzonych bytów. Nigdy nie wiedział o istnieniu kogoś takiego jak Księżycowa Bogini, która obdarowywała stworzenia takie jak on przeznaczoną partnerką, a na dodatek okazała się siostrą jego matki. *O co w tym wszystkim, do cholery, chodziło?* – pomyślał. To było zbyt wiele, by Kaelar mógł to wszystko przyswoić za jednym razem. Ale będąc silnym Królem, którym był, słuchał z uwagą każdego słowa rodziców. Wtedy do jego uszu dobiegły słowa, których nigdy nie spodziewał się usłyszeć... *To mdłe uczucie i przyciąganie, którego doświadczasz, to prawdopodobnie twój brat, musi być chory albo ranny.* – powiedział z niepokojem jego ojciec, starając się nie brzmieć na jeszcze bardziej zmartwionego i zdruzgotanego niż w rzeczywistości był. Kaelar zerwał się z miejsca i zażądał, by powiedzieli mu, gdzie on jest. Nie mógł uwierzyć, że ukrywali przed nim tak ogromną tajemnicę! Ale wiedział, że zrobili to tylko dlatego, że Kaelar zabrałby Valeriusa do Piekła i przemienił go w jednego z nich. Ojciec Kaelara początkowo nie pragnął tego dla swojego drugiego syna. Chciał, by doświadczył życia i po prostu nim żył, dopóki jego czas nie dobiegnie końca, ale teraz wydawało się, że ten czas właśnie nadszedł. Kaelar przeszedł przez portal na Ziemię i podążył za przyciąganiem do swojego brata. Znalazł Valeriusa śmiertelnie chorego w czymś, co wyglądało na namiot uzdrowicieli. Kaelar nie tracąc czasu wziął brata na ręce i zaniósł go z powrotem do portalu. Rodzice czekali na ich powrót po drugiej stronie. Kiedy Kaelar wrócił, rozpoczęli proces przemiany Valeriusa, mając tylko nadzieję, że nie było dla niego za późno i że to zadziała. Po raz pierwszy Kaelar podziękował Księżycowej Bogini za to, że pomogła mu ocalić jego „młodszego” brata. (***teraźniejszość***) Gdy Kaelar i Valerius zbliżali się do granicy Watahy Półksiężyca, Kaelar natychmiast pożałował, że obrali tę drogę. Pojawiło się pięciu wilkołaków, domagając się wyjaśnień, dlaczego ich *gatunek* się tu znalazł. Valerius parsknął na ich żałosną próbę zgrywania twardzieli. Kaelar z kolei posłał im jedynie swój sztandarowy uśmieszek. Uśmieszek, który oznaczał wyłącznie nadciągające kłopoty. Kaelar nie znosił wilkołaków. Przez ostatnie dziesięć tysięcy lat on i Valerius napatrzyli się, jak silniejsze wilki znęcały się nad słabymi i zmuszały ich do bycia praktycznie niewolnikami: sprzątania, gotowania, wykonywania całej pracy, której sami nie chcieli tknąć. Podzielili się nawet na watahy, odseparowując się od własnego gatunku. Nienawidzili się nawzajem, robili z siebie wrogów. Kaelar kompletnie nie potrafił tego pojąć. Jego królestwo stanowiło jedność. Nie istniały u niego żadne "watahy". Jasne, w jego państwie znajdowały się setki różnych miast i miasteczek, ale wszystkie tworzyły jedno królestwo. Żadnych wrogów, żadnej nienawiści do swojego gatunku. Władał pokojowym państwem i szczycił się miłością oraz lojalnością, jaką darzyli swojego Króla i królestwo. Więc przybycie tutaj i ujrzenie tego patrolu granicznego tylko dolało oliwy do ognia. Zanim Kaelar zdążył w ogóle zareagować, na miejscu pojawił się Król Darius i od razu zaczął łagodzić sytuację. Darius już wiedział, że Kaelar i Valerius tam są; wyczuł ich obecność w sekundzie, w której przekroczyli granicę jego królestwa. Co najważniejsze, znał swojego starego przyjaciela i nie mógł pozwolić, by jakieś głupie, młode wilki dały się zabić tylko dlatego, że powiedziały niewłaściwe słowo do *samego* Kaelara. Gdy napięcie opadło, a Valerius zdołał uspokoić brata – choć ten wcale nie miał na to ochoty – Darius i jego strażnicy eskortowali ich do zamku królestwa. Stwierdzenie, że zamek był ogromny, byłoby niedopowiedzeniem, ale oczywiście dla Kaelara i Valeriusa nie stanowiło to zaskoczenia. Byli przyzwyczajeni do swojej własnej warowni w domu. Gdy mężczyźni podjechali pod zamek, powitała ich przeznaczona Dariusa, Królowa Alys. Miała pięć stóp i trzy cale wzrostu, długie, jasnobrązowe włosy, ciemnobrązowe oczy i idealnie okrągły ciążowy brzuszek. Darius nie potrafił powstrzymać szerokiego uśmiechu na twarzy, przyglądając się, jak jego przeznaczona powoli człapie w ich kierunku. Dzień, w którym poznał Alys, był bez wątpienia najlepszym dniem jego życia. Kiedy po raz pierwszy na nią spojrzał, powiedział, że wygląda jak anioł. Nie miał pojęcia, że Alys w rzeczywistości była prawdziwym aniołem. Darius nigdy by nie pomyślał, że Księżycowa Bogini pobłogosławi go, hybrydę demona, lykana i wiedźmy, kimś tak czystym i pięknym. Matka Dariusa była białą wiedźmą, najczystszą i najpotężniejszą z wiedźm, z kolei jego ojciec był hybrydą demona i lykana, królem wszystkich nadprzyrodzonych istot na powierzchni. Niewielu wiedziało, że lykan Dariusa jest krzyżówką z demonem; wywołałoby to w jego królestwie oburzenie, którego wolał uniknąć. Zwłaszcza że jego dzieci stałyby się głównym celem każdego, kto pałałby do niego nienawiścią. Choć Darius mierzył sześć stóp i siedem cali, był potężny, a w parze z jego posturą szły mięśnie i siła, to po prostu nie mógł i nie chciał narażać swojej rodziny na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Przyjaciele, którzy znali jego sekret, w pełni rozumieli i szanowali jego decyzję. Po przywitaniu z Alys, Kaelar nie tracił czasu i przeszedł do interesów. Miał przed sobą misję, która była dla niego o wiele ważniejsza niż osobiste zapoznanie się z każdą duszą w tym zamku. Darius zaprowadził ich prosto do swojego prywatnego gabinetu, by omówić zjednoczenie obu królestw oraz powody, które za tym stały. "Możemy teraz przejść do rzeczy?" – powiedział Kaelar, w ułamku sekundy po tym, jak zamknęły się drzwi. "Przeanalizowaliśmy wszystkie dokumenty, które nam przesałeś, i zgadzam się na prawie wszystko, co według ciebie powinno nastąpić po rytuale zjednoczenia." – powiedział Darius powoli i spokojnie, by upewnić się, że Kaelar nie zirytuje się tym, co właśnie usłyszał. Ale Kaelar, rzecz jasna, uległ frustracji. "Na prawie wszystko? Co to do cholery ma znaczyć? Byłem więcej niż wspaniałomyślny: moje królestwo może połączyć się z twoim, moi ludzie mogą swobodnie żyć wśród twoich, nie będą sprawiać żadnych kłopotów twoim poddanym. W przeciwieństwie do twojego, moje królestwo w pełni popiera moje decyzje. Są wręcz podekscytowani na myśl o tym, czy ich przeznaczeni okażą się wiedźmami, lykanami, wampirami, czy nawet, kurwa, wróżkami. Ci, którzy zechcą zamieszkać w granicach watah, będą wnosić taki sam wkład, jak każdy inny ich członek. NIE BĘDĄ jednak traktowani jako gorsi od twoich tak zwanych *alf*. Widziałem, jak silni znęcają się tu nad słabymi i nie pozwolę, by moi ludzie byli traktowani w ten sposób; jestem pewien, że to rozumiesz, Królu Dariusie." Już od tego krótkiego wybuchu i tak już krótki lont Kaelara stawał się jeszcze krótszy. "W pełni to rozumiem, Kaelarze. Mnie również nie podoba się to, że silni znęcają się nad słabszymi. Próbuję to zmienić, ale łatwiej to powiedzieć, niż zrobić, kiedy nie mogę być we wszystkich moich watahach naraz. Owszem, wydałem oficjalne oświadczenie o tym, jak bardzo oburzające jest, że wolą ranić słabszych członków, zamiast pomagać im stać się silniejszymi. Watahy powinny się chronić, a nie krzywdzić. Ale to nie z tym się nie zgadzam, Kaelarze. Wspomniałeś, że nikt nie ma prawa wstępu do twojego królestwa poza twoim gatunkiem?" Darius również stawał się coraz bardziej zirytowany tą rozmową. Mieli zjednoczyć królestwa, a jednak Kaelar trzymał swoje zamknięte dla innych. "Obsydianowe Królestwo, dla większości znane jako Piekło, nie jest bezpiecznym miejscem na przechadzki dla wilków, wróżek ani żadnego innego gatunku. O ile dla demonów jest to dom i bezpieczna przystań, o tyle innych tamtejsze słońce i powietrze zabiłoby w ciągu kilku minut. Piekło nie jest stworzone dla mieszkańców Ziemi, by tam żyli, a nawet po to, by je odwiedzali. Nie próbuję zawłaszczyć sobie królestwa ani trzymać go pod kluczem. Po prostu staram się uchronić członków twojego królestwa przed śmiercią, gdybym miał otworzyć bramy Piekła. Ich życie tam nie jest fizycznie możliwe... Chyba że są przeznaczonymi księcia piekieł albo króla, czyli mnie." Zaskakująco, Kaelar wyjaśnił to zgromadzonym w pomieszczeniu mężczyznom spokojnie, zamiast pokazać swoją upartą naturę i po prostu zignorować Dariusa. "Cóż, skoro to już ustalone, przejdźmy do rytuału. Kiedy chciałbyś, żeby to nastąpiło?" – zapytał z uśmiechem Darius. "Po tym, jak znajdę moją przeznaczoną i uczynię ją moją królową. Tylko twoi ludzie tutaj wiedzą, jaki jest faktyczny cel tego zjednoczenia. Nie chcę, by cokolwiek stanęło mi na drodze do naznaczenia mojej przeznaczonej." – oświadczył Kaelar. "I nie okażę litości nikomu ani niczemu, co stanie mi na przeszkodzie."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział pierwszy – Bezwilcza Królowa Diabła | Czytaj powieści online na beletrystyka