Byłem gotowy na „konsekwencje”, jakie niosło za sobą zamordowanie tego bezwartościowego alfy. Ale nie byłem gotowy na widok mojej przeznaczonej wchodzącej przez te drzwi z zaczerwienionymi, opuchniętymi oczami. Ten widok wyzwolił we mnie zupełnie nowy poziom gniewu, o istnieniu którego nie miałem pojęcia. Spaliłbym cały ten świat do gruntu, gdyby oznaczało to jej bezpieczeństwo. Kiedy już uspokoił się jej zapachem, zdał sobie sprawę, że nic jej nie jest i przyszła tu tylko sprawdzić, co u niego. W głębi duszy Balor uśmiechał się od ucha do ucha. Przed resztą mężczyzn zachował kamienną twarz. Nie był gotów odpuścić Vance'owi. Balor pragnął jego głowy. To on był powodem, dla którego jego przeznaczona była tak okropnie traktowana przez ostatnie dziesięć lat. Choć jej poprzedni alfa karmił go kłamstwami, ten powinien był wiedzieć, co jest dobre, a co złe. Nastawienie całej watahy przeciwko dziecku w ogóle do niego nie przemawiało, a już na pewno nie teraz, gdy chodziło o jego przeznaczoną.
Balor już miał zwrócić swoją uwagę z powrotem na Vance'a, kiedy usłyszał najsłodszy głos, swoją osobistą melodię. – Zabierzesz mnie do domu? Chcę, żebyśmy poszli do domu, proszę? – Spojrzał w dół na swoją najdroższą malutką przeznaczoną i po prostu rozpłynął się pod wpływem jej słów. Jego umysł został całkowicie oczyszczony ze wszystkich wcześniejszych myśli. *Powiedziała, że chce, żebyśmy MY poszli do domu!* Kaelar krzyczał do Balora z nieopisaną ekscytacją. Balor nie mógł z siebie wydobyć ani słowa; patrzył tylko na Freyę, jakby zapadł w trans.
Freya wykorzystała tę okazję, chwyciła go za rękę i zaczęła wyprowadzać z pokoju, by udać się do domu. Obawiała się, że wyrwie się z tego oszołomienia i nie zechce z nią wyjść. Freya nie wiedziała, że Balor i Kaelar wcale nie planowali wracać na spotkanie. Balor ścisnął jej dłoń i z radością podążył za swoją przeznaczoną do domu. Ich domu. Był w siódmym niebie, kiedy powiedziała „dom”. Uważała to za *ich* dom, a ta myśl sprawiła, że po prostu nie posiadał się ze szczęścia.
~ ~ ~
Z pewnością był to niezły widok: Freya zatrzymująca Balora w samym środku *polowania*. A potem on tak po prostu wyszedł z nią przez te drzwi niczym mały, zagubiony szczeniak. Valerius wiedział, że przeznaczeni mogą mieć nad sobą pewien rodzaj władzy, ale nie zdawał sobie sprawy, że więź była na tyle silna, by zatrzymać Balora. Był pewien, że gdy wszyscy zobaczą tę dwójkę wracającą razem do domu, zaczną krążyć najróżniejsze szalone plotki. Valerius otrząsnął się z zamyślenia i zwrócił się z powrotem do mężczyzn w pokoju.
– Dariusie, czy wiedziałeś, co działo się w tej watasze? – Valerius był gotowy na najgorsze. Nie chciał zrzucać winy również na Dariusa, ale jeśli ten wiedział, jak Vance zmuszał wszystkich do traktowania Freyi, Kaelar zniszczyłby to królestwo i zabrał swoich ludzi z powrotem do domu. Chociaż Valerius bardzo chciał wrócić do domu, nie mógł tego zrobić. A przynajmniej nie do czasu, aż znajdzie swoją przeznaczoną.
– Nie mam pojęcia, co tu się, kurwa, dzieje! Alfo Vance, co ty do diabła zrobiłeś Freyi!? Znam Kaelara, odkąd byłem szczeniakiem! Mój ojciec nas przedstawił i NIGDY nie widziałem Balora na powierzchni! Zaczynałem wierzyć, że wszystkie plotki o jego demonie były nieprawdziwe. Cóż, niespodzianka, on istnieje naprawdę i pragnie twojej pieprzonej głowy na srebrnej tacy! – Darius wręcz płonął z wściekłości. Kiedy Darius tracił panowanie nad sobą, wszyscy w zamku się chowali i panowała grobowa cisza, dopóki nie przyszła Alys i go nie uspokoiła. Wściekły likan grasujący na wolności to nie było coś, co można było lekceważyć.
– Właśnie, *Alfo* Vance, co zrobiłeś *naszej* królowej... – zadrwił Valerius. Wolał, by to Darius rozprawił się z Vance'em, a nie Kaelar. W ten sposób nie byłoby żadnych komplikacji w kontynuowaniu ich porozumienia.
– Freya trafiła do naszej watahy dziesięć lat temu. Alfa Garret z watahy Ash Wood przyprowadził Freyę do naszego sierocińca w nadziei, że ją przyjmiemy. Jesteśmy największym i najbliższym mu nadnaturalnym sierocińcem w okolicy. Oczywiście się zgodziłem. Była tylko szczeniakiem, o ile dobrze pamiętam, zaledwie tydzień po swoich ósmych urodzinach. Jej rodzice zginęli w ataku renegatów, a wojownicy dotarli tam w samą porę, zanim dobrali się do Freyi. Nie byłem pewien, dlaczego Alfa Garret nie znalazł w jej rodzimej watasze rodziny, która by ją wychowała, ale nie zamierzałem tego kwestionować, skoro w grę wchodził szczeniak. Kiedy formalności zostały dopełnione i stała się członkiem watahy Crescent Moon, Alfa Garret zaczął mi opowiadać, że to z winy Freyi zginęli jej rodzice. Na urodziny chciała iść na „łąkę”. Wykadywał o niej te wszystkie okropne rzeczy, co robi i jak się zachowuje. Byłem po prostu zszokowany, że alfa może tak bardzo nienawidzić dziecka. Oczywiście nie uwierzyłem w nic, co mówił... Ale mój Beta, Gamma i główny Delta połknęli haczyk; natychmiast bezgranicznie uwierzyli Garretowi. Niestety, zignorowałem to. Podrzuciłem szczeniaka do sierocińca i wróciłem do swoich obowiązków alfy. – Vance zaczął od początku, robiąc pauzę, by upewnić się, że za nim nadążają.
– I co potem? – Darius stawał się coraz bardziej niecierpliwy.
– Mniej więcej po tygodniu jej pobytu u nas zacząłem dostawać telefony i listy z sierocińca. Dyrektorzy ciągle narzekali na zachowanie Freyi. Nie przejmowałem się tym zbytnio, bo była tylko szczeniakiem. Jaką krzywdę mogła wyrządzić? Wysłałem mojego Gammę i Deltę, by sprawdzili, co się z nią dzieje, a oni obaj zameldowali, że znęcała się nad innymi szczeniakami, niszczyła tamtejsze mienie i nie słuchała żadnych dorosłych ani opiekunów, więc sam poszedłem jej się przyjrzeć. Kiedy tam dotarłem, po prostu oglądała telewizję i była najsłodszym dzieciakiem, jakiego kiedykolwiek widziałem. Nie wiedziała, że ją obserwuję. Nie chciałem, by zachowywała się w określony sposób tylko dlatego, że tam byłem. Ale dyrektorzy powiedzieli mi, że Freya usłyszała, że przychodzę, i tylko udawała grzeczną. Kazałem im po prostu dalej robić swoje i powiedziałem, że osobiście zapłacę za wszelkie szkody, jakie wyrządzi. Była tylko szczeniakiem; jeśli chcieli się jej pozbyć, to nie wchodziło w grę. Nie odprawiłbym szczeniaka. Musieli sobie z nią poradzić. Powinni potrafić poradzić sobie z dzikim małym szczeniakiem. Zmagają się z nimi każdego pieprzonego dnia. Więc wyszedłem i wróciłem do pracy. Ani razu nie otrzymałem od nich żadnych rachunków za szkody, a telefony i listy ustały, więc po prostu założyłem, że w końcu do niej dotarli; w końcu dopiero co straciła rodziców. Oczywiście mogła z tego powodu sprawiać problemy. Więc już nigdy więcej nie przeszło mi przez myśl, żeby sprawdzić, co u niej. – Vance ponownie zamilkł.
– Żebyś wiedział, Vance, Val jest cholernie dobry w rozpoznawaniu, kiedy ktoś kłamie – odezwał się Kellan, gotów znokautować tego kolesia, gdyby tylko próbował ich oszukać. Jednym z wielu darów, jakimi obdarzyła Valeriusa jego matka, była umiejętność czytania w ludziach; praktycznie rzecz biorąc, był żywym wykrywaczem kłamstw – ostrzegł Kellan.
– Dobrze wiedzieć. W każdym razie, nie miałem od nich żadnych wieści aż do jej szesnastych urodzin. To znaczy, słyszałem plotki, które o niej krążyły, ale non stop słyszałem plotki o wszystkich i reagowałem tak samo, jak w przypadku każdego innego. Zawsze kazałem im dać sobie z tym spokój; jestem alfą, więc po prostu zakładałem, że mnie posłuchają, i w większości to robili. Osoba, której kazałem przestać, ani razu nie wspomniała o niej, ani o nikim innym, w mojej obecności. Niedługo potem w ogóle przestałem słyszeć jakiekolwiek plotki. Ale w dniu jej szesnastych urodzin dyrektorzy wezwali mnie na spotkanie, więc poszedłem. Poinformowali mnie, że Freya nie przeszła przemiany, że jest bez wilka, że bardzo się tym zdenerwowała i wyprowadziła się z sierocińca. Byłem zdezorientowany, dlaczego miałoby to skłonić ją do wyprowadzki; wciąż była tylko szczeniakiem i nie miała się gdzie podziać. Więc osobiście wyruszyłem, żeby ją odnaleźć, i okazało się, że właśnie wprowadzała się do małego mieszkanka w garażu, należącego do państwa Abbott. Mój syn Corbin jej pomagał, więc uznałem, że rzeczywiście wyprowadziła się z własnej woli. W przeciwnym razie syn by mi powiedział. I to wszystko, co wiem. Nikt się ze mną nie kontaktował, by powiedzieć mi cokolwiek więcej o Freyi. Wiem, że powinienem był mieć na nią oko, ale tego nie zrobiłem i zawiodłem ją jako alfa. Byłem jej szansą na dobre, szczęśliwe życie tutaj i zawiodłem ją. Przepraszam! – wyszeptał Vance te ostatnie zdania, a poczucie winy i wstyd aż z niego emanowały.
Valerius po prostu się zaśmiał. Vance naprawdę tylko tyle wiedział i dlatego był tak przerażony Kaelarem i Balorem. Vance nie wiedział nawet o znęcaniu się, a i tak był już żałosnym wrakiem. Valerius nie mógł się doczekać, by powiedzieć o tym Kaelarowi; teraz Kaelar nie musiał go zabijać. Wszystko będzie w porządku, pomyślał sobie Valerius.
– Więc niech to dobrze zrozumiem. Wysłałeś swojego Gammę i Deltę, którzy zdawali się mieć problem z Freyą od chwili, gdy Alfa Garret wcisnął im te wszystkie bzdury. Zatem co skłoniło cię do myślenia, że powiedzą ci prawdę? Oczywiście, że kłamali. Chcieli się pozbyć Freyi. Więc po tym, jak ustały wszystkie telefony i listy, ani razu nie sprawdziłeś, co u szczeniaka, którego przyjąłeś do watahy? Twój sierociniec jest pełen członków *TWOJEJ* watahy. Freya jest tam jedynym odmieńcem! O moja Bogini, nie mogę uwierzyć, że jesteś aż tak ślepy. Pozbywali się jej, a ty po prostu im na to pozwoliłeś. Mogę sobie tylko wyobrazić, co jej *zrobili*. – Darius był całkowicie zdruzgotany. – Nie zniosę tego, jeśli zrobili jej krzywdę. O Bogini, mogę sobie tylko wyobrażać, jak bardzo była przerażona, czuję tak wielki wstyd, że nazywam watahę Crescent Moon swoim królestwem. – Darius ukrył twarz w dłoniach i opuścił nisko głowę, próbując to wszystko przetrawić.
– Cóż, Królu Dariusie, pozwól, że opowiem ci, co spotkało naszą Królową, odkąd tu jest. – Valerius wiedział o wszystkim tylko dlatego, że Kaelar mu powiedział. Freya byłaby zdenerwowana, gdyby wiedziała, że Kaelar czytał w jej myślach. Kaelar zdawał sobie sprawę, że nie byłaby skłonna wyjawić mu prawdy z obawy przed tym, co zrobiłby tym ludziom. Więc Kaelar wziął sprawy w swoje ręce. Miał nadzieję, że Freya w końcu mu wybaczy, jeśli się o tym dowie. Myśli Valeriusa przerwał jeden z ludzi Dariusa.
– Co to jest niebieska otchłań? – zapytał Voss, trzeci w hierarchii dowodzenia u Dariusa.
















