Kaelar nie tracił czasu i rzucił się przed siebie, mając w oczach żądzę mordu. I jakże miałoby być inaczej? Właśnie zobaczył, jak cztery żałosne wilki krzywdzą jego przeznaczoną! Nie może pozwolić im żyć po tym, jak podnieśli rękę na jego Królową! Kaelar rzucił się na pierwszego *kundla*, na którym zatrzymał wzrok, ale zanim zdążył go dopaść, Valerius błyskawicznie go powstrzymał.
"Musisz pomyśleć, zanim wymordujesz te szczeniaki, Kaelarze. Próbujemy zjednoczyć królestwa, a nie rozpętać wojnę... a poza tym *ktoś* obserwuje każdy twój ruch... chyba nie chcesz jej teraz odstraszyć, prawda?" – szepnął do niego Valerius, delikatnie wskazując gestem na drobną kobietę leżącą na ziemi. Kiedy Kaelar przeniósł na nią spojrzenie, cały jego świat całkowicie się zatrzymał.
~ ~ ~
Freya próbowała właśnie nadrobić zaległości w nauce, kiedy zbliżyli się do niej najgorsi ludzie, jakich było jej dane poznać. Gdy spojrzała na tę czwórkę, powitał ją siarczysty policzek. Oszołomiona uderzeniem, wpatrywała się po prostu w podłogę, podczas gdy czworo nieproszonych gości wybuchnęło śmiechem. Znęcanie się nad Freyą sprawiało im olbrzymią przyjemność, ponieważ ewidentnie była słaba. Nie miała wilka, by móc się bronić, a nawet gdyby chciała spróbować, z góry byłoby to skazane na porażkę.
W ich oczach była jedynie marnotrawstwem tlenu i zasługiwała na to, by tak właśnie ją traktowano. Zaczęli wyzywać ją od najgorszych, wykrzykując absurdalne obelgi i rzucając w nią wyzwiskami, by ostatecznie zacząć okładać ją pięściami i kopać. Każdego dnia dokładali wszelkich starań, by uprzykrzyć jej życie i uczynić je jeszcze bardziej nędznym, lecz w jej urodziny starali się wyrządzić jej jak najwięcej krzywdy, wiedząc, że to i tak pełen bólu dzień w jej kalendarzu. Święcie wierzyli, że zasługiwała na wszystko, co ją spotykało.
Właśnie w momencie, gdy zza rogu wyłonił się Corbin i ruszył w stronę grupy oprawców, by to przerwać, wejściowe drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wkroczyli sami dwaj Królowie. Corbin natychmiast wycofał się z powrotem za róg i stamtąd obserwował rozwój wydarzeń.
Freya w sekundzie, w której otworzyły się drzwi, wpadła w trans. Uderzył ją najwspanialszy zapach na świecie. Pachniał drzewem sandałowym i wiśniowym sernikiem – jej ulubionym deserem! Nie mogła oderwać wzroku od stojącego przed nią mężczyzny. Był wysoki, bardzo wysoki, zgadywała, że musiał mierzyć przynajmniej siedem stóp. Posiadał kruczoczarne włosy i najgłębsze, najciemniejsze brązowe oczy, jakie w życiu widziała. Jego koszula leżała na nim niczym druga skóra, obnażając zarys każdego mięśnia. Czy to był sześciopak, a nie, wręcz ośmiopak? Sposób, w jaki jego mięśnie napinały się i wybrzuszały przy każdym najmniejszym ruchu i kroku, sprawiał, że całe jej ciało ogarniała słabość... Nie mogła uwierzyć, że był jej przeznaczonym. Zaraz za tą myślą natychmiast pojawił się niepokój. Czy w ogóle ją zaakceptuje, wiedząc, że jest pozbawiona wilka? Czy wyrzuci ją jak zepsutą zabawkę? To właśnie przewidywali wszyscy wokół – że jeśli kiedykolwiek pozna swojego przeznaczonego, ten momentalnie pozbędzie się jej ze swojego życia.
Jej gonitwa myśli została zagłuszona przez niezwykłe, obezwładniające uczucie na policzku. Kiedy wyostrzyła wzrok, napotkała te głębokie, ciemnobrązowe oczy, w których już zdążyła bezpowrotnie zatonąć. Jego dłoń delikatnie pieściła jej twarz, unosząc nieco jej głowę, by móc łatwiej spojrzeć w jej oczy. Przełknęła z trudem powietrze pod wpływem jego dotyku. To, co poczuła, było czymś więcej niż tylko iskrami. Były potężne, rozchodziły się wzdłuż i wszerz całego jej ciała, a towarzyszyło im przejmujące, ciepłe mrowienie. To była jedna z najbardziej obezwładniających rzeczy, jakich kiedykolwiek doświadczyła.
~ ~ ~
Kaelar nie dowierzał, jak nieprawdopodobnie gładka była jej skóra; brakowało mu słów, by opisać, co poczuł w momencie, gdy się dotknęli. Uczucie to wprowadziło go w stan absolutnej euforii. Już zdążył zdać sobie sprawę, że ta kobieta stanie się jego nowym nałogiem, i z całą pewnością nie miał z tym żadnego problemu. Jego maleńka przeznaczona zapiszczała cicho i poddała się jego dotykowi, podczas gdy on po prostu przepadał bez reszty w jej oczach. Te wielkie, jasne, sarnie zielone oczy... zatracał się w nich coraz głębiej. Pasowały także do całej reszty. Mogła pochwalić się najbardziej lśniącymi, ciemnobrązowymi włosami, spływającymi aż do jej talii. Wręcz nie mógł się doczekać, by wsunąć w nie palce. Badając wzrokiem resztę jej ciała, zauważył, jak bardzo była wychudzona, i to spostrzeżenie natychmiast wyrwało go z otępienia.
"Co ci się stało, moja miłości?" – zapytał Kaelar najdelikatniejszym tonem, na jaki w tej chwili było go stać. Valerius poczuł się lekko zszokowany widokiem swojego brata w takim stanie.
Freya nie odezwała się słowem, tylko opuściła głowę, wbijając wzrok w ziemię. Kaelar powoli ją uniósł, wsuwając palce pod jej podbródek i posłał jej bezradny uśmiech. Nie chciał jej przestraszyć ani martwić, więc ze spokojem jedynie skinął głową i powiedział: "Rozumiem, chodźmy. Chcę cię zabrać gdzieś, gdzie będziemy mogli porozmawiać na osobności, dobrze?"
Freya w odpowiedzi tylko uśmiechnęła się nieśmiało i przytaknęła.
Czwórka nastolatków, która z uwagą obserwowała całe zajście, była w ciężkim szoku na odkrycie faktu, że dziewczyna, nad którą od dłuższego czasu się znęcali, okazała się przeznaczoną Króla Piekła. I dobrze wiedzieli, że to nie wróży dla nich niczego dobrego.
Kaelar wcale o nich nie zapomniał. Zlustrował czwórkę spokojnym, cichym spojrzeniem, tak by nie przerazić swojego małego, cennego skarbu, który zresztą mocno go zaskoczył, gdy pomógł jej wstać. Jej czubek głowy sięgał zaledwie odrobinę powyżej jego brzucha. Była najniższą kobietą, jaką w życiu widział, co jedynie potęgowało ogrom uczucia, jakim już zdążył ją obdarzyć; jego umysł już generował dziesiątki scenariuszy z pozycjami, do których z łatwością by się wpasowała, gdy on będzie ją...
"*ekhm*"... Kaelar został wyrwany ze swoich wyobrażeń, gdy jego brat głośno odchrząknął. Valerius widział już wyraźnie obracające się w głowie Kaelara trybiki i uznał, że pora przywrócić jego uwagę do spraw bieżących.
"Więc dobrze, wy czworo, wytłumaczcie mi, dlaczego krzywdziliście swoją przyszłą królową?" – zapytał Kaelar żądającym, lecz zaskakująco spokojnym tonem.
"*KRÓLOWĄ?!?! TA BEZWILCZA DZIWKA NIE JEST MOJĄ KRÓLOWĄ!!*" – wykrzyknęła jedna z dziewczyn, przepełniona nienawiścią.
Zanim Kaelar zdążył skręcić jej kark, Valerius w mgnieniu oka przyszpilił ją do ściany, zaciskając potężną dłoń na jej gardle. "Jeśli *kiedykolwiek* jeszcze nazwiesz moją królową tym słowem, jeśli *kiedykolwiek* okażesz mojej królowej jakikolwiek brak szacunku, osobiście obedrę cię żywcem ze skóry na oczach twojej rodziny." Valerius zacisnął uścisk mocniej, by po chwili puścić i pozwolić dziewczynie osunąć się na ziemię. Z trudem łapała powietrze.
"Jeśli *ktokolwiek* z was chociażby zrani najmniejszy włosek na ciele mojej królowej, potraktujemy to jako akt wypowiedzenia wojny, i wierzcie mi, *nie* chcecie, żeby całe Piekło spadło na wasze głowy." Valerius mówił z niezachwianym autorytetem, a mroczna aura po prostu z niego emanowała. Żadne z nich nie ośmieliło się zaprotestować. Wszyscy po prostu skinęli głowami i z szacunkiem się ukłonili. "Spadajcie, zanim pozwolę mojemu bratu wybebeszyć was za krzywdzenie jego przeznaczonej." – odezwał się raz jeszcze Valerius. Wiedział, że Kaelar pragnął ich rozszarpać, a wolał uniknąć krwawej rzezi, biorąc pod uwagę, że właśnie usiłowali zjednoczyć królestwa. Zwyciężył rozsądek i ocalił życie tym szczeniakom.
Freya tkwiła w niemym szoku, niedowierzając, że ten mężczyzna stanął w jej obronie, mimo że nawet nie zdążyli się jeszcze poznać. Kaelar z kolei dumnie prężył pierś, spoglądając na swojego młodszego brata. Widział swoją królową po raz pierwszy i już był gotów rzucić dla niej świat na kolana. Wiedział, że reszta jego królestwa poszłaby za nim w ogień, ale w tej chwili był wręcz rozpierany przez dumę, mogąc nazywać Valeriusa swoim bratem i zastępcą.
~ ~ ~
Corbin nie wierzył w to, czego właśnie był świadkiem. Freya odnalazła swojego przeznaczonego i zrządzeniem losu okazał się nim sam Balor. Ten bezduszny potwór ją zniszczy! Musiał jej pomóc, ale jak niby miał tego dokonać? W starciu z Obsydianowym Królem był całkowicie bezradny. Cały świat wiedział, jakiego pokroju to był potwór, a on stał tu właśnie i rościł sobie prawa do Freyi! Przecież to Freya była jego! To on był tym, który stawał w jej obronie i zawsze próbował chronić ją przed niebezpieczeństwem. Nie mógł pozwolić, by ktokolwiek inny zbliżał się do czegoś, co należało wyłącznie do niego! Corbin, przepełniony irytacją i złością, wymknął się niepostrzeżenie i ruszył w stronę domu watahy, snując już w głowie zarys swojej misji "ratunkowej".
"Należysz do mnie, Freyu. Do nikogo innego, jeszcze zobaczysz." – pomyślał. Jego plan musiał zostać dopracowany w najmniejszym szczególe, pozbawiony miejsca na błędy czy potknięcia; nikt pod żadnym pozorem nie mógł się o nim dowiedzieć. I tak czekała go niezwykle trudna przeprawa, zważywszy na fakt, że jej przeznaczonym był sam Balor, a Książę Valerius osobiście zadeklarował pójście dla niej na wojnę.
~ ~ ~
Valerius uśmiechnął się łagodnie do Freyi i przedstawił się. "Jestem Valerius Hell. Książę Piekła albo Obsydianowy Książę; osobiście za tym tytułem nie przepadam. Kompletnie do mnie nie pasuje. Możesz mówić mi po prostu Valerius albo Val. Jestem *młodszym braciszkiem* tego tutaj." – rzucił, przewracając oczami i wskazując palcem na Kaelara.
Kaelar spuścił wzrok na swoją przeznaczoną i widząc wypisany na jej twarzy absolutny szok, delikatnie uniósł jej głowę, by wreszcie na niego spojrzała. "Wszystko w porządku, moja miłości?" – zapytał z wyraźną nutą troski, która jednak rozpłynęła się, gdy zauważył, jak na jej wargach zaczyna formować się słaby, nieśmiały uśmiech. "Mam na imię Freya Croft."
Jej imię to Freya. Najpiękniejsze, najbardziej seksowne imię, jakie w życiu słyszał. Jego Freya, Królowa Freya, jego mała Frey.
"Nazywam się Kaelar Balor Hell. Jestem Królem Piekła, Obsydianowym Królem, jak zresztą większość woli mnie nazywać. Jesteśmy swoimi przeznaczonymi, co czyni cię moją królową, kochanie." – Kaelar dumnie to ogłosił. Następnie pochylił się w jej stronę i zmysłowym, chropowatym głosem wyszeptał: "Czy jesteś gotowa, bym wielbił każdy cal twojego umysłu, ciała i duszy, skarbie?"
















