VOKTOR
Wyszła z garderoby w tej sukience i przysięgam — zapomniałem, jak się oddycha.
Czarna. Obcisła. Elegancka. Zabójcza.
Sukienka opinała każdą krzywiznę, jakby została uszyta bezpośrednio na jej ciele. Jej skóra — miękka i blada — zdawała się lśnić w świetle, rzucając cienie wzdłuż delikatnego skosu szyi i słodkiego wcięcia w talii. To było zbyt wiele. Zbyt kuszące. Zbyt „jej”.
I jakimś cudem,
















