Oczy Voktora były dzikie, a jego włosy w nieładzie, sterczały we wszystkich kierunkach, jakby od godzin przeczesywał je palcami, rwąc z bezsilności. Doktor Arik zawahał się przed zabraniem głosu, a ciężar panujący w pokoju boleśnie osiadł na jego barkach. Było jasne, że wiedział — stał przed mężczyzną balansującym na krawędzi szaleństwa.
— Na co, do kurwy nędzy, czekasz? Mam ci władować kulę w ten
















