VOKTOR
Co ona, u diabła, robiła?
Zamarłem w progu, patrząc na dziewczynę skuloną na podłodze, jakby to było jej miejsce. – Co ty robisz? – zapytałem, a mój ton był ostrzejszy, niż zamierzałem. Jak można się było spodziewać, wzdrygnęła się. Zawsze to robiła — za każdym razem, gdy się poruszyłem, odezwałem lub nawet patrzyłem na nią zbyt długo.
Sam ją tu przyniosłem po opatrzeniu jej stopy, myśląc, że przynajmniej w moim pokoju będzie jej wygodniej. Oznaczało to pożegnanie ze Sloane, szatynką, z którą miałem spędzić ten dzień. Świetna wymiana — seks na niańczenie.
Siedziała na zimnej podłodze obok łóżka, a jej wielkie oczy uciekały ku mnie z obawą, jakbym zaraz miał ją uderzyć.
– Co ty robisz na podłodze? Wchodź na łóżko – powiedziałem, wskazując palcem. Zawahawszy się, jej usta zadrżały. Westchnąłem. – Nie zmuszaj mnie, bym się powtarzał.
To podziałało. Zerwała się i przysiadła sztywno na krawędzi materaca; jej ciało było napięte jak zwinięta sprężyna. Przyglądałem jej się przez chwilę, po czym mruknąłem: – Odsun się od krawędzi. Nie chcę cię później zeskrobywać z podłogi.
Przesunęła się zaledwie o centymetr. Niewiarygodne.
Przetarłem dłonią twarz i sięgnąłem po telefon. Skoro ojciec chciał mnie ożenić, to był jego bałagan i on musiał się z niego tłumaczyć.
> Voktor: Skoro chciałeś mnie ożenić, nie mogłeś znaleźć kogoś, kto nie potrzebuje instrukcji, żeby oddychać?
Przeczytał wiadomość od razu. Typowe.
> Ojciec: Traktuj ją dobrze. Ta dziewczyna przeszła przez rzeczy, których nawet sobie nie wyobrażasz.
Zacisnąłem szczękę. – Fantastycznie – mruknąłem pod nosem. Tylko dlatego, że sam był nieszczęśliwy, nie musiał wciągać mnie w swój osobisty projekt odkupienia.
> Voktor: Ona nie zachowuje się jak żona. Czuję się, jakby mi podrzucono dziecko do niańczenia.
Jego odpowiedź nadeszła tym razem wolniej.
> Ojciec: Małżeństwo polega na trosce. Naucz się tego. Nie możesz zarządzać firmą, jeśli nie potrafisz zapanować nad własnym domem.
Miałem ochotę rzucić telefonem. Zamiast tego odłożyłem go na szafkę nocną i zacząłem się rozbierać. Jej plecy zesztywniały w sekundzie, gdy moja koszula wylądowała w koszu na pranie.
Zawahałem się przy slipach, po czym wzruszyłem ramionami. Po co udawać? Prędzej czy później i tak mnie zobaczy. Jej rzęsy zatrzepotały, a oczy natychmiast się zamknęły, gdy tylko się ich pozbyłem. Prawie się roześmiałem. Mojego ciała nie należało się bać — było czymś, o co ludzie błagali. Zazwyczaj.
Ale na myśl o dotknięciu jej, coś we mnie pękło. Wyglądała na zbyt młodą, zbyt kruchą, jakby jeden zły ruch miał ją roztrzaskać.
Odwróciłem się i wszedłem do łazienki, zatrzaskując drzwi mocniej, niż to było konieczne. Woda zasyczała, parząc moją skórę. Moja dłoń automatycznie powędrowała w dół, umysł przywoływał krągłości Sloane, jej jęki, jej usta —
Ale wtedy pojawiła się Elara.
Jej wielkie, zielone oczy.
Blizny przecinające jej plecy.
Ciche drżenie jej oddechu, gdy jej dotknąłem.
Napięcie w moim ciele opadło. Otworzyłem gwałtownie oczy, a woda uderzała o moją twarz. Podniecenie zniknęło, zgaszone jak płomień w deszczu.
– Co jest, do diabła – mruknąłem zdegustowany — sobą, nią, tym wszystkim.
---
Następnego ranka była cicho. Patrzyłem, jak skubie rąbek swojej za dużej koszuli; moje crocsy połykały jej maleńkie stopy, gdy starała się nie potknąć.
– Wsiadaj do samochodu – powiedziałem, otwierając drzwi pasażera. Zawahawszy się, spojrzała na mnie, jakbym wciągał ją w pułapkę. Zsunąłem okulary przeciwsłoneczne na tyle, by nasze oczy mogły się spotkać. – Powiedziałem, wsiadaj.
Natychmiast posłuchała, naciągając koszulę niżej na kolana. Obszedłem auto, wsunąłem się na fotel kierowcy i zapaliłem silnik.
Cisza wypełniła samochód, ciężka i niezręczna. Moje palce wystukiwały rytm na kierownicy. Nie powinienem obchodzić się jej milczeniem, ale było w nim coś, co wchodziło mi pod skórę.
Miniona noc przemknęła mi przez myśl — to, jak rzucała się przez sen, z otwartymi ustami, z których nie wydobywał się żaden dźwięk, i z zaciśniętymi w panice powiekami.
To nie był krzyk. To było coś gorszego.
Spojrzałem w bok. Gapiła się przez okno, kurczowo ściskając splecione dłonie, jakby przygotowywała się na cios czegoś niewidzialnego.
I z powodów, których nie potrafiłem wyjaśnić, zapragnąłem dowiedzieć się, co ją prześladowało.
















