Weston przełknął rozpaczliwe zaprzeczenie palące go w głębi gardła. Cisza w rozległym salonie ciągnęła się gęsta i ciężka, dusząc powietrze między nimi. Stał sztywno, z zaciśniętą szczęką tak mocno, że aż bolały go zęby. Głębokie, dawne poczucie długu wobec rodziny Staffordów trzymało go w miejscu, krępując jego słowa. Jego myśli krążyły w nieskończonych cyklach wokół poświęceń, na jakie lata temu














