— Dobrze. Zapłacę za twoje rachunki medyczne — wypluł Hector przez zaciśnięte zęby, a jego twarz stała się napiętą maską tłumionej furii i paniki.
Sutton niedbale rzuciła lśniące, srebrne pióro prosto na jego kolana. — Najpierw podpisz ugodę. Nie mogę pozwolić, żebyś potem biegał na policję z płaczem, twierdząc, że cię szantażowałam.
Hector pochylił się nad papierem z morderczym wyrazem twarzy. Wiedział, że kancelaria Westona reprezentuje zakład, a Weston osobiście nakazał mu dopilnować, by Sutton dostała nauczkę. Próbował użyć tej przewagi, ale ta kobieta była absolutnie przerażająca w swoim nieugiętym uporze. Przerażony, że zdemaskowanie jego nieślubnego dziecka ściągnie na niego gniew potężnego teścia, Hector chwycił pióro tak mocno, jakby zaraz miało pęknąć. Nabazgrał swój podpis, po czym wyciągnął telefon. Chwilę później na ekranie Sutton zabrzęczało powiadomienie. Sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów, przelane bezpośrednio na jej konto bez słowa komentarza.
Sutton sprawdziła stan konta, odwróciła się na pięcie i odeszła. Dokładnie w momencie, w którym przekroczyła bramę parku z kutego żelaza, wyciągnęła telefon i przewinęła listę kontaktów. Hector myślał, że właśnie kupił jej milczenie. Srodze się mylił. Bez cienia wahania napisała wiadomość, w której szczegółowo opisała istnienie jego ukrywanego, nieślubnego dziecka, i wcisnęła „wyślij”, dostarczając ten wybuchowy sekret prosto do bogatej żony Hectora.
Wsunęła telefon z powrotem do kieszeni, a jej oczy były zimne. Uśmiechnęła się kpiąco pod nosem. Te pieniądze nigdy nie były pieniędzmi za milczenie. Były absolutnym minimum rekompensaty za piekło, które przeszła. Była bezwzględnie zdeterminowana, by ujawnić mroczne, ukrywane sekrety Szpitala Psychiatrycznego Elmridge przed opinią publiczną i kawałek po kawałku zniszczyć skorumpowane imperium Hectora.
Kilka mil stąd Weston wysiadł z windy w swoim wieżowcu. Trzymał w dłoni kubek ulubionego, mrożonego waniliowego latte Sutton z drogiej kawiarni w centrum miasta. Szczerze liczył na to, że ten drobny gest załagodzi sytuację po pełnym napięcia dniu. Sama myśl o tym, jak Sutton ucieszy się z kawy, wywołała na jego ustach delikatny uśmiech.
Ale jego pełen nadziei, przystojny uśmiech natychmiast zniknął.
Korytarz przed jego drzwiami wejściowymi był całkowicie zatarasowany. Dziesiątki kartonowych pudeł ułożono jedno na drugim, tak wysoko, że niemal blokowały dostęp do drogich, mahoniowych drzwi. Jedno z tańszych, lichych pudeł leżących na samym dole całkowicie przesiąkło. Śmierdząca kałuża gnijącego jedzenia na wynos i tanich, splątanych ubrań wyciekała na nieskazitelnie czysty dywan. Sutton bezlitośnie wyrzuciła wszystkie rzeczy Lydii prosto ze swojej posiadłości.
Lodowata, dusząca frustracja zacisnęła się na klatce piersiowej Westona. Wpatrywał się w ten cuchnący bałagan, a jego szczęka się napięła. Lydia przebywała w Elmridge zaledwie miesiąc, a on osobiście zadbał o to, by ominęły ją surowe programy rehabilitacyjne. Szczerze wierzył, że Sutton nie była osobą, która żywiłaby małostkową, mściwą urazę, ale patrząc na tę katastrofę, nabrał przekonania, że jest inaczej.
Wyciągnął telefon i natychmiast zadzwonił do swojego asystenta, Declana Bootha. — Przyjeżdżaj tu natychmiast — warknął Weston, a jego głos odbił się echem w cuchnącym korytarzu. — Znajdź nowe miejsce dla Lydii i Stelli, i to szybko. Jeszcze dziś. Nie pozwolę, żeby wylądowały na ulicy.
W ciągu godziny Declan przyjechał z drugą osobą z kancelarii, Sienną, by pomóc opanować tę katastrofę. Szybko zabezpieczyli mieszkanie w przylegającym do ich budynku luksusowym kompleksie i zaczęli znosić śmieci.
Sienna zmarszczyła nos, podnosząc jedno z oklejonych taśmą pudeł. — Panie Hayes, słyszałam, że Stella trafiła dziś do szpitala — powiedziała, a w jej głosie pobrzmiewała jawna litość nad delikatną kobietą. — Co za biedne dziecko. Patrząc, jak jej mama jest tak poniewierana, nic dziwnego, że dziewczynka rozwinęła u siebie tak głęboki autyzm.
Pochyliła się w bok, próbując zajrzeć za barykadę do mieszkania. Zakładając, że Sutton była w środku, celowo zniżyła głos. — Czy Sutton nie posuwa się za daleko? Wyrzucenie Lydii i jej chorej córki na korytarz w ten sposób jest po prostu bezduszne.
Postawa Westona instynktownie zesztywniała. — Tamto mieszkanie należy do Sutton.
Sienna parsknęła otwarcie, poprawiając chwyt na kartonie. — Więc to daje jej prawo do zachowywania się jak tyran i gnębienia innych? — Schyliła się, by podnieść kolejne pudło, całkowicie ignorując niebezpieczne sygnały ostrzegawcze błyskające w oczach Westona. Nie przestawała mleć językiem. — Nie ma żadnej rodziny i startowała z niczym. Gdyby się pan nad nią nie zlitował, utknęłaby na samym dnie łańcucha pokarmowego na zawsze.
Prawnicy cieszyli się w mieście szczególnym prestiżem, podobnie jak lekarze czy policjanci. Przynosili nadzieję ludziom, którzy sięgnęli dna, a Weston, dzięki swoim głośnym zwycięstwom dla poszkodowanych, był postrzegany jak bohater. Dla Sienny ta praca była drabiną. Święcie wierzyła, że gdyby Lydia nie usunęła się w cień lata temu, kobieta taka jak Sutton nigdy nie miałaby szans na poślubienie mężczyzny z elity, takiego jak Weston.
Oczy Westona natychmiast zwęziły się jak mordercze sztylety. Zrobił krok do przodu, a jego potężna sylwetka rzuciła mroczny cień na korytarz.
— Sienna. — Jego głos był bezwzględnym, lodowato zimnym biczem, który od razu ukrócił jej plotkowanie. — Sutton to moja żona. Jest moją rodziną. Niech nigdy więcej nie usłyszę, żebyś wypowiadała się o niej w ten sposób.
Słysząc to, Sienna zbladła jak ściana. Zamknęła usta, w duchu przeklinając pod nosem, wstrząśnięta faktem, że Weston rzeczywiście stanął w obronie Sutton, gdy wszyscy zakładali, że wciąż jest zapatrzony w Lydię.
Declan szybko wszedł między nich, by przełamać gęste napięcie. — W porządku, ruszajmy z tym. Zrobiłem już dwa kursy na dół do furgonetki. Jeśli będziemy to dłużej przeciągać, Stellę wypiszą ze szpitala, zanim w ogóle zdążymy skończyć.
Sienna weszła pospiesznie do windy ze swoim pudłem, kipiąc w milczeniu ze złości. Parsknęła w duchu, zniesmaczona tym, że kobieta świeżo po wyjściu z zakładu dla obłąkanych ośmieliła się stroić fochy do Westona Hayesa. W momencie, gdy drzwi windy otworzyły się w holu, nieostrożnie upuściła pudło. Mokry karton rozerwał się natychmiast. Zatłuszczone pojemniki po jedzeniu i śmieci wysypały się na podłogę, chlapiąc jej po butach.
— Co jest z nią, do cholery, nie tak? — narzekała Sienna, z siłą kopiąc zniszczone pudło. — Declan, ubrudziłam sobie ubrania tymi śmieciami. Wracam do domu, żeby się przebrać.
Gdy korytarz został w końcu oczyszczony z bałaganu, Weston siedział sam w swoim samochodzie na podziemnym parkingu. Cisza w aucie potęgowała jego głębokie wyczerpanie. Ogromna sprawa korporacyjna, nad którą ostatnio pracował, była koszmarem i to właśnie z powodu tej przytłaczającej papierologii celowo zostawił Sutton w Elmridge o kilka dni dłużej. Kiedy tylko złapał oddech, przywiózł ją do domu i nawet poprosił pokojówkę o ugotowanie jej ulubionych dań.
Naprawdę tego nie rozumiał. Wyraźnie obiecał, że gdy Lydia i Stella już się ustatkują, odda resztę swojej pensji Sutton. Nie potrafił pojąć, dlaczego Sutton wciąż urządzała takie awantury z powodu kobiety, która nie miała nic.
Jego kipiacy gniew gwałtownie się przelał. Nie mógł pojąć skrajnej wrogości Sutton wobec kobiety, którą uważał za całkowicie nieszkodliwą. Tylko dlatego, że zabrał Stellę do szpitala, Sutton wyrzuciła rzeczy Lydii na śmieci? Lydia wycierpiała już dość znęcania się, a Stella miała głęboki autyzm.
Spojrzał wściekle na nietkniętą, drogą kawę stojącą na siedzeniu pasażera. Jego szczęka mocno się zacisnęła. Bez chwili namysłu chwycił kubek, opuścił szybę i z furią wyrzucił napój prosto do betonowego śmietnika.
Na drugim końcu miasta Sutton siedziała w ciasnym, tanim pokoju hotelowym. Przestrzeń była niewielka i pachniała lekko tanim, przemysłowym środkiem czystości. Jej własne mieszkanie wyglądało teraz jak wielka strefa katastrofy, czekająca na kosztowne naprawy i profesjonalne malowanie, by zetrzeć smród i szkody, które zostawiła po sobie Lydia.
Rozciągnęła się na twardym materacu, a jej umysł był mocno nastawiony na przeprowadzenie szybkiego, czystego rozwodu. Mężczyźni byli dla niej niczym więcej niż zbędną przyprawą do życia, ale pieniądze stanowiły jego główne danie. Nie zamierzała przeciągać tej prawnej batalii. Spokojnie przeglądała w telefonie oferty pracy, szukając zleceń jako korepetytorka, ponieważ jej dawne stanowiska administracyjne były rzadkością w trakcie przerwy letniej.
Po wyczerpującym miesiącu w Elmridge, podczas którego przetrwała na jednym nędznym posiłku dziennie, jej żołądek odzwyczaił się od pełnych porcji. Zjadła za dużo podczas lunchu, co zmusiło ją do przeniesienia się do ciasnej łazienki.
Siedząc na toalecie, kontynuowała przewijanie stron w telefonie. Jej skupienie zostało gwałtownie przerwane, gdy na ekranie wyskoczyło nowe powiadomienie z Instagrama.
Lydia właśnie opublikowała nową relację.
Sutton kliknęła alert. Zdjęcie załadowało się na ekranie, a ona wydała z siebie krótki, rozbawiony oddech. Było to niezwykle prowokacyjne zdjęcie przedstawiające zabałaganione, niepościelone podwójne łóżko. Na wygniecionych, białych prześcieradłach na samym środku leżała celowo nierozpakowana prezerwatywa, rzucona tak, by natychmiast przyciągać wzrok. W rozmytym tle kadru na brzegu materaca siedział mężczyzna. Jego twarz była nieostra, ale szerokie ramiona, charakterystyczna postawa i profil niezaprzeczalnie należały do Westona.
Przyprawiający o mdłości podpis pod zdjęciem głosił: *Wdzięczna za ciebie. Moje marzenia naprawdę się spełniają.*
Sutton pozostała całkowicie niewzruszona tą rażącą wojną psychologiczną. Ten żałosny pokaz nie sprawił nawet, że jej serce zadrżało. Leniwie stuknęła w pole komentarza i wystukała zgryźliwą, sarkastyczną odpowiedź:
*Dzięki za zebranie śmieci.*
Wcisnęła „wyślij”. Nie minęło nawet dziesięć sekund, gdy ekran jej telefonu rozbłysnął połączeniem przychodzącym od Westona.
Odebrała, trzymając głośnik centymetr od ucha.
— Sutton! — wściekły głos Westona huknął w słuchawce. — Wyrzuciłaś rzeczy Lydii w błoto, a teraz publicznie z niej kpisz w internecie? Próbujesz celowo doprowadzić ją i jej kruchą córkę na skraj załamania?
Sutton przewróciła oczami, a na jej ustach pojawił się zimny uśmieszek. — Och, skoro mówimy o wyrzucaniu rzeczy, wyślę ci później zdjęcia mojego mieszkania. Lydia całkowicie zrujnowała mój dom. Skoro to ty bawiłeś się w wybawcę i pozwoliłeś jej się wprowadzić, to ty zapłacisz za te niezaprzeczalne zniszczenia. — Przerwała, a jej ton ociekał leniwym sarkazmem. — A tak dokładnie, to w jaki sposób z niej kpię?
— Skomentowałaś jej post! — warknął, ignorując jej żądania finansowe. — Przez twój głupi, złośliwy komentarz wypłakuje sobie oczy. Stella odchodzi od zmysłów z przerażenia!
— Opublikowała zdjęcie publicznie — odparowała gładko Sutton. — Czy nie o to właśnie chodziło? Żeby ludzie je obejrzeli i zostawili komentarz?
— Sutton, przestań robić problemy...
— Weston, zamknij się i posłuchaj — przerwała mu ostro Sutton, zniżając głos do lodowatego tonu. — Po prostu przelej natychmiast pieniądze na moje konto w ramach rekompensaty i sfinalizujmy ten rozwód. W przeciwnym razie mam mnóstwo kreatywnych sposobów, by zamienić życie Lydii w absolutny koszmar.
— Nie zgadzam się na rozw...
Sutton rozłączyła się, zanim zdążył w ogóle sformułować resztę swojej odmowy, rzucając urządzenie na blat łazienkowy.
W nowiutkiej, sfinansowanej przez Westona luksusowej sypialni w sąsiednim kompleksie atmosfera była gęsta od wykreowanego żalu. Lydia siedziała na krawędzi miękkiego materaca, głośno zawodząc. Dramatycznie przyciskała drżącą Stellę do piersi, używając małej, cichej dziewczynki jako żywej tarczy. Stella po prostu tam stała, zamrożona, dygocząc lekko z czystego przerażenia.
Weston odchylił głowę do tyłu, zamknął na chwilę oczy, by zebrać resztki rozbitej cierpliwości, i doczłapał z powrotem do sypialni. Był zmęczony do szpiku kości, wyczerpany tym niekończącym się konfliktem.
Gdy Lydia zobaczyła wracającego Westona, pociągnęła nosem, próbując stłumić głośne szlochy, udając przy tym całkowitą niewinność w związku z prowokacyjnym zdjęciem. — Wes, przysięgam, że to było tylko jedno zdjęcie! W ogóle nie chciałam sprowokować Sutton. Chciałam tylko uwiecznić tę chwilę, wiesz? Chciałam zapamiętać to uczucie bezpieczeństwa.
Weston westchnął ze zmęczeniem; jego gniew na Sutton całkowicie zaślepił go na jawną manipulację, która działała się na jego oczach. Usprawiedliwił zachowanie Lydii, wierząc, że była po prostu kruchą ofiarą, reagującą pod wpływem traumy.
— Sutton nie miała niczego złego na myśli. Nie nadinterpretuj tego, co dzieje się w internecie — zamruczał miękko Weston, wręczając Lydii czystą chusteczkę ze szafki nocnej. — Jest późno. Ty i Stella powinnyście odpocząć. Wrócę jutro i to wszystko załatwię.
— Dziękuję, Wes — wyszeptała Lydia, spoglądając na niego szeroko otwartymi, zaszklonymi łzami oczami.
Weston odwrócił się, żeby wyjść na noc, kierując ciężkie kroki w stronę drzwi sypialni.
Dokładnie w momencie, w którym jego plecy były całkowicie odwrócone i nie mógł ich już widzieć, bezbronne łzy natychmiast zniknęły z twarzy Lydii. Mroczny, złośliwy błysk gwałtownie zalśnił w jej oczach. Jej twarz wykrzywiła się w czystej, jadowitej irytacji.
Bez sekundy wahania podniosła ręce i z siłą popchnęła przerażone dziecko na podłogę.














