— Dzień dobry, pani Hayes. — W drzwiach sali szpitalnej pojawiła się Lydia. Musiała usłyszeć część ich rozmowy, bo teraz spoglądała na Marthę z troską.
Lydia weszła do sali, niosąc pudełko odżywki białkowej. — Właśnie usłyszałam, że pani ucierpiała i przyszłam sprawdzić, jak się pani miewa. Jak się pani czuje?
— Widzisz? Nawet Lydia się o mnie martwi, podczas gdy Sutton tylko gra mi na nerwach. —














