Przypadkowy mąż miliarder

Przypadkowy mąż miliarder

Autor: Olivia Smith

5- Nie jest Sebastianem.
Autor: Olivia Smith
6 cze 2026
Weszła do windy w okazałym budynku Sterling International. Pierwszych piętnaście pięter pełniło funkcje hotelowe, a kolejne od szesnastego do dwudziestego przeznaczono na powierzchnie biurowe. Gdy tylko drzwi windy rozsunęły się na dwudziestym piętrze, na zewnątrz czekała na nią kobieta z przyjemnym uśmiechem na twarzy. – Seraphina Vance? – Zbliżyła się do Seraphiny, by uścisnąć jej dłoń, gdy tylko dziewczyna przytaknęła. Po prostu nie mogła się doczekać, aż podzieli się tą nowiną z Clarą. Przez całą noc śniła o nowym lokum, o jedzeniu, które wreszcie będzie mogła kłaść na stół, i o ubraniach, które będzie mogła sobie kupić i w nich chodzić. Tamta obnoszona ołówkowa spódnica nadawała się już tylko do kosza. Kostium, w który ubrała się dzisiaj, zorganizował dla niej Sebastian. Nalegał, by go włożyła, a zapłacić mu mogła później, kiedy już dostanie tę pracę. Ten zdystansowany mężczyzna, który nie wydawał się umieć uśmiechać, śmiać ani nawet podtrzymywać rozmowy, okazał się niezwykle troskliwy. – Proszę. Tędy. – Głos kobiety przerwał jej przemyślenia, a ta otworzyła drzwi z tabliczką z napisem: Julian Mercer (Wiceprezes). Weszła do biura i natychmiast zachwyciła się jego morską kolorystyką. Za biurkiem siedział mężczyzna, który podniósł się z miejsca od razu po tym, jak ujrzał ją wchodzącą do pokoju. – Seraphina Vance? Nazywam się Julian Mercer. Miło mi panią poznać. – Seraphina była zaskoczona widokiem tak młodego mężczyzny o wyjątkowo czarującej osobowości. Spodziewała się kogoś znacznie starszego, z kilkoma siwymi włosami przynajmniej na skroniach. Ten zdawał się być ledwie po dwudziestce. – Dzień dobry, Julianie. – Seraphina posłała mu swój najlepszy uśmiech, odwzajemniając uścisk dłoni. Chociaż wydało jej się to trochę dziwne, że Wiceprezes opuścił swoje stanowisko tylko po to, by się z nią przywitać. – A więc, Seraphino. Po przeanalizowaniu pani CV, po prostu... nie mogliśmy zatrudnić pani na tym poprzednim stanowisku. Ale proszę mi wierzyć. Na tym posada praca z nami na pewno przypadnie pani do gustu. Potrzebujemy kogoś, kto potrafi stawić czoła wyzwaniom i zajmie się obsługą naszych nadchodzących kawiarni, w których zatrudniać będziemy kobiety w roli menedżerek i kelnerek. Krótko mówiąc: wyłącznie kobiecy personel. To będzie nasze najmłodsze dziecko, dlatego potrzebujemy dla niego wszystkiego, co najlepsze. Serce Seraphiny biło podekscytowanym rytmem. Nie mogła się doczekać, kiedy rozpocznie pracę. Przysunął do niej teczkę. – Oto pani umowa. Proszę dokładnie zapoznać się z regulaminem, panno Vance. Wszystko jest napisane czarno na białym. Jednakże od razu podkreślę jedną rzecz. Ostatni warunek stanowi, że jeśli zdecyduje się pani na odejście od nas przed upływem dwóch lat, zapłaci nam pani dwa miliardy dolarów kary lub trafi pani do więzienia. Serce Seraphiny zamarło w piersi. Julian Mercer mówił dalej: – Wkładamy ogromny wysiłek w zapewnienie naszym pracownikom udogodnień i nie wyobrażamy sobie sytuacji, w której cały nasz nakład finansowy oraz energia pójdą na marne. Będziemy zatem potrzebować pewnego rodzaju gwarancji lub zabezpieczenia. Otwierając dokumenty, po tym, gdy w żaden sposób tego nie skomentowała, znów usłyszała jego głos: – Dla pani wygody może pani oczywiście skonsultować to z dowolnie wybranym przez siebie prawnikiem. Ale jesteśmy dość popularni na rynku i nigdy byśmy nie złamali danego słowa. Szacunek naszych pracowników do samych siebie naprawdę ma dla nas ogromne znaczenie. Seraphina nie potrzebowała z nikim rozmawiać. Słyszała o nich sporo, zarówno od ich klientów, jak i samych pracowników. Kilka miesięcy wcześniej bardzo chciała u nich pracować, głównie przez wysokie wynagrodzenia, jakie oferowali swojemu personelowi, jednak Tristan uważał to za zły pomysł i przez to straciła swą szansę. Ta praca przyniosłaby jej w końcu stabilizację finansową. A przynajmniej miałaby więcej pieniędzy, niż Tristan i Vanessa razem wzięci. Byłoby ją w końcu stać na to, by wytoczyć im sprawę sądową i odzyskać zarówno mieszkanie, jak i swoją pracownię. Nigdy nie pozwolili jej przecież zabrać swoich prywatnych rzeczy ani z mieszkania, ani tym bardziej jej własnoręcznie zrobionych mebli z warsztatu. Miała już u boku przystojnego faceta. Teraz przyszedł czas na przetestowanie głębokości wody. – Wchodzę w to, panie Mercer. – Podjęła decyzję, ale dlaczego miała wrażenie, jakby Julian Mercer odetchnął z ulgą? Och! Z pewnością tylko jej się to wydawało. Bez dłuższego namysłu podpisała umowę. Julian zabrał teczkę i wstał z krzesła, by omijając biurko, ponownie podejść do niej i podać jej dłoń. – Moje gratulacje, panno Vance. Witamy na pokładzie. – Mam nadzieję, panie Mercer, że wkrótce udowodnię panu, że jestem godna pańskiej oceny. – Mów mi proszę Julian. – W takim razie. – Jej twarz w jednej chwili zaczęła promienieć. – mów mi Seraphina. – Miło mi cię poznać, Seraphino. – Mnie ciebie również, Julianie. Julian zawołał do siebie asystentkę, panią Olivię, i poprosił ją, by dokładnie oprowadziła Seraphinę po biurze. Swój pierwszy dzień pracy miała zacząć zaraz po weekendzie. Gdy tylko opuściła biuro wraz z Olivią, Julian czym prędzej dopadł telefonu i wykręcił odpowiedni numer. – Dominic. Niemożliwe stało się możliwym. Podpisała umowę. A ty teraz nie zapominaj. Jesteś mi dłużny dokładnie to, o co prosiłem. Po drugiej stronie zapadła cisza, po czym przez głośnik przebił się jego ciężki głos: – Dobrze wiem. Nie martw się. – Właśnie miał się rozłączyć, gdy Julian znów się odezwał. – A tak przy okazji, Dominic? – O co znów chodzi? – Ależ ona jest piękna, stary. Po drugiej stronie słuchawki znowu zapanowała cisza, a po chwili Julian usłyszał stłumione syknięcie, co szczerze go rozbawiło. – Lepiej się od niej trzymaj z daleka, koleś. *** Po powrocie do domu była w wyśmienitym nastroju i mocno go przytuliła. – Och, Sebastian. To zasługuje na kolację i toast. Zabieram cię gdzieś dziś wieczorem. Nie uwierzysz w to. Na wargach Dominica błąkał się lekki uśmiech. Otworzyła usta, by dokończyć, kiedy nagle jej telefon zaczął dzwonić. Spojrzała na wyświetlacz i szeroko się uśmiechnęła. – To moja przyjaciółka. Została w salonie, z kolei Dominic ruszył do sypialni, dając jej tym samym trochę prywatności. – Och, Clara. O mój Boże. Tak się cieszę, że dzwonisz. Ale najpierw powiedz mi co u Angeli. Jak się miewa? – Z mamą już lepiej. To był tylko łagodny zawał serca. Mają ją dziś wieczorem wypisać ze szpitala, ale sama dotrę do was dopiero jutro. Bo wiesz? Moje zobowiązania! – Oczywiście. W pełni cię rozumiem, Claro. – To co chciałaś mi powiedzieć, Sera? Dawaj, wyduś to wreszcie z siebie! Proszę cię, powiedz tylko, że Tristan i Vanessa popełnili samobójstwo. – Och. – Seraphina zaśmiała się i przewróciła oczami. – Daj spokój, Clare. – Rozglądając się dookoła, wyszeptała do telefonu: – Dostałam fantastyczną posadę w Sterling International. Zatrudnili mnie jako szefową na cały stan w ich nowym projekcie. – Co? O kurczę, Sera. Przecież to spełnienie twoich najskrytszych marzeń. Zawsze pragnęłaś u nich pracować. – Tak. Gwarantują mi pełne zakwaterowanie, auto do dyspozycji, osobistego szofera i niezłą pensję... – Tak bardzo się cieszę, Seraphino. – Seraphina wyraźnie czuła, że jej przyjaciółka była na granicy płaczu. Sama również robiła się coraz bardziej emocjonalna podczas tej rozmowy. – Wszystko to zawdzięczam tylko tobie, Claro. Postawiłaś mnie na nogi i zorganizowałaś mi w tak krótkim czasie wspaniałego pana młodego. Miałaś stuprocentową rację, kiedy pisałaś, że jest wręcz nieziemsko gorący. A tak przy okazji. Bardzo wielka szkoda, że jest gejem. No i... – Sera! – Nie była w stanie nawet dokończyć zdania, gdy dobiegł ją pełen niepokoju głos Clary: – O czym ty w ogóle do mnie mówisz? – Mówię o Sebastianie, głuptasie. O tym, z którym umówiłaś mnie w Luna's Diner... – O. MÓJ. BOŻE! Sera gdzie ty teraz u diabła jesteś? – Dlaczego pytasz? Ja... Ja jestem... w swoim mieszkaniu, to chyba naturalne. – Sera próbowała obrócić to w żart. – Skarbie. Uciekaj. Wydostań się z tego miejsca w TEJ CHWILI! – Co ty przez to rozumiesz? I dlaczego brzmisz na taką zdenerwowaną? – Nie jestem zdenerwowana, głuptasie. Jestem przerażona. Sebastian jest kumplem mojego kumpla i w ten sam ranek, w który miał się z tobą spotkać, miał wypadek. Sama dowiedziałam się o tym dość późno. – Claro. Jak to w ogóle możliwe? To mógł być tylko drobny wypadek i... – Nie bądź głupia, Sera. Został ranny i zabrano go do szpitala. Wciąż jest w śpiączce. Panika zawładnęła nagle jej zmysłami. W stanie absolutnego przerażenia wbiła wzrok w drzwi swojej sypialni. – M... Claro! – Skarbie. Nie martw się. Uspokój się. Dobrze? Po prostu wyjdź stamtąd i jak najszybciej uciekaj. Ten gość to wcale nie Sebastian. To jest ktoś zupełnie inny. – Clara kontynuowała swój wywód, lecz Seraphina po prostu stała tam w bezruchu z kompletnie sparaliżowanym od drętwienia ciałem. Telefon wypadł jej z rąk na podłogę. Sebastian nigdy tam nie dotarł. A ona poślubiła obcego mężczyznę, który zamieszkał z nią, jakby gdyby nigdy nic, a na dodatek bez skrępowania rozkoszował się przygotowywanymi dla niego posiłkami. Ten skurwysyn!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki