POV: Elodie
Moja dłoń piekła, a ostra wibracja uderzenia rozeszła się w górę mojego ramienia i osadziła w klatce piersiowej. Ciężki bas baru zdawał się gasnąć w stłumiony szum, zastąpiony przez zbiorowy wdech otaczającego tłumu. Nikt się nie poruszył. Nikt nie odważył się odezwać. Stałam na swoim miejscu, a moja klatka piersiowa unosiła się ciężko, gdy wpatrywałam się z wściekłością w mężczyznę, który dręczył mnie w młodości.
"Nie masz prawa komentować mojego życia ani mojego związku", powiedziała, a mój głos drżał z mieszanki furii i strachu. Wymusiłam z siebie te słowa, zdesperowana, by wyznaczyć granicę między nami. "Mój ojciec znalazł mi partię, ale Corbin bardzo się stara, żeby przekonać go do naszego małżeństwa. Jestem zdumiona, że jeszcze mnie pamiętasz, ale tak, wychodzę za Corbina, bo jest słodki, opiekuńczy, uprzejmy – i jest moim przeznaczonym. Ty nie jesteś żadną z tych rzeczy, Ronanie. Więc przestań wsadzać nos w nie swoje sprawy."
Mój oddech był urywany, przejawiający się w krótkich, nierównych wdechach. Nie wiedziałam, dlaczego czułam potrzebę tłumaczenia mu się albo streszczania mojego życia, ale nie mogłam już cofnąć tych słów. Zawisły w powietrzu, gęste i trwałe, obnażając prywatne szczegóły mojego życia przed wszystkimi w pomieszczeniu.
Mięsień na ostrej linii szczęki Ronana drgnął. Powoli, wręcz mechanicznie, podniósł dłoń i dotknął swojego prawego policzka. Moje oczy powędrowały za jego ręką, zatrzymując się na bladym, piekącym odcisku moich palców rozprzestrzeniającym się na jego skórze.
Przełknęłam ślinę, a nagły chłód oblał całe moje ciało. Uderzenie go w twarz w zatłoczonym barze nie było najmądrzejszym posunięciem z mojej strony, biorąc pod uwagę jego zuchwałość. Ale on zignorował fizyczne pieczenie ciosu. Nie oddał mi. Nawet się nie wzdrygnął. Zamiast tego po prostu opuścił rękę, a jego ciemne oczy wbiły się w moje z intensywnością, która przyprawiała mnie o gęsią skórkę.
"Ten dupek to twój przeznaczony?" odparował. To pytanie było drwiną, wygłoszoną w tonie czystego niedowierzania, które przecięło się prosto przez moje osłony.
Skrzyżowałam mocno ramiona na klatce piersiowej, by fizycznie powstrzymać się przed uderzeniem go po raz drugi. Moje palce wbiły się w materiał sukienki. Próbował mnie sprowokować, popychać, aż stracę kontrolę. Nie mogłam pozwolić mu wygrać. Nie mogłam dać mu satysfakcji z patrzenia, jak pękam.
"Sama nie wiem, dlaczego w ogóle tracę na ciebie czas", powiedziałam zaciśniętym głosem.
Szybkim, ostrym ruchem wyrwałam mu torebkę prosto z ręki. Nie dbałam o zaproszenie wciąż zaciśnięte w jego dłoni; zostawiłam je, traktując jako priorytet natychmiastową ucieczkę, zanim mój temperament wybuchnie. Chwyciłam dłoń Hazel, jej palce były zimne i drżały w mojej dłoni, i pociągnęłam ją w stronę wyjścia.
Ale Ronan stanął dokładnie na naszej drodze, blokując wyjście. Jego szerokie ramiona odcięły światło dobiegające z korytarza.
Charakterystyczny uśmieszek zniknął. Leniwa, dokuczliwa postawa, którą zazwyczaj nosił, ulotniła się, zastąpiona przez mroczną, intensywną aurę, która zdawała się przygniatać całe pomieszczenie. Wyglądał starzej, bardziej niebezpiecznie i nieustępliwie.
"Wychodzisz za mąż", powiedział, a jego głos obniżył się do niskiego, szorstkiego brzmienia, które wibrowało w moich obojczykach. "Więc, moim obowiązkiem jest wysłać ci prezent. Prawda?"
"Jedynym prezentem, jakiego od ciebie pragnę, jest to, żebyś zostawił mnie w spokoju", odparowałam, starając się powstrzymać drżenie głosu.
Nie wycofał się. Zamiast tego pochylił się niebezpiecznie blisko, naruszając moją przestrzeń, aż poczułam gorąco promieniujące z jego skóry. Zapach jego wody kolońskiej – odurzająca mieszanka drzewa cedrowego i mrocznych przypraw – opłynęła mnie, sprawiając, że zakręciło mi się w głowie. Zmusiłam się, by stanąć prosto, odmawiając skulenia się pod jego intensywnym spojrzeniem.
"To jedyna rzecz, o której nie powinnaś marzyć", mruknął, a jego oddech otarł się o moje ucho.
Odsunął się powoli, a jego oczy wciąż przytrzymywały moje tajemniczym, przeciągłym spojrzeniem. Potem knujący, znajomy uśmiech wkradł się z powrotem na jego usta. Zrobił krok w bok i odszedł.
Zamarłam na chwilę, w szoku wpatrując się w jego oddalającą się sylwetkę. Mój nastrój zmienił się ze złego w jeszcze gorszy. Nie byłam pewna, dlaczego Ronan tak łatwo zalazł mi za skórę, nawet po tylu latach. W nim po prostu było coś, co irytowało mnie do granic możliwości. Trybiki w jego umyśle się obracały, a ja nienawidziłam tego, że nie mogłam przewidzieć jego kolejnego ruchu.
"Elodie, musimy iść", wyszeptała Hazel, delikatnie szarpiąc mnie za ramię.
Jej głos wyrwał mnie z transu. Tupiąc mocno stopami, wyszłam z baru, agresywnie ciągnąc za sobą Hazel.
Chłodne nocne powietrze uderzyło mnie w twarz, ale wcale nie ostudziło ognia płonącego w moich żyłach. Potajemnie spotykałam się z Corbinem, ukrywając naszą więź, by chronić ją przed oceniającymi oczami stada i oczekiwaniami mojego ojca. Teraz, z powodu Ronana, ten sekret ujrzał światło dzienne. Cały bar słyszał, jak oświadczyłam, że Corbin jest moim przeznaczonym. Moje życie prywatne stało się otwartą księgą, a mój wróg był tego jedynym powodem. Nienawidziłam go do szpiku kości.
Hazel potulnie wzięła ode mnie torebkę, gdy dotarłyśmy do jej samochodu, i cicho wślizgnęła się na siedzenie kierowcy. Podeszłam na drugą stronę, a moje obcasy ostro stukały o asfalt. Wsiadłam na miejsce pasażera, zatrzaskując drzwi. Dźwięk odbił się echem na pustym parkingu, dopasowując się do ciężkiego uderzenia mojego serca. Siedziałam tam, kipiąc z gniewu.
"Przepraszam", powiedziała słabym głosem, po tym, jak zamknęłyśmy drzwi i ułożyłyśmy się na fotelach.
Mały ból głowy zaczął wkradać się na moje skronie. Potarłam je, próbując otrząsnąć się z niepokoju o to, jak zareaguje mój ojciec na wieści. Gdyby to do niego dotarło, konsekwencje byłyby katastrofalne.
Kiedy byłam zagubiona w myślach, Hazel dodała: "To moja wina. Nigdy nie powinnam cię wyciągać do Nexusa. Ale z drugiej strony, z początku nawet go nie rozpoznałam. Nie miałam pojęcia, że się pojawi."
Hazel wciąż próbowała się usprawiedliwiać, ale ja już jej nie słuchałam. Mój umysł był uwięziony w pętli, bez końca odtwarzając scenę z baru. A dokładniej – autentyczny szok na twarzy Ronana, gdy powiedziałam mu, że wychodzę za Corbina.
Czy po prostu spodziewał się, że będę w pobliżu, żeby grać wroga przez resztę naszego życia? Może myśl o ustatkowaniu się z kimś przekraczała jego pojęcie. A może myślał, że Bogini Księżyca nigdy nie da mi kochającego, oddanego przeznaczonego jak Corbin. Brzmiał, jakby był tak cholernie zazdrosny o Corbina.
Tak, to musiał być ten powód. Przekonałam samą siebie, pragnąc wierzyć, że jego reakcja zrodziła się z zawiści, a nie z jakiejś mrocznej, niewypowiedzianej wiedzy. Nie mógł znieść faktu, że szłam do przodu.
"Naprawdę zamierzasz karać mnie ciszą?" zapytała Hazel, kiedy jej nie odpowiedziałam. Sięgnęła po moją dłoń i delikatnie ją ścisnęła.
Potrząsnęłam głową, próbując pozbyć się myśli o Ronanie. "Nie do końca. To nie była twoja wina. Chciałaś mi zrobić niespodziankę", uspokoiłam ją, a ona wypuściła z siebie oddech ulgi.
"To mi przypomina, jak bardzo poniosłam w tej kwestii sromotną klęskę", westchnęła. "Ale wynagrodzę ci to. Obiecuję, że niedługo dostaniesz ode mnie prezent-niespodziankę. Tym razem upewnię się, że nic nie pójdzie źle."
"Nie musisz. Wszystko w porządku", odpowiedziałam, odwzajemniając uścisk dłoni. "Po prostu jedźmy do domu, Haze. Jestem zmęczona."
Było późno w nocy, a ja miałam dość dramatu jak na jeden dzień. Hazel kiwnęła głową, przekręcając kluczyk w stacyjce.
Droga do domu upłynęła w dużej mierze w ciszy. Reflektory przecinały ciemność, oświetlając przed nami puste drogi. Mój wzrok nieustannie wędrował w stronę telefonu komórkowego leżącego w uchwycie na kubek. Nie było żadnej wiadomości od Corbina. Ani jednego SMS-a, ani nawet krótkiego zapytania, co u mnie. Brak komunikacji ciążył mi w żołądku jak zimny kamień.
Tęskniłam za nim. Okropnie.
Otworzyłam albumy w telefonie i zaczęłam przeglądać nasze wspólne zdjęcia, szukając ukojenia w jego znajomej twarzy. Corbin niespecjalnie lubił robić sobie zdjęcia, bo twierdził, że wygląda na nich głupio, ale nie zgadzałam się z nim. Jego uśmiech chwytał za serce i stanowił delikatny kontrast dla brutalnego świata, w którym żyłam. Moje serce trzepotało na myśl, że wkrótce za niego wyjdę. Mógł być tylko przyszłym betą swojego stada, ale był alfą mojego serca. Pragnęłam tej przyszłości bardziej niż czegokolwiek innego.
Moje palce przesuwały się po ekranie, podczas gdy ciągle przeglądałam obrazy, obrysowując zarysy jego twarzy kciukiem. Próbowałam skupić się na jego cieple, by pamięć o jego łagodnym dotyku zmyła z mojej skóry utrzymujący się ślad ciężkiego, drzewnego zapachu Ronana.
Ronan nigdy nie dowie się, czym jest miłość, ani jak ktoś może wypełnić twoje serce czystym szczęściem. Był brutatem, niezdolnym do takiej czułości. Współczułam biednej dziewczynie, która w końcu zostanie z nim związana. Był w odpowiednim wieku, ale sądząc po tym, jak każda dziewczyna w barze na niego patrzyła, jeszcze nie znalazł swojej przeznaczonej. Choć nie wydawało się, by miał jakikolwiek zamiar jej szukać. Chciał po prostu żyć beztroskim, lekkomyślnym życiem.
W duchu zganiłam samą siebie za to, że pozwoliłam moim myślom znów popłynąć w jego stronę. Uderzyłam się w czoło, zastanawiając się, jak mój mózg może w ogóle o nim myśleć podczas przeglądania szczęśliwych zdjęć ze mną i z moim przyszłym mężem. To było żałosne.
Byłam tak zagubiona w myślach, że nawet nie zorientowałam się, kiedy samochód podjechał pod mój dom. Mój wzrok automatycznie powędrował w stronę biura ojca, ale światła były zgaszone. Przypomniałam sobie niewyraźnie, jak Hazel mówiła, że będzie zajęty na imprezach charytatywnych przez dwa dni. Zapomniałam o tym, ale miałam szczęście, że wróciłyśmy, zanim on się pojawił. Miałam tylko nadzieję, że Corbin rzuci na niego swoje magiczne zaklęcie i wszystko będzie później dobrze.
Hazel zaparkowała samochód w garażu i obie wysiadłyśmy na chłodne powietrze.
"Jest późno. Zostań na noc. Wyjedziesz jutro rano", zaproponowałam, nie chcąc jeszcze zostawać sama ze swoimi myślami.
Hazel pokręciła głową, a na jej twarz wrócił drażniący uśmiech. "Nie, widziałam, jak wpatrywałaś się z maślanymi oczami w wasze zdjęcia z Corbinem. Myślę, że odbędziecie długą rozmowę i będziecie mówić o tych wszystkich przesłodzonych sprawach. A chyba tego nie zniosę."
Uderzyłam ją żartobliwie w ramię. "Nie mówiłabyś tak, gdybyś znalazła swojego przeznaczonego."
"Tak, więc moje przypuszczenia były trafne. Widzisz?"
"Nie to miałam na myśli", powiedziałam, starając się ukryć rumieniec.
Pociągnęła mnie do uścisku, a jej ton złagodniał. "Tak bardzo się cieszę twoim szczęściem, Elodie. Corbin bardzo się stara. Po prostu zapomnij o wszystkim, co się dzisiaj stało i śnij o całowaniu swojego faceta."
"Idź, sio!" powiedziałam, gdy wyciągała kluczyki do samochodu z torebki.
Patrzyłam, jak odjeżdża, po czym odwróciłam się w stronę mojego domu. Weszłam przez wejście, a cisza wielkiego domu otuliła mnie jak zimny koc.
Helena czekała na mnie w przedpokoju.
"Och, dlaczego jeszcze nie śpisz?" zapytałam, gdy obdarzyła mnie życzliwym uśmiechem.
"Teraz pójdę spać", odpowiedziała łagodnie.
Podeszłam i przytuliłam ją, szukając matczynego ciepła. "Gdzie jest ojciec?"
Poklepała mnie po plecach. "Poinformował mnie, że ma nocne spotkanie. Wróci jutro rano. Może."
A więc miałam rację. Nie żebym oczekiwała, że będzie chciał spędzić ze mną trochę czasu, wiedząc, że za kilka dni opuszczę ten dom na zawsze.
Z ciężkim westchnieniem skierowałam się do swojego pokoju. Po przebraniu się w piżamę naciągnęłam pościel, okryłam się szczelnie i wzięłam do ręki telefon. Desperacko pragnęłam usłyszeć głos Corbina. Wybrałam jego numer, mocno przyciskając urządzenie do ucha.
Od razu włączyła się poczta głosowa.
"Cześć, tu Corbin. Zostaw wiadomość."
Westchnęłam, a rozczarowanie zaciążyło mi w piersi. "Tęsknię za tobą. Zadzwoń do mnie, kiedy będziesz miał wolną chwilę", powiedziałam do słuchawki głosem niewiele głośniejszym od szeptu.
Rzuciłam telefon na bok, tępo wpatrując się w ciemny sufit. Cisza w pokoju była głośna, wypełniona echem bicia mojego własnego serca. Chciałam myśleć o Corbinie, marzyć o naszym ślubie i spokojnym życiu, które razem zbudujemy.
A jednak sen nie nadchodził, a moje myśli uparcie odpływały do wspomnienia zszokowanej twarzy Ronana. Dlaczego on tak zareagował?"
















