Roztrzaskana Aureola: Zawłaszczona przez mojego dręczyciela z dzieciństwa

Roztrzaskana Aureola: Zawłaszczona przez mojego dręczyciela z dzieciństwa

Autor: V. / Reverie

Spotkanie z Nexusem
Autor: V. / Reverie
24 lip 2026
POV: Elodie Martwa cisza płynąca z głośnika telefonu wydawała się fizycznym ciężarem przygniatającym moją klatkę piersiową. Odsunęłam urządzenie od ucha, wpatrując się w zaciemniony ekran. Nagłe zakończenie rozmowy pozostawiło mnie zawieszoną w wzbierającej fali paniki. Mój kciuk zawisł nad jego nazwą kontaktu, mając ochotę oddzwonić, ale zmusiłam rękę do opadnięcia. Za drugim razem włączyła się poczta głosowa. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej, owijając grube, bawełniane prześcieradła wokół mojego drżącego ciała. Musiałam pomyśleć racjonalnie. Wpadanie w panikę nie ocali mnie przed koszmarem zaaranżowanym przez mojego ojca. Corbin był po prostu zdenerwowany. Znajdował się pod ogromną presją. Syn Alfy Desa, lekkomyślny pijak, który nic nie dbał o stado, groził, że pozbawi Corbina jego ciężko wypracowanej pozycji. Corbin walczył o życie, walczył o swoją pozycję i walczył o nas. Obiecał, że porozmawia ze swoim Alfą. Uchwyciłam się tej kruchej nici nadziei. Mój ojciec, Alfa Gideon, szanował władzę i hierarchię ponad wszystko inne. Nigdy nie poświęciłby Corbinowi ani sekundy, gdyby sam Alfa Des za niego nie poręczył. Potrzebowaliśmy tylko czasu. Corbin był genialny; na pewno znajdzie sposób, by udobruchać mojego ojca i zniszczyć to zaaranżowane małżeństwo z rzekomym mordercą. Miał plan. Musiał go mieć. Odmówiłam wyjścia z łóżka. Cztery ściany mojego pokoju stały się moim jedynym azylem, podczas gdy godziny uciekały, słońce chowało się za horyzontem, a posiadłość pogrążyła się w głębokich cieniach. Moja lampka nocna rzucała blade, żałosne światło na koszmar leżący na mojej szafce nocnej: złote zaproszenie na ślub. Chwyciłam gruby karton i czarny długopis. Chory mechanizm radzenia sobie przejął kontrolę nad moim racjonalnym umysłem. Docisnęłam końcówkę długopisu do nieskazitelnego, eleganckiego imienia Alfy Dariusa, przeciągając tusz tam i z powrotem. Papier rozdzierał się i łuszczył pod agresywnym drapaniem, dopóki imię Dariusa nie stało się niczym więcej niż nieczytelną, zrujnowaną plamą. W pustym miejscu nad nim, z desperacją nabazgrałam imię Corbina. Raz po raz obrysowywałam litery, próbując nadać im materialny kształt. Odwróciłam kartę, a moja dłoń kurczyła się, gdy wypełniałam pustą przestrzeń dzikimi, szaleńczymi pragnieniami. Rozpisałam naszą przyszłość. Opisałam życie, które mieliśmy zbudować daleko od opresyjnych rządów mojego ojca. Przelałam duszę w zniszczoną kartkę, modląc się do Bogini Księżyca, by te poplamione tuszem marzenia zmaterializowały się w rzeczywistości. Wyczerpanie w końcu pociągnęło mnie w dół. Kiedy ponownie otworzyłam oczy, poranne światło słoneczne przebijało się przez ciężkie zasłony. Ciche kliknięcie otwieranych drzwi sypialni wyciągnęło mnie z łóżka. Do środka weszła Helena, a jej ciepła, łagodna obecność wyraźnie kontrastowała z zimną rzeczywistością mojego życia. Niosła tacę, na której stał parujący kubek kawy i talerz świeżych kanapek. "Pospałaś chociaż trochę, skarbie?" zapytała Helena, a jej brwi zmarszczyły się z matczyną troską. Sztywno potrząsnęłam głową. Moje oczy natychmiast powędrowały w stronę telefonu leżącego na materacu. Ekran był pusty. Żadnych nieodebranych połączeń. Żadnych wiadomości od Corbina. Ciężki kamień w moim żołądku podwoił swoją wagę. Helena postawiła tacę na moich kolanach i westchnęła, a jej oczy zmrużyły się ze współczuciem. "Wypij kawę. Wiem, że nie zmienię zdania twojego ojca, ale mogę chociaż spróbować ulżyć ci trochę w twoich dzisiejszych troskach." Zanim zdążyłam przysunąć ceramiczny kubek do ust, drzwi sypialni otworzyły się z siłą huraganu. Do pokoju wpadła moja najlepsza przyjaciółka, Hazel, wulkan chaotycznej energii i jaskrawych ubrań. "Bogini, Elodie. Twoje oczy są takie opuchnięte", sapnęła Hazel. Dosłownie wskoczyła na materac, oplotła ramionami moją szyję i wycisnęła powietrze z moich płuc. "Kiedy wróciłaś do miasta?" udało mi się wykrztusić, klepiąc jej ramię na znak poddania. "Dosłownie przed chwilą. Dzięki Bogini Helena ostrzegła mnie, że zaszyłaś się tutaj, gnijąc w ciemnościach. Dajesz, wstawaj. Wychodzimy." Cofnęłam się i oparłam o zagłówek łóżka, kręcąc głową. "Wychodzimy? Oszalałaś? Mój ojciec mnie autentycznie zabije." Hazel machnęła lekceważąco ręką, a na jej twarzy wykwitł triumfalny uśmiech. "Nie musisz się martwić wielkim, złym alfą. Twój ojciec wyjechał z miasta, żeby wziąć udział w jakichś głośnych imprezach charytatywnych na najbliższe dwa dni. Mamy czterdzieści osiem godzin czystej wolności." Promieniała, oczekując, że dorównam jej entuzjazmowi. Ale perspektywa dwudniowej iluzji wolności wydawała się pusta. Jaki był sens smakowania zewnętrznego świata, skoro reszta mojego życia była gwarantowanym wyrokiem więzienia? "On wydaje mnie za mąż za Alfę Dariusa", wyszeptałam, a ta druzgocąca prawda smakowała w moich ustach jak popiół. Uśmiech Hazel złagodniał, ale determinacja w jej oczach się wyostrzyła. "Helena mi powiedziała. To koszmar, El. Ale coś wymyślimy. Obiecuję ci, nie pozwolimy mu zniszczyć twojego życia. Ale siedzenie tutaj i gapienie się w ścianę niczego nie naprawi. Wstawaj." Nie dała mi wyboru. Hazel zerwała ze mnie koce, ciągnąc mnie za nadgarstki do szafy. Zmusiła mnie do zdjęcia za dużej piżamy i wcisnęła w dopasowaną, ciemnokarmazynową sukienkę. Nie odkrywała zbyt wiele, ale opinała moje krągłości w sposób, który sprawiał, że czułam się obnażona. Pociągnęła odrobinę lekkiego makijażu na moich bladych policzkach, ignorując moje ciągłe protesty. Chwytając moją torebkę, pospiesznie wepchnęła do środka mój portfel, klucze i mocno zniszczoną kartę z zaproszeniem. Mój ojciec nigdy nie okazywał mi cienia uczucia, ale sponsorował moją garderobę. Traktował mnie jak nagrodzoną klacz – gdybym nie wyglądała reprezentacyjnie, jak mógłby mnie sprzedać na aukcji temu, kto da więcej? Ta myśl dźgnęła mnie w brzuch. On stracił swoją przeznaczoną, ale ja straciłam oboje rodziców. Byłam sierotą mieszkającą w rezydencji, otoczoną ludźmi, ale całkowicie samotną. Helena była najbliższą matce osobą, jaką miałam, ale nawet jej dobroć nie potrafiła roztopić lodu w żyłach mojego ojca. Zatracając się w żałosnej spirali własnego umysłu, w roztargnieniu bawiłam się srebrną bransoletką na nadgarstku. Ruch samochodu uśpił mnie i wprowadził w trans, z którego wyrwało mnie dopiero zgaszenie silnika. "Dajesz, wysiadaj. I zdejmij okulary", rozkazała Hazel, otwierając już swoje drzwi. Popchnęłam zsuwające się oprawki wyżej na nos i stanęłam na chodniku. Nad nami ogromny, pulsujący neon błyskał ostrymi, fioletowymi i niebieskimi literami: *The Nexus*. To nie było nasze terytorium. Zabrała nas w głąb sąsiedniego miasta. "Po co tu jesteśmy?" zapytałam, przyglądając się mocnym basom wibrującym przez chodnik. "Bo panicznie boisz się swojego ojca, a tutaj nikogo nie obchodzi, kim jesteśmy. Jesteśmy anonimowe. Potrzebuję, żebyś wyluzowała, chociaż na jedną noc." Pokręciłam głową, a moje stopy mocno wbiły się w beton. To był okropny pomysł. Hazel się tym nie przejęła. Splotła swoje ramię z moim i pociągnęła mnie w stronę wejścia. Posłała szybkie, znajome skinienie potężnym ochroniarzom stojącym po obu stronach drzwi, a oni rozstąpili się, nie rzucając nam ani drugiego spojrzenia. "Znasz tu kogoś?" zapytałam, podnosząc głos, by przekrzyczeć nagły wybuch dźwięku. "Nie bardzo. Po prostu idź", poinstruowała, wciągając mnie do brzucha klubu. Ściana dudniącego basu i ciężkiego, wilgotnego powietrza uderzyła we mnie natychmiast. Lokal był wypchany ciałami kołyszącymi się i ocierającymi o siebie w błysku stroboskopów, nieświadomymi świata poza tymi ścianami. Było głośno, chaotycznie i roiło się od surowej energii. Hazel nawigowała przez tłum jak profesjonalistka, zapewniając nam miejsce na zakrzywionej, pluszowej, skórzanej kanapie w nieco ciemniejszym rogu. Przez następne trzydzieści minut siedziałam na krawędzi siedzenia, sącząc okropnego mocktaila, podczas gdy ona nieustannie sprawdzała ekran telefonu, a jej kciuki fruwały po klawiaturze. "Dobra, wygadaj się", zażądałam w końcu, pochylając się bliżej, by zostać usłyszaną przez ogłuszającą muzykę. "Kiedy zamierzasz mi powiedzieć, co to za wielka niespodzianka?" Hazel spojrzała w górę, a wina błysnęła na jej rysach. Odłożyła telefon ekranem do dołu na stole. "Słuchaj", powiedziałam, a ukłucie irytacji przebiło się przez moją rozpacz. "Jeśli wyciągnęłaś mnie do innego miasta tylko po to, żeby potajemnie iść na randkę z jakimś facetem i użyć mnie jako zderzaka, to wychodzę. Nie zamierzam grać dziś piątego koła u wozu." Twarz Hazel zrzedła, a jej ramiona opadły. "Nie, El. To ja miałam być tym kołem." Moje brwi zmarszczyły się w dezorientacji. "Co masz na myśli?" Przejechała palcem po krawędzi swojej szklanki, unikając mojego wzroku. "Ja... zaplanowałam niespodziankę. Umówiłam się, że Corbin spotka się z nami tutaj. Z dala od stada, z dala od twojego ojca. Myślałam, że musicie się zobaczyć." Moje serce wykonało gwałtowny skok w klatce piersiowej. Hałas baru zdawał się cichnąć, przechodząc w stłumiony szum. "On przyjdzie? Jest tutaj?" Nadzieja przepłynęła przez moje żyły jak adrenalina. Jeśli Corbin miał przyjść, to znaczyło, że mu zależy. To znaczyło, że wciąż o nas walczy. Obiecał, że porozmawia z Alfą Desem. Może miał dobre wieści. Może w końcu uciekniemy. Hazel przygryzła dolną wargę tak mocno, że pozostawiła ślad. "Próbował, Elodie. Naprawdę chciał to zrobić. Ale... utknął na spotkaniu organizowanym w ostatniej chwili, dotyczącym nowego traktatu stada. Nie może wyjść." Nadzieja wypłynęła ze mnie szybciej niż krew z przeciętej tętnicy. Ciężka, dusząca rzeczywistość z powrotem zwaliła się na moje ramiona. Kolejne spotkanie. Kolejna wymówka. Ale patrząc na zdruzgotany wyraz twarzy Hazel, nie mogłam znieść myśli, że poczuje się jeszcze gorzej. Wymusiłam uśmiech, unosząc kąciki ust i robiąc dobrą minę do złej gry. Sięgnęłam przez lepki stół, chwytając jej dłoń i mocno ją ściskając. "W porządku. Naprawdę. Wiem, że próbowałaś. Dziękuję, że to zrobiłaś." "Tak mi przykro", powiedziała bezgłośnie przez muzykę, a jej oczy lśniły od niewylanych łez. "Naprawdę myślałam, że znajdzie czas." Zanim zdążyłam zaoferować kolejne słowo pocieszenia, w pobliżu wejścia do baru wybuchło ogromne zamieszanie. Ciężkie, dębowe drzwi z hukiem się otworzyły, a nagła zmiana w atmosferze pomieszczenia była namacalna. Muzyka nie ustała, ale energia natychmiast uległa zmianie. Odwróciłam się, podążając za szeroko otwartymi oczami Hazel. Oddech ostro uwiązł mi w gardle, dławiąc mnie. Stojąc w centrum chaotycznego wejścia, skąpany w ostrym świetle neonów, stała absolutnie ostatnia osoba, jaką kiedykolwiek chciałabym zobaczyć w tym życiu. Mój dręczyciel z dzieciństwa. Wszechświat miał chore, pokręcone poczucie humoru. Wzięcie mojego żałosnego dnia i wrzucenie go do tego miksu było okrutnym żartem. Brutalny. Uparty. Lekkomyślny. Arogancki. Przymiotniki zalewały mój umysł falami gorzkich wspomnień związanych z chłopcem, który uczynił moje wczesne lata prawdziwym piekłem. Ronan Adler. Gdyby nie ten charakterystyczny, irytujący uśmieszek ciągnący kącik jego ust, przysięgałabym, że moje oczy mnie oszukują. Wysoki, tyczkowaty, niezgrabny nastolatek, który dręczył mnie z roztrzepanymi włosami i okrutnymi dowcipami, był już historią. Mężczyzna stojący na jego miejscu skradł powietrze z pokoju. Jego chłopięce rysy wyostrzyły się, stając się czymś zabójczym. Jego kości policzkowe były ostre, stanowiąc kanciasty akcent dla linii szczęki, która wyglądała, jakby mogła przeciąć litą stal. Miał na sobie ciemną, dopasowaną koszulę zapinaną na guziki, a rękawy miał podwinięte za łokcie, odsłaniając grube, żylaste przedramiona i falujące mięśnie pod materiałem. Nie chodził już z zadziorną, zdesperowaną arogancją nastolatka. Emanował cichą, władczą potęgą, która domagała się uległości bez wypowiadania ani jednego słowa. Obserwowałam, jak tłum rozstępuje się wokół niego. Ludzie się gapili, przyciągani do jego obecności jak grawitacją. Dziewczyny w pobliżu baru śledziły każdy jego ruch, a ich wyrazy twarzy były wygłodniałe i pełne zachwytu. Uśmiechnął się cynicznie, a to był jedyny znajomy ślad chłopca, którego kiedyś znałam, po czym moje serce agresywnie zabiło o żebra, gdy dotarła do mnie przerażająca prawda: patrzył prosto na mnie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Spotkanie z Nexusem – Roztrzaskana Aureola: Zawłaszczona przez mojego dręczyciela z dzieciństwa | Czytaj powieści online na beletrystyka