Roztrzaskana Aureola: Zawłaszczona przez mojego dręczyciela z dzieciństwa

Roztrzaskana Aureola: Zawłaszczona przez mojego dręczyciela z dzieciństwa

Autor: V. / Reverie

Wymsknięta tajemnica
Autor: V. / Reverie
25 lip 2026
Elodie Wszedł głębiej do centrum baru, ignorując ciężkie, pełne podziwu spojrzenia przyklejone do niego z każdego kąta pomieszczenia. Kelner obok naszego stolika zamrugał, wyrywając się z widocznego oszołomienia, i natychmiast ruszył w stronę Ronana ze srebrną tacą świeżych drinków. Ronan wyciągnął rękę, złapał szklankę ciemnego alkoholu bez zwalniania kroku i podniósł ją do ust, biorąc powolny łyk. Gdy się poruszał, ciemny materiał jego dopasowanej koszuli na guziki uniósł się na tyle, by odsłonić dolną część brzucha. Mój oddech uwiązł mi w gardle, zatrzymując płuca. Wyobrażanie sobie, że miał ładne ciało, było żartem w porównaniu z oszałamiającą rzeczywistością, która stała kilka stóp dalej. Ostre, neonowe oświetlenie baru obrysowywało zarysowane krawędzie jego brzucha, podkreślając budowę stworzoną z myślą o potędze i zastraszaniu. Miałam wyraźny widok na idealnie wyrzeźbiony, głęboki i zarysowany sześciopak. Wyglądało to tak, jakby ktoś wyrzeźbił jego tors w litym kamieniu, odłupując każdą uncję nadmiaru tłuszczu, by wykuć tę niszczycielską, zabójczą sylwetkę. Dojrzewanie wyraźnie miało swoich faworytów. Jakimś sposobem mijające lata wzięły tyczkowatego, niezgrabnego nastolatka, którego kiedyś znałam, i przekształciły go w zabójczo przystojnego mężczyznę. Ale głupotą byłoby przypisywać dojrzewaniu całą zasługę. Taki gruby, żylasty mięsień i szeroka klatka piersiowa mogły pochodzić tylko z niekończących się, wyczerpujących godzin pocenia się na siłowni. Szybko zorientowałam się, że nie tylko ja gapiłam się na niego z na wpół otwartymi ustami. Każda kobieta w klubie wydawała się sparaliżowana, obserwując każdy jego ruch szeroko otwartymi, głodnymi oczami, błagając w duchu, by rzucił w ich stronę przelotne spojrzenie. Zamknęłam usta, potrząsnęłam głową i zmusiłam się do przerwania naszego kontaktu wzrokowego. Nie miało znaczenia, jak niewiarygodnie teraz wyglądał. Pod tą oszałamiającą, wyrzeźbioną zewnętrznością żył dokładnie ten sam diabeł w ludzkiej skórze, który nieustannie mnie dręczył przez lata. Wątpiłam, by cokolwiek w jego okrutnej osobowości się zmieniło. Nie obchodziło mnie, czy był najbardziej pożądanym przyszłym alfą na tym terytorium, czy dziewczyny lgnęły do niego jak zdesperowane ćmy do otwartego płomienia. Był moim wrogiem. Byliśmy zaprzysięgłymi wrogami od dzieciństwa. Coś w jego aroganckim uśmieszku po prostu przypomniało mi, że był koszmarem ubranym w przystojną twarz. "Musimy wyjść", rozkazałam, a mój głos był napięty. Chwyciłam dłoń Hazel. Wciąż była zamrożona w miejscu, gapiąc się na niego oszołomiona. Wyraźnie uległa jego niebezpiecznemu urokowi, tak jak reszta tłumu. "Czekaj, co? Ale dopiero co przyszłyśmy", zaprotestowała, wbijając obcasy w podłogę. Nie miałam cierpliwości, by się z nią dzisiaj kłócić. Pociągnęłam ją mocno za ramię, odwracając się w stronę wyjścia. Byłam tak skupiona na przeciągnięciu jej przez morze spoconych ciał, że nawet nie zauważyłam cienia zarysowującego się bezpośrednio za mną. Zanim zdążyłyśmy zrobić trzy kroki, ostry, świszczący dźwięk przeciął ciężki bas muzyki w klubie. Dźwięk czegoś ciężkiego lecącego w powietrzu przestraszył mnie. Odwróciłam się, a moje serce podskoczyło do gardła. Ronan stał groźnie tuż za mną. Przełknęłam ślinę, a mój puls uderzał o żebra. Czy jeszcze sekundę temu nie stał po drugiej stronie pokoju? Jak mógł poruszać się tak szybko? Z bliska jego fizyczna przemiana była jeszcze bardziej rażąca. Wzdłuż jego ostrej linii szczęki widniał ciemny cień zarostu, ale nie mogłam skupić się na jego twarzy. Moje oczy powędrowały do jego wyciągniętej dłoni. Jego palce były ciasno owinięte wokół postrzępionej szyjki rozbitej, szklanej butelki. Złapał ją prosto z powietrza, zanim zdążyła uderzyć mnie w tył głowy. Zanim zdążyłam przetworzyć niebezpieczeństwo, Ronan się poruszył. W przerażającym, rozmytym ruchu odwrócił się i złapał pijanego faceta z tłumu za kołnierz kurtki. Czysta fizyczna dominacja, jaką zaprezentował w tym ułamku sekundy, wywołała dreszcz na moich plecach. Materiał naprężył się, gdy Ronan uniósł intruza do góry, wyciągając go z zatłoczonego tłumu z bezwysiłkową, brutalną siłą. "Tutaj można tylko imprezować", ostrzegł Ronan. Jego głos przyprawił mnie o dreszcze. Był chrapliwy, zimny i ociekał mrocznym, władczym autorytetem. "Jeśli nie będziesz przestrzegać zasad, następną rzeczą, która poleci w powietrzu, będziesz ty. Wylecisz przez te drzwi. Rozumiesz?" Facet pokiwał gorączkowo głową, jego twarz pobladła z przerażenia, a stopy zwisały nad podłogą. Sekundę później podbiegło dwóch potężnych ochroniarzy, by zająć się bałaganem. Nie krzyczeli na Ronana. Nie kwestionowali przemocy. Zamiast tego szybko odebrali młodego mężczyznę z żelaznego uścisku Ronana. Największy ochroniarz wręcz skłonił z szacunkiem głowę. "Nic ci nie jest, alfo?" zapytał krzepki ochroniarz, a jego ton był podszyty głęboką czcią. Ronan opuścił ramię. Potarł kciukiem o dłoń, otrzepując z niej niewidzialny brud. "Trochę", mruknął. Ale nie patrzył na ochroniarza. Jego drapieżne spojrzenie wróciło prosto na mnie. Ochroniarze odciągnęli szarpiącego się faceta. Ronan wzruszył swoimi szerokimi ramionami, rozglądając się po cichym pokoju. "Przestańcie się na mnie gapić. Wracajcie do swoich spraw", rozkazał. Tłum natychmiast posłuchał. Ludzie odwrócili się z powrotem do swoich drinków i na parkiet, zostawiając wokół nas szeroki krąg. Zdałam sobie sprawę, że wpatrywałam się w niego głupio, zamrożona w miejscu. Zrobił powolny, celowy krok do przodu, zmniejszając dystans między nami. "Proszę, proszę. Kogo my tu mamy?" przywitał się. W jego głosie była zadziorna, irytująca nuta, która grała mi na nerwach. Nie odpowiedziałam od razu. Przechylił głowę, pozwalając, by jego ciemne oczy powoli przesuwały się po moim ciele w dół i z powrotem. Ta zuchwała obserwacja sprawiła, że moja skóra zjeżyła się z niechcianego gorąca. Popchnęłam okulary – zawsze miały zwyczaj zsuwać się z grzbietu mojego nosa, kiedy się pociłam. "Nikogo, kto by cię obchodził", warknęłam lekceważąco, ciężko pracując, by ukryć szok w moim głosie. Ten drapieżny błysk pozostał w jego oczach, trzymając mnie w niewoli w słabym świetle. To przywołało lawinę strasznych wspomnień. W dzieciństwie robiłam wszystko, by uniknąć przebywania z nim w jednym pokoju. Uwielbiał rzucać złośliwe wyzwiska przebrane za komplementy tylko po to, by patrzeć, jak wychodzę z siebie i się denerwuję. Moja frustracja zawsze wydawała mu się przezabawna. Nie byłam w nastroju na jego pokręcone gierki. Nie dzisiaj. "Czego chcesz?" zażądałam, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. Stojąc tak blisko niego, aura niegrzecznego chłopca bijąca od niego była dusząca. Widziałam ostry zarys jego kości policzkowych, bałaganiarską perfekcję jego roztrzepanych włosów i ciemny tatuaż wypełzający spod kołnierza koszuli w kierunku jabłka Adama. Zapracował na tytuł buntownika. Zawsze wdawał się w bójki, łatwo wpadał w złość i nigdy nie dbał o zasady. "Wielu rzeczy", odpowiedział zagadkowo. W jego oczach pojawił się nieodgadniony, niebezpieczny błysk, który wysłał dzwonek ostrzegawczy do mojej głowy. "Słuchaj, nie mam dzisiaj siły. Może następnym razem", mruknęłam. Wyczerpana i wściekła, spróbowałam przepchnąć się obok niego. Celowo zrobiłam krok do przodu, celując ramieniem, by zepchnąć go z mojej drogi. To był ogromny błąd. Mężczyzna był stworzony z czystych mięśni. Prawdopodobnie jadł żelazne talerze na lunch. Moje ramię uderzyło w jego klatkę piersiową, ale nie przesunął się ani o cal. Zamiast tego siła uderzenia wstrząsnęła moim własnym ciałem, wysyłając bolesną falę wzdłuż mojego ramienia. Zacisnęłam szczękę, by ukryć grymas, zdeterminowana, by odejść z wysoko podniesioną głową. Spojrzałam za siebie i zorientowałam się, że Hazel wciąż się nie ruszyła. Tkwiła pewnie przed Ronanem, z szeroko otwartymi oczami. Przewracając oczami, tupnęłam obcasami w lepką podłogę, cofnęłam się i ponownie chwyciłam jej dłoń. "Chodźmy stąd", syknęłam. Moja skórzana torebka wisiała luźno na moim ramieniu. Kiedy pociągnęłam ramię Hazel, pasek zsunął się po mojej sukience. Torba uderzyła o ziemię z głuchym łoskotem, a zapięcie otworzyło się od uderzenia. "Och, przepraszam", mruknęła Hazel, wreszcie wyrywając się z transu. Zanim zdążyłam paść na kolana, Ronan już się ruszył. Schylił się nisko, a jego duże dłonie bez wysiłku zgarnęły przedmioty, które rozsypały się po podłodze. Zebrał puderniczkę, rozsypane dolary i moje klucze. Potem się zatrzymał. Coś przykuło jego uwagę wśród bałaganu. Błyszcząca karta ze złotymi tłoczeniami i gorączkowymi bazgrołami na froncie. "Co to jest?" mruknął, wyciągając po nią rękę. Mój żołądek opadł do samych butów. Panika przepłynęła przez moje żyły jak lodowata woda. "Nie, czekaj!" krzyknęłam. Rzuciłam się do przodu, ale spóźniłam się o sekundę. Jego długie palce zacisnęły się na grubym kartonie. Podniósł się powoli, wynosząc zaproszenie ślubne w światło neonów. Przeczytał elegancki tekst zapisany kursywą, a jego brwi się zmarszczyły. Patrzyłam, jak zrozumienie obmywa jego uderzająco przystojne rysy. Jego oczy rozszerzyły się. "Wychodzisz za mąż?" zapytał Ronan, a jego głos był pełen czystego zaskoczenia. Zmrużył oczy, patrząc na papier, a jego wzrok zatrzymał się na ciężkich śladach atramentu. "Nie, czekaj, zdrapałaś imię." "Oddaj mi to", syknęłam. Zamachnęłam się na kartę, ale on bez wysiłku podniósł ją wysoko w powietrze, trzymając zaproszenie jako zakładnika poza moim zasięgiem. Podskoczyłam, a moje palce otarły się o jego nadgarstek, ale on stanął na palcach. Różnica wzrostu była kpiąca i tylko podsycała moją rosnącą panikę. Nie mogłam pozwolić mu tego zatrzymać. Mój ojciec stanowczo sprzeciwiał się moim randkom z Corbinem. Napięcie w domu było tykającą bombą zegarową. Desperacko pragnęłam utrzymać nasz związek w tajemnicy, by uchronić Corbina przed gniewem mojego ojca. Gdyby mój ojciec dowiedział się, że planuję przyszłość z mężczyzną, którego nienawidził, konsekwencje byłyby katastrofalne. Nasza napięta dynamika rodzinna nie była wiedzą publiczną; ja i mój ojciec zawsze odnosiliśmy się do siebie serdecznie w obecności innych. Ale gdyby Ronan dowiedział się o tym sekrecie, poruszyłby niebo i ziemię, żeby zmienić moje życie w piekło. Nie ufałam, by zależało mu na moim dobru. Desperacja przejęła kontrolę nad moim mózgiem. Zirytowana i przerażona, rzuciłam się do przodu. Chwyciłam za jego ciemną koszulę i przyciągnęłam go bliżej, ściągając go do swojego poziomu, by sięgnąć po zaproszenie. Nagła siła całkowicie go zaskoczyła. Zrobił pół kroku w przód. Przez jedną bezdechną, zamrożoną sekundę byliśmy od siebie oddaleni o zaledwie kilka cali. Moja klatka piersiowa docisnęła się bezpośrednio do twardej, nieugiętej ściany jego torsu. Szum baru zdawał się milknąć, zostawiając w moich uszach jedynie szybkie, grzmiące bicie własnego serca. Poczułam nagły ból w moim sercu, ból, którego do końca nie rozumiałam. Może to była trauma retrospekcyjna, spowodowana nienawistnymi słowami mojego ojca, które wciąż odbijały się echem w mojej głowie. Brutalne przypomnienie o linie, po której stąpałam każdego dnia. Spojrzałam w górę. Arogancki, drwiący uśmieszek zniknął z twarzy Ronana. Spoglądał na mnie z góry, a zaproszenie zostało zapomniane w jego uniesionej dłoni. "Ty tak na poważnie wychodzisz za mąż?" zapytał ponownie. Tym razem w jego tonie nie było krztyny drwiny. Żadnej zadziorności. Tylko spojrzenie czystego zaskoczenia, które przesłało przez moje ciało dziwny wstrząs. Zdałam sobie sprawę z błędu. Praktycznie wspinałam się na jego klatkę piersiową. Puściłam jego koszulę, jakby materiał zajął się ogniem, i pośpiesznie cofnęłam się o krok. Wygładziłam fałdy mojej sukni, po prostu dając moim drżącym dłoniom coś do zrobienia. "Nie twój interes", warknęłam. Dopiero teraz zorientowałam się, jak niebezpiecznie blisko siebie byliśmy. Ronan powoli opuścił ramię. Szok na jego twarzy powrócił do tej samej irytującej, zarozumiałej postawy. Postukał grubą kartą o swoje udo, mrużąc oczy. "Wychodzisz za Dariusa czy Corbina?" zapytał beztrosko, a jego spojrzenie przebiło się prosto przez moje osłony. Nie czekał na moją odpowiedź, brnąc dalej. "Zresztą to nie ma znaczenia. Obaj to dupki." Wyzwisko zawisło w powietrzu, ciężkie i ostre. Nie miał prawa. Corbin był słodki. Corbin był moim przeznaczonym. Słysząc, jak Ronan – mężczyzna, który uczynił moje dzieciństwo okrutnym koszmarem – dosłownie nazywa Corbina dupkiem, wyzwolił oślepiający błysk impulsywnego oburzenia. To była absolutnie ostatnia kropla. Zanim logika zdążyła zainterweniować, zanim mój mózg zdążył przetworzyć konsekwencje napaści na alfę, moja dłoń poleciała w powietrze. Plask. Ostry, piekący dźwięk mojej dłoni uderzającej mocno w jego twarz przeciął muzykę klubu. Siła uderzenia sprawiła, że moje palce zamrowiły, a jego policzek odskoczył w bok. Moja klatka piersiowa gwałtownie się unosiła, gdy na niego piorunowałam wzrokiem, a mój oddech był urywany. Tysiąc gapiów z szeroko otwartymi oczami westchnęło unisono, odwracając się, by spojrzeć na mnie w martwej, przerażającej ciszy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Wymsknięta tajemnica – Roztrzaskana Aureola: Zawłaszczona przez mojego dręczyciela z dzieciństwa | Czytaj powieści online na beletrystyka