Perspektywa Rhetta.
Wracam do pokoju w akademiku powolnym krokiem, a moja złość zdążyła już przeobrazić się w coś innego, w coś, czego nie chcę nazywać po imieniu. Jest gęste, otacza mnie niczym zimny koc, a ja łapię się na tym, że splatam ramiona wokół tułowia.
Więc to by było na tyle, co?
Przez chwilę stoję przed pokojem, bez żadnego konkretnego powodu. Gdy tylko wejdę do środka, będę musiał zac
















