Sekretna korepetytorka quarterbacka

Sekretna korepetytorka quarterbacka

Autor: Aeliana Moreau

NADCHODZIŁO
Autor: Aeliana Moreau
19 cze 2026
POV Calluma Powinienem być w swoim pokoju. Powinienem mieć na uszach słuchawki, zatapiać się w muzyce i ćwiczyć solo na perkusji na przyszłotygodniowy koncert. Ale nie. Oto ja, wlokący się do gabinetu profesor Hawthorn, z głową wciąż huczącą po wizycie Iris. Rak. Chemia. Fundusz powierniczy. Co jest, kurwa? Co to ma, do cholery, być? Jedyną rzeczą, która mogłaby jeszcze pogorszyć ten dzień, byłby soczysty kopniak w jaja. Próbowałem to z siebie otrząsnąć, gdy dotarłem pod jej drzwi. Nie chciałem tam wchodzić wściekły, nie byłem na nią zły. Pani profesor była jednym z niewielu nazwisk na krótkiej liście ludzi, którym na mnie zależało. Pomyślę o tym wszystkim później, kiedy wrócę do pokoju, miejmy nadzieję, zanim Rhett przyciągnie tam swoją pożałowania godną osobę. Otworzyłem drzwi i, kurwa, on tam był. Rhett. Siedział przy biurku, udając wielce zapracowanego, gapiąc się na profesor, jakby oferowała mu klucze do nieba. Stłumiłem ochotę na przewrócenie oczami i zostałem z tyłu, podchodząc do biurka Hawthorn. – Thorne – powiedziała, podnosząc wzrok z uśmiechem. – Dzięki, że przyszedłeś tak nagle. – Oczywiście. Nie ma problemu, pani profesor – wymruczałem, spoglądając z ukosa na Rhetta, który już mierzył mnie surowym wzrokiem. – O co chodzi? Wzięła głęboki oddech. – Chcę, żebyś udzielał korepetycji Rhettowi. Gapiłem się na nią z opadniętą szczęką. Czy on ją namówił do jakiegoś głupiego żartu? Czy to było filmowane ukrytą kamerą? – Słucham, co takiego? – Jego oceny drastycznie spadają i potrzebuje pomocy. Proszę. Jesteś jednym z moich najlepszych studentów. A więc to nie był żart. Wykrztusiłem suchy śmiech. Cóż, lepiej, żeby szybko się w niego zamienił. – Nie, dziękuję. Rhett parsknął, mając czelność wydać ten pieprzony, drwiący dźwięk. – Jakbym o to prosił. – Cóż, ja na pewno nie – odciąłem się. Hawthorn westchnęła, ściskając nasadę nosa. – Przestańcie, obaj. Rhett, potrzebujesz go. Callum, proszę cię, zrób to. A teraz, obaj, wyjazd. Wyjdźcie z mojego gabinetu i załatwcie to jak dorośli, którymi rzekomo jesteście. Nie powiedziałem nic więcej, po prostu odwróciłem się i wyszedłem, nie fatygując się nawet, by sprawdzić, czy Rhett idzie za mną. Byłem w połowie korytarza, kiedy, oczywiście, jego irytujące kroki zbliżyły się na tyle, by zakłócić tę odrobinę spokoju ducha, której tak kurczowo próbowałem się trzymać. Jęknąłem, otwierając drzwi do mojego pokoju. Nie, naszego pokoju! Teraz to był nasz pokój, jak cudownie. Chwyciłem pałeczki i docisnąłem słuchawki do uszu. Muzyka na cały regulator. Zacząłem bębnić w torbę, biurko, w cokolwiek, co było pod ręką. Niech świat zniknie choć na minutę. Rhett wszedł chwilę później, trzaskając drzwiami, z koszulą już do połowy zdjętą, jakby grał w jakimś tanim filmie sportowym. Rzucił torbę, zaczął w niej grzebać i spróbował – spróbował – odrobić lekcje. Głośne uderzenia moich pałeczek musiały mu dopiec, bo wstał sfrustrowany. Widziałem, jak porusza ustami; pewnie powiedział coś, co uznał za ważne. Ale gówno mnie to obchodziło. Odwróciłem wzrok i dalej bębniłem. Podeptał do mnie i stuknął mnie w ramię, więc odsłoniłem jedno ucho. – Powiedziałem... czy możesz przestać? To jest za głośne. Albo przestań grać, albo wyjdź na zewnątrz. Zdjąłem słuchawki całkowicie, uśmiechnąłem się do niego i zmierzyłem go wzrokiem od stóp do głów, powoli i wymownie. – Jeśli szukasz ciszy, pięknisiu, to powinieneś poszukać sobie innego pokoju. Jego szczęka drgnęła, gdy ciężko przełknął ślinę. – Nie nazywaj mnie tak. – Dlaczego nie? Pięknis pasuje jak ulał. – Myślisz, że mnie znasz? Gówno wiesz. – Mogę zgadywać. – Wstałem, stając tuż przed nim. – Wielka gwiazda, quarterback, owszem, ale z marnymi ocenami i będący małą marionetką tatusia. Jesteś kupą mięśni bez mózgu, ale tak bardzo chcesz być dumą tatusia, prawda, pięknisiu? Jego oczy zaszły mgłą wściekłości, co dało mi odrobinę satysfakcji. Tak, chciałem, żeby poczuł choć ułamek tego, co ja czułem. Podszedł bliżej, teraz staliśmy niemal pierś w pierś. – Powtórz to, Thorne. Czy to była groźba? Nie bałem się, kurwa, Rhetta Vance’a. – Mięśnie. Zero mózgu. Rozczarowanie tatusia – powtórzyłem, wyraźnie akcentując każde słowo. Pchnął mnie, a ja upadłem na łóżko. Rhett gapił się na mnie, jakby chciał mi przyłożyć w twarz. Niech próbuje, niech, kurwa, spróbuje. Szukałem powodu, by komuś przywalić. Wykrztusiłem suchy śmiech i podniosłem się na łokciach. – Dotknij mnie jeszcze raz – warknąłem, zniżając głos. – I co zrobisz? Uderzysz mnie pałeczkami? Bo tylko to potrafisz: robić pieprzony hałas. Wiedziałem, że próbuje mnie tylko sprowokować, ale Dorian niedawno rzucił podobnymi słowami. „On nawet nie jest taki dobry”, powiedział. Wiedziałem, że szukał zwady, ale mu jej nie dałem. Jednak Rhettowi z radością jej udzielę. – Uważaj, pięknisiu – warknąłem. – Nie zmuszaj mnie, bym wsadził ci pięść w tyłek i pociągnął za sznurki twojego ojca. To byłoby niekomfortowe dla nas obu, bo wiem, że tkwią tam naprawdę głęboko. Zobaczyłem to – ten moment, w którym Rhett zdecydował, że tak, rzeczywiście, przywali mi w ten pieprzony pysk. Jego spojrzenie stwardniało i ułamek sekundy później wskoczył na łóżko, przygważdżając mnie kolanami i rąbnął pięścią w moją twarz. Jęknąłem, wdzięczny za materac pode mną, gdy moja głowa się od niego odbiła. Nie myślałem zbyt wiele o bólu, po prostu uderzyłem moją już pulsującą głową prosto w jego twardy brzuch. Całe powietrze uszło z niego z bolesnym stęknięciem, a ja odepchnąłem go od siebie, z trudem stając na nogi. Wydał z siebie śmiech pozbawiony rozbawienia, prostując się. Gapiłyśmy się na siebie z furią, z piersiami falującymi od oddechu, z dzwonieniem w mojej głowie i z nim trzymającym się za brzuch. – Przynajmniej mam ojca. Twój nie chce mieć z tobą nic wspólnego aż do tej chwili. Uważa, że jesteś wybrakowany, że jesteś pieprzonym nieudacznikiem, i ma rację. – Cóż, ja też go, kurwa, nienawidzę. Rhett pokiwał głową i uśmiechnął się drwiąco, odgarniając włosy z twarzy. – Może powinienem iść przywitać się z twoją siostrą, pokazać jej, że nie wszyscy faceci są tak żałośni jak ty. Zrobiłbym to powoli, przeciągałbym to przez całą noc. Nawet nie zdałem sobie sprawy, że rzuciłem się na niego, dopóki nie zderzyliśmy się ciałami. Przewidział to i przygotował się na uderzenie, ale mnie zlekceważył i udało mi się sprowadzić go do parteru, choć mniej boleśnie, niż zamierzałem. Wtedy ten drań uniósł się i ugryzł mnie w ramię. Odskoczyłem, a on wykorzystał okazję, by mnie odepchnąć. Staliśmy, dysząc, zanim odwrócił się i wyszedł z pokoju. Krzyżyk na drogę. Miałem nadzieję, że nigdy nie wróci.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

NADCHODZIŁO – Sekretna korepetytorka quarterbacka | Czytaj powieści online na beletrystyka