Perspektywa Rhetta.
Za oknem akademika gromadzą się gęste, kłębiaste chmury, przez co wydaje się ciemno, mimo że nie ma jeszcze czwartej. Niedługo zacznie padać.
Mój telefon pika raz, potem drugi, w krótkich odstępach czasu. Natychmiast tracę koncentrację na eseju, z którym się mocowałem.
Wzdychając, przesuwam kursor i usuwam ostatnie dwie linijki. Prawie pięćdziesiąt słów mniej; znowu wzdycham. D
















