Sekretna korepetytorka quarterbacka

Sekretna korepetytorka quarterbacka

Autor: Aeliana Moreau

WEŹ WSZYSTKO INNE
Autor: Aeliana Moreau
19 cze 2026
POV Calluma Obudziło mnie miękkie światło poranka przebijające się przez zasłony, ten rodzaj światła, który sprawia, że wszystko wygląda zwodniczo spokojnie. Ciało bolało mnie po wczorajszej szarpaninie, mięśnie protestowały, gdy przeciągałem się i przecierałem twarz. Westchnąłem ciężko, spoglądając na drugie łóżko po przeciwnej stronie pokoju. Nieskazitelne. Ani jednej zmarszczki na prześcieradle. Rhett Vance nawet tu nie spał. Nie żeby mi to przeszkadzało. Tak było prawdopodobnie najlepiej. Nie lubiłem go. A jeśli go tu nie było, nie musiałem znosić jego obecności, tej pozy „świętszego od innych” i nosa zadartego tak wysoko, że miałem nadzieję, iż kiedyś skręci sobie kark. Przeczesałem dłonią włosy, wypuszczając gwałtownie powietrze, po czym zwlokłem się z łóżka. Odprawiłem swoją poranną rutynę – szybki prysznic, wciągnięcie czarnej bluzy z kapturem i porwanych dżinsów, złapanie torby. Lustro odbiło moje zmęczone oczy; blade cienie pod nimi przypominały, że sen był luksusem, na który również nie mogłem sobie pozwolić. Mimo wszystkiego, co działo się w moim życiu, szkoła była jedyną rzeczą, nad którą panowałem. Nie byłem tylko bystry – byłem tym typem studenta, który dostaje piątkę z plusem z egzaminu, sprawiając, że ludzie zastanawiają się, czy nie ściągał. Ale nie ściągałem, nigdy tego nie robiłem. Harowałem na to. Wiedza to potęga, a jeśli nie miałem nic innego, to przynajmniej miałem to. Aula była już pełna studentów, gdy dotarłem na miejsce. Zająłem swoje stałe miejsce z tyłu, wyłączając się z otaczającego mnie gwaru. Monotonny głos profesora brzęczał w tle, ale ja chłonąłem każde słowo, robiąc notatki z entuzjazmem kogoś, kto tym żyje. Szkoła była odskocznią, sposobem na zajęcie myśli, by nie wracały do wszystkiego, co rozpadało się wokół mnie. Jeśli dobrze rozegram karty, będę miał dyplom, a nic innego nie było ważne. Godziny zlewały się w jedno pasmo wykładów, zadań i przedzierania się przez zatłoczony kampus. Gdy wychodziłem z ostatnich tego dnia zajęć, usłyszałem znajomy głos wykrzykujący moje imię. — Callum! Odwróciłem się i zobaczyłem Chloe machającą do mnie. Była na trzecim roku, jedną z niewielu osób, które faktycznie tolerowałem. Była błyskotliwa, wyluzowana i byłem jej korepetytorem, gdy tego potrzebowała. — Cześć, Chloe — powiedziałem, idąc w jej stronę. — Jak leci? Jęknęła melodramatycznie. — Absolutnie fatalnie. Potrzebuję wspólnej nauki w najbliższym możliwym terminie. Egzamin mam za tydzień, a jeśli obleję, matka się mnie wyrzeknie i wyśle do szkoły prawniczej. Wyobrażasz sobie mnie jako adwokata? Uśmiechnąłem się ironicznie. — Przerażająca myśl, wszyscy trafiliby do więzienia. — Dokładnie! Więc wyświadczysz mi przysługę? — Jasne. Tam, gdzie zwykle? Skinęła głową, wyraźnie odprężona. — Jesteś najlepszy, Callum. Pożegnałem ją machnięciem ręki, obserwując, jak znika w tłumie. Miałem już wracać do akademika, gdy coś – a raczej ktoś – przykuło moją uwagę. Znajoma postać kręciła się przy wejściu na kampus. Serce mi mocniej zabiło, dopóki nie przypomniałem sobie, kto to jest. — Iris? Odwróciła się z szerokim uśmiechem na twarzy. — Hej, starszy bracie. Zanim się zorientowałem, porwałem ją w niedźwiedzi uścisk, podnosząc z ziemi i obracając w kółko. Zaśmiała się, oplatając ramionami moją szyję. — Boże, jak ja tęskniłem — powiedziałem, stawiając ją na nogi. Uśmiechnęła się do mnie. — Ja też tęskniłam. Minęło sporo czasu. Cofnąłem się, przyglądając jej się. Urosła, ale najbardziej uderzającą zmianą były pofarbowane na zielono nasady włosów. — Zrobiłaś się na zielono? — Uniosłem brew, a w piersi poczułem ciepło. Wiedziałem, że ojciec by tego nienawidził. Zaszczerzyła się. — Chciałam być jak ty, bracie. Zaśmiałem się krótko. — Zły pomysł. Posłała mi uśmieszek, którego nie widziałem od miesięcy. Pchnęła mnie lekko w ramię. — Nie wyglądasz tak źle, cieszę się, że twoja głowa wciąż jest tak samo wielka jak zawsze. Roześmiałem się i oddałem jej pchnięcie. Zachichotała, ale chwilę później uśmiech zniknął z jej twarzy, a wyraz twarzy spoważniał. — Musimy porozmawiać. Zrobiło mi się ciężko na żołądku. Iris nigdy nie była przy mnie smutna, kiedy udawało nam się znaleźć czas na spotkanie. — O czym? — O mamie. Moje ciało spięło się na to słowo. Czy coś się jej stało? Może wciąż czułem do niej lekki żal, ale słabł on za każdym razem, gdy Iris opowiadała mi, jak kłóci się z ojcem o mnie. Kochałem tę kobietę bardziej niż własne życie. — Co z mamą? Iris zawahała się, spoglądając w dół, zanim spotkała mój wzrok. — Jest chora, Callum. Rak w trzecim stadium. Zaczęła już chemię. Świat na chwilę zawirował. Wszystko wirowało, kształty i kolory mieszały się, tworząc ruchomy obraz tak drażniący, że aż rozbolała mnie głowa. Rak? Przesunąłem dłonią po twarzy, próbując odzyskać skupienie. Klatka piersiowa mi się zacisnęła, gdy walczyłem, by usłyszeć słowa, które następują po tak druzgocącej wiadomości. — Co? Przygryzła wargę, mówiąc teraz ciszej, z dławiącym się głosem. — Jest źle, ale wykryli to na tyle wcześnie, że jest nadzieja. Przełknąłem ciężko, przeczesując dłonią włosy. — Dlaczego nikt mi nie powiedział? Zamilkła, a w moim gardle wezbrała fala gniewu. — Wiesz dlaczego — powiedziała cicho Iris. Wiedziałem, oczywiście. Tata nie chciałby, żebym wiedział. Wziąłem głęboki oddech, próbując się uspokoić. — A tata? Wyraz twarzy Iris stał się ponury. — On... cóż, to wciąż tata. I robi coś, co naprawdę ci się nie spodoba. Wpatrywałem się w nią, a kula lęku ciążyła mi w żołądku. Co ten człowiek mógł jeszcze zrobić? — Co tym razem? — Oddaje twój fundusz powierniczy na cele charytatywne. Zapadła między nami ciężka cisza, gdy Iris patrzyła na mnie, załamując ręce. W żołądku mi się przewróciło, gniew kipiał pod skórą. — To nie była, kurwa, umowa, Iris. Mam prawo do tych pieniędzy, kiedy skończę studia. Zgodnie z prawem. Skinęła głową. — Wiem. I on też wie. Ale i tak to robi. Mi też ich nie da, bo wie, że po prostu oddałabym je tobie. Zacisnąłem zęby, pięści mi stwardniały. Ostatnie dwa lata spędziłem pracując tylko po to, by opłacić czesne, biorąc kredyty studenckie, bo wiedziałem, że mam fundusz powierniczy na swoje nazwisko. A teraz, gdy byłem tak blisko mety, mój ojciec mi go odbierał. Spłacanie tych kredytów bez tego pieprzonego funduszu zajmie mi lata. Iris poruszyła się niespokojnie. — Wiem, że to naciągane i nawet nie powinnam o to pytać, ale... daje ci szansę ze względu na mamę. Wypuściłem gwałtownie powietrze. — Iris... — Gdybyś tylko... — Chuj mu w dupę — przerwałem jej suchym głosem. — Po prostu chuj mu w dupę. Jej ramiona opadły i staliśmy tam przez chwilę w milczeniu. Po jakimś czasie wyciągnęła rękę, ściskając moje ramię. — Przepraszam, musiałam spróbować. Zdołałem zdobyć się tylko na mały, zmęczony uśmiech. Nie byłem na nią zły. — Wiem. Westchnęła. — Chodź. Chodźmy na kawę czy coś, zanim pojadę. Skinąłem głową, idąc za nią do najbliższej kawiarni. W moich myślach szalała burza emocji, ale na razie miałem siostrę. I przez chwilę, przez tę ulotną, piękną chwilę, to wystarczyło.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

WEŹ WSZYSTKO INNE – Sekretna korepetytorka quarterbacka | Czytaj powieści online na beletrystyka