Sekretna korepetytorka quarterbacka

Sekretna korepetytorka quarterbacka

Autor: Aeliana Moreau

NIE MA MOWY
Autor: Aeliana Moreau
17 cze 2026
POV Rhetta Budzik zadzwonił punktualnie o 5:00 rano. Wyłączyłem go, przeklinając pod nosem i przewracając się na plecy. Ciało jęczało z bólu po wczorajszym treningu, ale nie było miejsca na narzekanie. Futbol nie dbał o słabość, a ja dbałem o futbol, więc ja też nie dbałem o słabość. Odrzuciłem pościel i usiadłem, prostując ramiona i przecierając twarz. W pokoju było ciemno, ale na tyle jasno, bym widział stronę Calluma. Całkowity chaos: pałeczki, ubrania i papierosy zaśmiecały podłogę. On spał smacznie, z plecami odsłoniętymi w przygaszonym świetle, które ukazywało wszystkie jego tatuaże. Ale nie zaszczyciłem go więcej niż jednym spojrzeniem. Callum był ostatnią osobą, z którą chciałbym mieć cokolwiek wspólnego, i miałem ważniejsze rzeczy na głowie niż mój nowy współlokator. Wstałem, założyłem strój kompresyjny i zawiązałem korki. Torba była już spakowana od wieczora – przyzwyczajenie. Ćwiczenia zaczynały się o szóstej, a spóźnienie choćby o sekundę nie wchodziło w grę. Przynajmniej nie dla mnie. Wymknąłem się z pokoju, wyszedłem na chłodne poranne powietrze i pobiegłem w stronę boiska. Oddech parował przede mną, gdy zmuszałem ciało do większego wysiłku, próbując zagłuszyć frustrację kłębiącą się w środku. Szkoła. Mój tata. Nawet Callum. Wszystko wokół mnie się waliło, ale futbol był jedyną rzeczą, która miała sens. Jedyną rzeczą, która wydawała się właściwa. Trening był bezlitosny, dokładnie tak, jak lubiłem. Sprinty. Trening wytrzymałościowy. Siłownia. Każdy mięsień mnie bolał, ale parłem naprzód. Pot spływał mi z czoła, ale nie przestawałem. Przestawanie było niedozwolone. Jeśli miałem być najlepszy, musiałem pracować ciężej niż wszyscy inni. Kiedy trening się skończył, stałem pochylony z dłońmi na kolanach, łapiąc powietrze, gdy trener wywołał moje imię. — Rhett, słowo. Wyprostowałem się, wycierając pot z twarzy koszulką, po czym podbiegłem do niego. Gdy tylko zobaczyłem jego minę, żołądek mi podjechał do gardła. To mi się nie spodoba. — Słuchaj, dzieciaku — zaczął trener, masując kark, co tylko potęgowało mój niepokój. Naprawdę mi się to nie spodoba. — Musimy porozmawiać o twoich ocenach. Wypuściłem gwałtownie powietrze, już czując, w którą stronę to zmierza. Naprawdę miałem nadzieję, że przymknie na to oko, biorąc pod uwagę, jak dobrze radzę sobie na murawie. — W zeszłym roku nie dostałeś ani jednego wyróżnienia. Na litość boską, Rhett, ledwo pozaliczałeś niektóre kursy. To nie jest futbol – to twoje życie. Jeśli nie poprawisz ocen w tym semestrze, nie będę miał innego wyjścia, jak tylko odsunąć cię od gry. — Trenerze... — Mówię poważnie. Żadnych dyskusji. I wierz mi, to boli, bo jesteś jednym z najlepszych, jakich mam w drużynie, więc posadzenie cię na ławce sprawi, że będziemy krwawić. Ale mówię serio: albo ogarniesz oceny, albo wylatujesz z drużyny. Przełknąłem ciężko. Futbol był moim życiem. Siedzenie na ławce napawało mnie przerażeniem i dosłownie odbierało mi dech. A co powiem ojcu? Nawet nie chciałem o tym myśleć. — Rozumiem, trenerze. Poprawię się. Trener skinął krótko głową, ale jego twarz nieco złagodniała. — Mam nadzieję, dzieciaku. Masz w sobie coś wyjątkowego, ale talent nic nie znaczy, jeśli go roztrwonisz. Opuściłem trening ze sztywno spiętymi ramionami, przygotowując się na to, co nastąpi, a jednocześnie mając nadzieję, że to nie nadejdzie. Mój ojciec, który zawsze obserwował, już czekał. Gdy tylko wyszedłem z boiska, zaatakował. — Rhett! — Jego ton był ostry i natychmiast przebił moją kruchą samokontrolę. Z każdą minutą było coraz gorzej. Odwróciłem się, wiedząc, że mnie to nie minie. — Bawi cię to? Myślisz, że to jakiś żart? Masz pojęcie, o co toczy się gra? Co? Wcale się nie śmiałem. Mogłem zostać wyrzucony z drużyny, więc oczywiście nie uważałem, że cokolwiek jest zabawne. — Tato, ja... — Nie! Słuchaj mnie. — Podszedł bliżej, górując nade mną swoją potężną sylwetką. Zawsze taki był, jego obecność zawsze zdawała się tak przytłaczająca. — Napraw to i to natychmiast. Nie pozwolę, by mój syn – moje dziedzictwo – marnował przyszłość na jakieś gówniane kursy. Zacisnąłem zęby. Czasem zachowywał się tak, jakbym tylko bawił się na boisku, jakby nie wiedział, że chcę tego jeszcze bardziej niż on. — Powiedziałem, że to naprawię. — To dobrze. Bo jeśli tego nie zrobisz, skończyłeś. Nie zostaniesz tylko posadzony na ławce – wypadniesz z gry o zawodowstwo. Słyszysz mnie? Skinąłem sztywno głową. Mój ojciec nie dawał drugich szans. Mój ojciec nie akceptował porażek. A jeśli zawiodę, wiedziałem, co nastąpi. Szaleństwem było o tym myśleć, ale mogłem nie tylko wypaść z wyścigu do NFL, ale i wylecieć z jego domu. W głowie miałem mętlik, gdy szedłem na zajęcia. Byłem tak wyczerpany, że czułem się, jakby przejechał po mnie walec, ale zmusiłem się do skupienia. Nie mogłem tego zawalić. A przynajmniej próbowałem się skupić. Po zajęciach porozmawiałem z profesor Rhodes, u której oblałem kurs w poprzednim semestrze. Była jedną z niewielu osób, które faktycznie dbały o mnie bardziej niż o moje osiągnięcia sportowe. — Rhett — powiedziała, opierając się o krawędź biurka. — Nie lubię patrzeć, jak idzie ci tak słabo. Byłeś takim dobrym studentem, kiedy zaczynałeś. Co się stało? Stęknąłem cicho, przeczesując dłonią wilgotne włosy. — Nie wiem, pani profesor. Mam mętlik w głowie. Futbol, tata, to wszystko. To po prostu trochę za dużo. Przyglądała mi się przez chwilę, zanim przytaknęła. — Myślę, że potrzebujesz korepetytora. — Potrzebuję go jak tlenu. Zaśmiała się i skinęła głową. — Mam kilku studentów, którzy mogliby pomóc. Pozwól, że sprawdzę. — Przejrzała teczkę, szepcząc nazwiska pod nosem. — Większość jest już zajęta. Wszyscy są obłożeni w tym semestrze. Przygotowania do egzaminów, zajęcia dodatkowe i tym podobne. Opadłem na krzesło, czując napływającą frustrację. Moje szczęście. Gotowy do nauki, a nie ma kto uczyć. Wtedy przerwała, z głową przechyloną w stronę komputera. — No, jest jeszcze... nie. Lekko się wychyliłem. — Tak? — Nie chciałam mu już zawracać głowy. Ma już czterech uczniów, ale jest wspaniały. I myślę, że świetnie byście do siebie pasowali. Prawie położyłem się na jej biurku. — Kto? Uśmiechnęła się i skinęła do siebie głową. — Wiesz co, zapytam go. Nie wiedziałem, kim jest ten „on”, ale jeśli mógł podciągnąć moje oceny, to było mi to obojętne. — Nie martw się, Rhett. Załatwię go dla ciebie. Tym razem zdasz. Odetchnąłem z ulgą. — Dzięki, pani profesor. Naprawdę wiszę pani przysługę. Skinęła głową, wyciągając telefon. — To jeden z naszych najlepszych studentów. Nigdy nie oblał testu, zawsze jest na bieżąco z nauką. Jeśli ktoś może wyprowadzić cię na prostą, to tylko Callum Thorne. Wykrztusiłem automatyczną odpowiedź. — Co? Siedziałem tam z otwartymi ustami, w pełni przyswajając to, co właśnie powiedziała. Callum. Pieprzony. Thorne? Czy ten koleś w ogóle wie, jak się pisze „ołówek”? Czy potrafi go w ogóle używać? Co do cholery? Ale najwyraźniej potrafił. I ze wszystkich ludzi w tej skurwysyńskiej szkole, to on miał mnie uczyć. Ale nie, oczywiście, to po prostu musiał być on.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

NIE MA MOWY – Sekretna korepetytorka quarterbacka | Czytaj powieści online na beletrystyka