Sekretna korepetytorka quarterbacka

Sekretna korepetytorka quarterbacka

Autor: Aeliana Moreau

WSPÓŁLOKATOR
Autor: Aeliana Moreau
19 cze 2026
(Teraźniejszość) POV Calluma Światła przygasły, ostatnie nuty muzyki wybrzmiały w powietrzu, przerwane okrzykami wiwatującego tłumu. Serce waliło mi w piersi, krople potu spływały po skroniach, gdy mocno ściskałem pałeczki perkusyjne. Przypływ adrenaliny był jak płynny ogień, przepływający przez każdy zakamarek mojego ciała z elektrycznym ładunkiem. — Bis! Bis! — wrzeszczał tłum, a ich głosy były jak fala rozbijająca się o nas. Dorian, nasz wokalista, posłał diabelski uśmiech w stronę widowni, unosząc ramiona, by jeszcze bardziej ich podkręcić. Reid, nasz główny gitarzysta, rzucił kostkę w tłum wyjących fanów, a jego czarne oczy błyszczały z drugiego końca sceny. Uśmiechnąłem się, obracając pałeczki w palcach, po czym uderzyłem nimi ostatni raz w werbel. Ryk zamienił się w kakofonię. Boże, kurewsko to kochałem. Ta chwila była jednak krótka. Po zejściu ze sceny nastrój się zmienił. Spocone ciała kręciły się dookoła, zdejmując skórzane kurtki i rozciągając zdrętwiałe kończyny. Zapach piwa i papierosów mieszał się w powietrzu, gdy staliśmy w naszym kącie, czekając, aż Reid rozdzieli wieczorny zysk. — Dobra — wydyszał Reid, wyciągając plik banknotów z kurtki. Polizał palce i zaczął liczyć, wyciągając dłonie w naszą stronę. — Po trzysta dla każdego. Sięgnąłem po swoje, ale Reid wcisnął mi w dłoń dodatkowe pięćdziesiąt z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. — Co jest, do diabła? — warknął Dorian, zanim zdążyłem zareagować. Wykrzywił usta i zwrócił się do Reida. — Dlaczego on, do cholery, dostaje więcej? Brooks, nasz drugi gitarzysta, milczał. — Hej, stary, bądź kurewsko sprawiedliwy — warknął, wygrażając mi palcem. — Wszyscy zagraliśmy ten sam koncert. Odetchnąłem z westchnieniem, rozluźniając ramiona. — Dorian, jest w porządku... — Gówno prawda, że jest w porządku! — uciął Dorian. Podszedł o krok bliżej mnie, błyskając błękitnymi oczami. — Odstawiasz ten numer od miesięcy, Reid. Może powiesz nam, jaki jest, do jasnej cholery, powód, dla którego Callum zawsze dostaje większą działkę? Reid zacisnął zęby. — Wiesz dlaczego. — Nie, nie wiem. Może mi, kurwa, powiesz? — Dorian pchnął go mocno, a Reid się cofnął. Nozdrza Reida zadrgały i zanim zdążyłem go powstrzymać, zaatakował. Ich ciała zderzyły się, pięści poszły w ruch. — Niech to szlag — warknąłem, wchodząc między nich. Zamachnąłem się na Doriana i wystawiłem rękę w stronę Reida. — Przestańcie, kurwa. Dorian starł krew z rozciętej wargi i splunął na podłogę. — To jakieś bzdury, stary. Głos Reida był niski i zabójczy, gdy mówił, trzymając się za ramię: — Wiesz, że on potrzebuje tego bardziej niż ktokolwiek z nas, Dorian. Miej, kurwa, trochę sumienia! Cisza, gęsta i napięta, wypełniła pomieszczenie. Wydmuchnąłem powietrze, podchodząc do przodu i rzucając pieniądze na stół. — Nie potrzebuję niczyjej litości. Masz to sobie, Dorian, kurwa. Zakręciłem pałeczkami w dłoni, odwróciłem się na pięcie i wyszedłem. --- Z alejki na zewnątrz śmierdziało rozlanym piwem i potem. Sięgnąłem do tylnej kieszeni po papierosa, zapaliłem go i powoli się zaciągnąłem. Będzie lepiej. Będzie, kurwa, lepiej. Musi. Splunąłem na chodnik, wydmuchując dym w wieczorne powietrze. Dwa lata życia na własny rachunek były kurewską torturą, byciem żywym obrazem litości dla innych. Pewnie zbyt mocno polegałem na moim staruszku, choć czy można mnie winić? Dopiero co skończyłem osiemnaście lat i nigdy wcześniej nie potrzebowałem pracy. Teraz miałem dwie roboty i brałem wszystko inne, co wpadło mi w ręce. Graliśmy każdy koncert, jaki się trafił, i dorywczo udzielałem korepetycji. Dzięki Bogu miałem zespół i studia. Inaczej gdzie, do diabła, bym spał? Jak zapłaciłbym czesne? Ledwo stać mnie było na papierosy. Moje życie było jednym wielkim bagnem. — Kurwaaaaaaa! — wykrzyczałem, czując pieczenie w klatce piersiowej. Wszystko się ułoży. Zgasiłem papierosa o chodnik, przydeptując go butem. Potem chwyciłem kask i zarzuciłem nogi na motocykl. Dodając gazu, pochyliłem się nisko. Ktoś wsunął dłonie do moich kieszeni. Reid. Nie słyszałem, jak podszedł przez hałas silnika. Wepchnął coś do mojej kieszeni, pewnie te cholerne pieniądze. Otworzyłem usta, ale natychmiast mi przerwał: — Po prostu je weź, stary. Żadnych cholernych dyskusji. — Nie jestem przypadkiem charytatywnym, Reid. — Nie, nie jesteś. Jesteś moim przyjacielem. A teraz zamknij się i wydaj to dla odmiany na coś lepszego niż błyskawiczne zupki chińskie. Nie odpowiedziałem, tylko dodałem gazu i odjechałem. Ale prawda piekła mnie w gardle. Potrzebowałem tej gotówki. Potrzebowałem każdego cholernego grosza. Droga do akademika była zimna. Północny wiatr smagał moje ciało, gdy pędziłem niemal pustymi drogami na motocyklu, a silnik warczał pode mną. Adrenalina z bójki wciąż krążyła w moim organizmie, ale przytłumiło ją ciężkie wyczerpanie. Pięści bolały mnie od ciosu, który zadałem Dorianowi, a głowa pulsowała na wspomnienie naszej kłótni. Gdy dotarłem do kampusu, większość akademików była pogrążona w ciemnościach. Jedyne światła pochodziły z latarni ulicznych i sporadycznych okien, w których studenci grali w gry lub zakuwali. Przypiąłem rower i zdjąłem kask, przeczesując dłonią spocone włosy. Wydarzenia dnia piętrzyły się nade mną jak cholerna góra. Wszedłem po schodach na swoje piętro, zaciskając klucze w pięści. Mój pokój był moją jedyną ostoją – jedyną rzeczą, której ojciec nie zdołał mi odebrać, gdy mnie wygnał. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że udało mi się go zatrzymać, ale pani Gable, opiekunka akademika, powiedziała mi, że nie powiadomi władz uczelni o mojej sytuacji. Wiedziała. Wiedziała, że nie mam innego miejsca, w które mógłbym pójść. Przesunąłem torbę na ramieniu i otworzyłem drzwi, wchodząc do środka – i zamarłem. Tam, na środku mojego pokoju, stojąc nad torbą podróżną, znajdował się nie kto inny jak „złoty chłopiec” drużyny Pacific Titans – Rhett Vance. Co jest, kurwa? Podniósł wzrok znad telefonu, a jego brwi zmarszczyły się w tej samej chwili, w której mnie zobaczył. — Co jest, kurwa? — Dokładnie to samo pomyślałem — powiedziałem, rzucając torbę na podłogę. — Co ty robisz w moim pokoju? Nie zdążył odpowiedzieć, gdy drzwi za mną skrzypnęły. W progu stanęła pani Gable z beznamiętnym wyrazem twarzy. — Callum, czekałam na ciebie. — O co tutaj chodzi? — Mój głos był napięty, tłumiony. Tak bardzo mi pomogła. Nigdy nie mógłbym na nią podnieść głosu, nawet gdy byłem wściekły. — Dlaczego on tu jest? Wypuściła powietrze, krzyżując ramiona. — Twoje konto studenckie było puste kilka miesięcy temu. Uczelnia miała się o tym dowiedzieć, a gdyby tak się stało, straciłbyś pokój. Jedynym sposobem na uratowanie sytuacji było połączenie cię z kimś, kto potrzebował pokoju. Rhett był najlepszą opcją, potrzebuje miejsca blisko boiska, a nie ma innych wolnych akademików. Zacisnąłem szczękę, wpatrując się w nią. — Czyli nie mam wyboru. Rhett parsknął. — Jakbym ja tego chciał. Posłałem mu wściekłe spojrzenie, zanim znów skupiłem uwagę na pani Gable. — A co, jeśli powiem nie? — Musiałbyś mieszkać gdzie indziej, Callum. — Jej głos złagodniał. — Wiem, że to dalekie od ideału, ale nie ma alternatywy. W pokoju zapadła cisza gęsta jak mgła. Rhett wyglądał, jakby wolał spać pod mostem niż obok mnie, tyle że most nie byłby blisko boiska. Sam to rozważałem, nie potrzebowałem być blisko jego głupiego boiska. Ale zimno mogłoby mnie zabić szybciej niż narkomani. Pani Gable westchnęła. — Po prostu postarajcie się, żeby to jakoś działało. I, Callum – nie rzucaj się w oczy. — Wyszła, zamykając drzwi i zostawiając za sobą napiętą ciszę. Rhett zaśmiał się szorstko, kręcąc głową. — Taa, dokładnie tego mi było trzeba! Przeczesałem dłonią włosy, gwałtownie wypuszczając oddech. Ja też, kurwa, tego nienawidziłem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

WSPÓŁLOKATOR – Sekretna korepetytorka quarterbacka | Czytaj powieści online na beletrystyka