KATYA
ROK TEMU
Idę korytarzem, polując na pana Donovana — mojego szefa, który ewidentnie ma frajdę z przekręcania mojego nazwiska.
Wołkowa.
Nie Wołkow.
Dzięki za nic, tato. W zasadzie jedyną rzeczą, którą mi dałeś, było nazwisko, którego ludzie nie potrafią poprawnie wypowiedzieć.
W chwili gdy mam zamiar skręcić za róg, ktoś wciąga mnie do otwartych drzwi.
Omal nie krzyczę — dopóki go nie widzę.
T
















