BRIONY
— Nie ma żadnego pistoletu — mówię spokojnym głosem, z uśmiechem mocno napiętym na twarzy. — Ale to nie ma znaczenia, prawda?
Moje palce drżą, łaknąc, by w jakiś sposób ją skrzywdzić — zrobić coś, co sprawiłoby, że poczułaby choć ułamek tego, co mi zrobiła.
Wtedy dostrzegam spojrzenie Reida — zmartwione, czujne — i widzę, jak składa pocałunek na dłoni Adeline, zanim odprowadza ją kawałek da
















